poniedziałek, 28 grudnia 2009

.


Kiss kiss ;)

(Przy okazji przypomniała mi się historia koleżanki, która była w Turcji. Spodobała się Turkowi, który tak do niej mówił 'kiss kiss'. Chodzi o to, że więcej powiedzieć nie potrafił. A dla niej, nie były to słowa klucze :)

Po

Nie wiem dlaczego, ale odczuwam jakiś wewnętrzny przymus pisania, chociaż czuję się ostatnio jak wypalona świeca (może być i wigilijna). Może dlatego, że już po świętach.
W pociągu udało mi się jechać z przesympatyczną dziewczyną z weterynarii, i tym sposobem dowiedziałam się, że szczury bardzo łatwo się przeziębiają, i są ludzie, którzy robią jakieś zabiegi króliczkom w nosie za 500 zł, podczas gdy królik kosztuje 60 zł. I mnóstwo innych fascynujących rzeczy. I ta osoba również była w Salt Lake City i... i miło spotkać bratnie dusze w tym zwariowanym świecie.
Podobno przechodzę kryzys, to powiedziała mi inna pokrewna dusza.
Blog traci bezpowrotnie swoją pierwotną koncepcję (co raz mniej rzeczy mnie zadziwia i zachwyca :(, a ja nie chcę by był pamiętnikiem.
A najbardziej ze wszystkiego chce mi się grać na pianinie.
Poza tym mam wrażenie, że wszyscy znajomi są w ciąży, a na dodatek codziennie ktoś pyta 'co robisz w sylwestra??'.
Podobno kryzys jest początkiem nowego życia. Zawsze wynajduję sobie takie złote myśli i się ich trzymam kurczowo...

środa, 23 grudnia 2009

Przed

14.55

Siedzę właśnie sama w pracy. Na korytarzach ni ducha (co prawie).
Przez splot różnych decyzji czekam z biletem na popołudniowy pociąg.
Jeszcze parę dni temu sypało śniegiem i było -13 C, teraz właśnie leje deszcz strumieniami, a pod budynkiem wartko biegnie potok bieżącego deszczu.

Jeszcze tylko 7 godzin podróży.
I w domu. I jutro wigilia :)

Cisza w pracy jest porażająco odmienna. Ale, ufff, jak przyjemna. Bez huku drukarki, dźwięku zacinającego się faxu, atakujących telefonów i rozmów. No i pykania przychodzących maili, dzisiaj głównie z życzeniami :) Wchodzących i wychodzących osób.
Wyłączyłam też mrugającą światełkami choinkę.
I tak sobie pomyślałam, czy można sensownie pracować w takim chaosie, a innymi słowy - nadmiarze bodźców?

No dobra, dość tego, spadam stąd - IDĄ ŚWIĘTA...!! HOUHOUHOUUuuu

niedziela, 20 grudnia 2009

:)

Przynajmniej we własnym życiu trzeba być Gwiazdą

(cyt. z filmu)

czwartek, 17 grudnia 2009

Churching

Zdecydowałam się na poszukanie rekolekcji adwentowych i wybrałam takie pod tytułem Radość odnaleziona. Ostatecznie po 3 dniach wyniknęło, że chodzi o radość z bycia odnalezionym. Często mam kłopoty ze zrozumieniem o co chodzi na kazaniu. Ze słuchanej tylko formy w pamięci pozostaje mi niewiele, pomimo wytężonej koncentracji.
Tym razem udało mi się zapamiętać coś więcej:

Każdy ma prawo do własnego tempa w wierze.
Każdy idzie tą ścieżką inaczej.
I do każdego Bóg ma inny klucz.

Taki komfort wolności (podobało mi się)

No i jeszcze było o bliskości i miłości, która jest decyzją, ryzykiem i wzięciem kogoś DO siebie, do wewnątrz.
I o tym, że bliskość jest możliwa wtedy, gdy pokażemy komuś swoją słabość. Że dwie maski nie zdołają nawiązać prawdziwej bliskości.
I o zgubie pogoni za doskonałością. O tym, że szlifowanie i spełnianie wieczne swoich potrzeb i ambicji i dążenie do samorealizacji to błędne koło. Ale nie potrafię teraz przypomnieć jak to wytłumaczył. Tylko intuicyjnie wiem, że coś w tym jest.

wtorek, 15 grudnia 2009

...


Historia od mojej mamy :) morskie impresje ciąg dalszy

"Byłam dziś u dentysty, i opowiedział mi taką historię: Latem wpada do niego bezzębny facet i woła: doktorze ratuj! Okazało się, że kąpał się w morzu, fala zalała mu twarz, zaczął kaszleć i ... wyleciała mu sztuczna szczęka :) Ponoć ze szwagrem trzy godziny nurkowali, ale jej nie znaleźli".

niedziela, 13 grudnia 2009

Julie&Julia


Do kina chodzę raczej sporadycznie, bo oglądanie zbyt dużej ilości filmów jest dla mnie... ucieczką od rzeczywistości. Co prawda czasami warto od niej uciec. Tym razem chciałam uciec do świata lekkiego i dowcipnego. Rekomendacja, że gra w filmie Meryl Streep i że film jest o gotowaniu, okazała się wystarczająca. Film jest też o blogowaniu :)! (ostatnio mam sporo refleksji nt...).
I nie zawiodłam się. Razem z innymi osobami śmiałam się w głos, głównie za sprawą Meryl, która przezabawnie zobrazowała Amerykankę w Paryżu, która z kolei szuka swojej pasji, ostatecznie odnajdując ją w szkole gotowania, w klasie tylko dla mężczyzn :) Jej historia inspiruje do zmian inną Julię, która po wielu latach stawia sobie wyzwanie na blogu i dzień po dniu 'odkurza' jej przepisy.
W internecie ktoś napisał, że jest to film dla starych bab. Sprawdziłam swój pesel. Nie... chyba ktoś się pomylił.

sobota, 12 grudnia 2009

...


Dzisiaj miałam okazję być w ciekawym miejscu, kameralnej knajpce na Grójeckiej, z ogromem różnych piw do wyboru i deserów, grami do użycia (np. scrabble), książkami, no i muzyką płynącą w tle, w stylu siesty popołudniowej w 3-ce.
Ale najbardziej spodobała mi się nazwa - Pochwała niekonsekwencji.

Dzieliłyśmy się z I. wrażeniami z UsA. Udało się jej zdobyć dno Kanionu Kolorado i wejść na górę w ciągu jednego dnia. To jest naprawdę wyczyn, bo trzeba iść z południowego brzegu minimum 12 godzin łącznie w dół i w górę, latem w temperaturze ok 35-40 st. C. Ja się cieszę, że nasz plan był na tyle elastyczny, że przenocowaliśmy na dnie. Inaczej nie dałabym rady. A stoczyć się tam na samo dno, to akurat myślę powód do zadowolenia ;)

piątek, 11 grudnia 2009

Koncert świąteczny


Gdyby się zdarzyło, że czyta bloga ktoś kto byłby w niedzielę w Warszawie i miałby ochotę posłuchać koncertu świątecznego chóru gospel, to serdecznie zapraszam :)! Kiedyś w tym chórze śpiewałam, a na koncertach nie sposób usiedzieć w ławkach, chociaż warto sobie miejsce zarezerwować, żeby od czasu do czasu odetchnąć :)
Jestem bardzo mile zaskoczona, że znajomi z pracy i nie tylko wybierają się po raz kolejny, bo uznali, że koncert 13 grudnia to już... tradycja. Tradycja ma 3 lata ;)

czwartek, 10 grudnia 2009

Ceramika


Dzisiaj poszłyśmy z O zrealizować część pomysłów na prezenty gwiazdkowe i trafiłyśmy w bardzo fajne miejsce. Na ulicy Andersa znajduje się pracownia Sam pomaluj ceramikę.
Bardzo przyjemne pomieszczenie pełne ceramiki do malowania (talerze, kubki, czajniki itp.), inspiracji wzorowych, farb i z miłą panią udzielającą wskazówek co i jak. Miejsce dla dzieci i dorosłych. Pracownia organizuje też zajęcia w przedszkolach i dla firm!
Zostawiłyśmy nasze dzieła do wypalenia i odbieramy za parę dni. Wypalanie jest w soboty. Namalowałam dla babci talerz we wzory kaszubskie. Mam nadzieję, że przynajmniej do wigilii babcia nie nauczy się obsługi internetu :) Chociaż nie wiadomo czego w sanatorium teraz uczą, bo od kiedy tam pojechała dzwoni używając komórki...

środa, 9 grudnia 2009

Sopran voice



Trochę wcześniej niż zwykle włączyłam tę płytę. Zazwyczaj słuchałam jej dopiero około 23-24 grudnia (jest bardzo świąteczna).
Ale tak jakoś się stało, że przywiozłam ją teraz ze sobą, no i.
Głos jest po prostu fenomenalnie inspirująco świdrujący :) Pisząc w kategoriach muzycznych powinnam napisać - sopran koloraturowy o unikalnej barwie.
Poniżej coś nowszego, w sumie nie jest to nowość-nowość (bo z 2006 r.), ale odkryłam osobiście niedawno. Pani Ewa we współczesnej oprawie muzycznej Adama Sztaby. Zupełnie inna forma, ale też rewelacja.

Plaża





Droga na ruchome wydmy jeszcze parę lat temu była bardzo szeroka - tzn. plaża. Teraz jest znacznie węższa. Morze dosłownie zjada plażę. Ale jest wciąż przepiękna i niesamowita. Dzisiaj udało nam się podziwiać morze w pełni spokojne, przy bezwietrznej pogodzie z odrobiną słońca. Plaże prawie zupełnie odludnione. Bałtyk jest przepiękny... a zwłaszcza plaże. Nie nad Zatoką, tylko te nad otwartym morzem. Dla mnie - cudowne niezależnie od pory roku :)
Przyjechałam do domu naładować baterie, stoliczka bowiem ciśnie zbyt mocno :(, wracam z zapasowymi :)

sobota, 21 listopada 2009

Koniec tygodnia...

Piątek, koniec pracy, już po 'godzinie zero', kiedy zaczyna się, wyczekiwany jak gwiazdka w wigilię - weekend.
Szefowa - Gosia, co się stało, co tutaj robisz? Chcesz być jak najdłużej w pracy?
Ja - No tak :) nie mogę się oderwać.
Szefowa - Wiem wiem, przecież cię już dobrze znamy.

Cała rozmowa była żartobliwie ironiczna.
Tak się zastanawiałam, czy ona wyczuwa, że ja jestem tu już tylko ciałem?
Dzisiaj sprzątałam parę godzin dokumenty, szafki.
I robiłam to z myślą o jeszcze nie dookreślonej przyszłości. Że gdy będę odchodzić, nie będę musiała tego robić :)
Że zamknę komputer, spakuję kubek do torby i zdam klucze.
Nie będzie się to zewnętrznie różniło od końca tygodnia, tylko, że weekend od TEJ pracy będzie nieskończenie długi :)

Lifehouse Everything


Bardzo znany kawałek, drama w podobny sposób zrealizowana już była na sto sposobów.
Symbol, wieloznaczność obrazu, daje efekt często lepszy niż słowa.
W tym prostym przedstawieniu każdy może odnaleźć cząstkę własnych ukrytych głęboko pragnień.
Że nie jest sam, że jest kochany, że ktoś o niego walczy, że jest ważny...

czwartek, 19 listopada 2009

Kosmetycznie


Czerwone paznokcie
Pomagają pamiętać o wyprostowanych plecach i wciągniętym brzuchu :) Dodają zdecydowania.
Nie wiem dlaczego, ale tak działają.
No chyba, że zakłada się rękawiczki - to można na chwilę wyluzować.

Ps. Obcasy dodają argumentów.

wtorek, 17 listopada 2009

Ludzie w potrzebie

Spotykam ostatnio dużo biednych ludzi. Może jest ich więcej. Może więcej teraz zauważam.
Są tacy co chodzą po osiedlu, dzwonią od mieszkania do mieszkania. Proszą np. na operacje córki, syna.
Nie wiem czy kiedykolwiek będę w podobnej sytuacji. Nie wiem czy mówią prawdę czy nie.
Ostatnio nie potrafię odmawiać w sytuacjach, gdy ktoś prosi o pomoc.
Pęka mi serce.

Ale chciałabym bardzo wiedzieć ILE komuś RZECZYWIŚCIE pomoże...
Czy będą też inni ludzie, którzy pomogą i czy przysłowiowej 'złotówki' wystarczy?

Trochę ciepłych klimatów


Czytam teraz sporo blogów i stron podróżniczych.
To znaczy, że już na pewno jest zima :/

Znalazłam spośród wielu różnych internetowych zaułków, jeden blog wyróżniający się spontanicznością i sympatycznym humorem.
Opisywana podróż dotyczy zachodniej części Ameryki Południowej.
Zajrzałam tu ze względu na Chile. Ale historia, do której załączam link jest z Kolumbii.
Warto przejrzeć blog w całości, bo niektóre zdjęcia są naprawdę wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju.

Link do jednego z wątków: Spotkanie z Elfami :)

Wtorek


W tramwaju ponownie.
Jest wcześnie rano, jedziemy sobie wraz z setką ludzi, tradycyjnie już ściśnięci, do pracy.
Z każdym przystankiem do wagonu wsiada co raz więcej ludzi, i jeszcze więcej.
Okna zamknięte, bo zimno.
Ludzie kaszlą, bo grypa.
A jakaś pani obok mnie czyta książkę... Pogrzebani żywcem.

:)!

ps. Na szczęście nie na głos.

niedziela, 15 listopada 2009

Leszek Możdżer klasycznie


Uwielbiam ten kawałek. Ma w sobie coś tak pozytywnego, energicznego i zakręconego za razem.
Co ciekawe, do niedawna był to dzwonek mojej komórki :)))!

A co ciekawe na bis, moją przyjaciółkę ten utwór przeraża, gdy go słyszy wyobraża sobie tańczące kościotrupy ze starych filmów.
Muzyka jest fascynująca, jest wieloznaczna i można ją tak rozmaicie odbierać...

Lirycznie i po angielsku



Tak pięknie to tylko Eva potrafi...

Rytmicznie i po hiszpańsku

piątek, 13 listopada 2009

Koncert :))

Zdjęcie od Illya Rozenbaum

We wtorek 10 listopada, w ramach obchodów Święta Niepodległości, odbył się koncert w centrum kulturalnym Flagey w Brukseli, promujący gdańską kandydaturę do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 :))
Ale najważniejszy jest fakt, że koncert zagrał Leszek Możdżer :)))!
Zawsze uważałyśmy go z M. za geniusza, więc szczerze zazdrościłam, że mogła tam być. Poprosiłam, żeby zrobili fotki.
I oto fotka! zdjęcie tego sympatycznego i niezwykle zdolnego muzyka :)
Więcej o koncercie...

Referencje


Co jakiś czas powraca do nas wspomnienie pewnej referencji.
Szef o swoim zwolnionym pracowniku - 'Nie poleciłbym go najgorszemu wrogowi'.
Tak straszne, że aż - zabawne :)
No może nie dla szefa.

czwartek, 12 listopada 2009

Słodko


Sklep, mały chłopiec stojący przed półką z batonikami i czekoladkami.
Chłopiec - 'Mamo, mamo, które mogę wziąć? (wskazuje na batony), chciałbym ten (dotyka palcem), ten (pokazuje), ten (podnosi z półki), albo ten, i o tamten.
Mama - 'Kotku, wybierz sobie który chcesz' i idzie po puszkę kukurydzy.

Chłopiec więc, wrzuca do koszyka... wszystkie batoniki, które wskazał.
Jest bardzo szczęśliwy :-)

poniedziałek, 9 listopada 2009

Ot tak :)


"Jeżeli dwóch ludzi rozmawia, a reszta słucha ich rozmowy - to już jest teatr" Gustaw Holoubek

W tramwaju
Impresja angażujące nieznane osoby :) na temat otwierania okien, gdy za oknem deszcz i zimno, na temat konieczności ściszania mp3 słuchanej przez kogoś zbyt głośno i ... koloru skóry ('może Pani sobie słuchać to swoje mp3 w solarium, na które widzę Pani chodzi!' 'A Pan niech sobie idzie na koniec wagonu z tą białą skórą, jak coś Panu przeszkadza') :)

niedziela, 8 listopada 2009

rather test yourself

Ostatnio koleżanka z pracy poprosiła, by zrobić jej test psychologiczny. Mam mocno ambiwalentną postawę do wszelkich testów.

Nasz pierwszy szef, pomimo, że nie był psychologiem, uwielbiał testy, kazał je wykonywać, a potem sam wodził palcem po wykresach i rozwodził się nad charakterami ludzkimi. Druga szefowa, myślę, że nawet nie wie, jakie testy mamy zakupione.
W międzyczasie zainteresowałam się Ustawą o Ochronie Danych Osobowych, i wydaje się, że nawet jeśli jesteś psychologiem, i chcesz w swojej pracy wykorzystać test, nie bardzo możesz. Bo dane z testów są zaliczane jako dane osobowe wrażliwe.
I okazuje się, że stosowanie testów jest uprawnione tylko w stosunku do zawodów, które mają odrębną ustawę pozwalającą na wykorzystanie testów psychologicznych w weryfikacji kandydatów. Bo problem jest później z przechowywaniem takich danych.

Jeszcze parę lat temu psychologowie liczyli na etaty w firmach konsultingowych, działach HR, ze względu na popularność usług psychologicznych, w tym testów psychologicznych. Teraz jest chyba mniejszy szał z tym związany, i wkroczyło silniej myślenie ekonomiczne, większe szanse mają nie śliczne psycholożki, tylko bystre ekonomistki ;) Wiele razy czytałam dyskusje w których okazywało się, że psychologowie w firmach stosowali... testy projekcyjne np. do ocen pracowniczych.

Przekonałam się już, że żadna kombinacja testów nie zastąpi dobrej rozmowy. Że testy to często przykrywka, dla braku kompetencji, niechęci podejmowania decyzji, i że mogą one być sposobem na budowanie własnego wizerunku (bo jak nie ma w pobliżu innego psychologa, to kto powie, że ten test się nie nadaje do rekrutacji, ocen itp.?). Testy psychologiczne są wciąż metodami bardzo tajemniczymi dla nieznających teorii psychologicznych ani statystyki i metodologii badań. I to moim zdaniem może służyć nadużyciom.

Koleżanka natomiast chce sama sobie sprawdzić wynik tego testu, bo się wstydzi wyników. Chociaż nie wie dokładnie, co rzeczywiście ten test bada.
Taką testy mają moc :-)

sobota, 7 listopada 2009

Wicked-end

Kupiłam 0,5 litra rozpuszczalnika do farb olejnych, którymi maluję szafki, wieczorem zwijałam maki (do sushi), a u Ewy w pokoju znalazłam pianino i odświeżyłam Szopena. Poza tym jechałam autobusem z dziadkiem, który mówił do siebie rymując o Brukseli i Pawlaku. A pluszowy dinozaur przesłał mi właśnie pozdrowienia z Bonn.
I wszystko to najszczersza prawda :)

Informatycznie

Maciej opowiada :)

(21:12:49)(Skype): wczoraj w pracy
(21:13:01)(Skype): mój system, który akurat modyfikowałem
(21:13:07)(Skype): tak by spełniał nowe wymagania
(21:13:15)(Skype): wygenerował mi stronę o następującej treści:
(21:13:20)(Skype): Szanowni Państwo,
(21:13:27)(Skype): Drogie Koleżanki i Koledzy,
(21:13:33)(Skype): Nie odnaleziono szablonu strony.
(21:13:45)(Skype): zabawny błąd :)

(21:14:35)(Skype): innym razem zrobiłem takie coś, żeby system pytał
(21:15:04)(Skype): "Czy na pewno chcesz USUNĄĆ tę konferencję?
Tej operacji nie da się cofnąć."
(21:15:12)(Skype): i był jeden przycisk: OK
(21:15:15)(Skype): :)
(21:15:29)(Skype): bez możliwości anulowania

piątek, 6 listopada 2009

702010

Proces uczenia się oparty na modelu 70:20:10 pokazuje, że najskuteczniej uczymy się i rozwijamy:
- 70% na stanowisku pracy, poprzez wykonywaną pracę (on-the-job
training&development),
- 20% ucząc się od innych (w tym coaching, mentoring),
- 10% biorąc udział w szkoleniach.

Podsumowując :) teoria, ćwiczenia, treningi, wiedza, naśladowanie - OK, ale najlepsze jest przetestowanie wszystkiego na własnej skórce. W DOBREJ ROZWIJAJĄCEJ I SENSOWENJ PRACY :)
Niby oczywiste, potocznie wiadome, ale jednak liczby potrafią być wyjątkowo dosadne.
Nie powiem, pomagają mi w podjęciu decyzji.

środa, 4 listopada 2009

Big Sur


Garść fotek z Big Sur
Gdyby ktoś był zainteresowany konkretnymi fotografami z poprzednich wpisów z blogu Wild West w większym formacie, proszę o pozostawienie maila w komentarzach, prześlę z przyjemnością :-)

wtorek, 3 listopada 2009

Impresje


Ok, rozumiem, że w pewnych miejscach musi być standaryzacja procesów, żeby rzeczy miały ręce i nogi. Standaryzacja jest dobra i potrzebna, chociaż czasami nudna, bo fajnie wsadzić gdzieś swoje 'pięć groszy' i odrobinę twórczej myśli.
Dzisiaj ktoś 'ważniejszy ode mnie' zwrócił mi uwagę na pewne błędy, czyli nie trzymanie się ściśle standaryzacji (której zasad zresztą nie znałam, bo nie ich było!). I że 'śmieją się nam w twarz!', że to co 'robię świadczy o mnie'.
A ja... wiem, co może ośmieszyć i bynajmniej nie jest to w moim interesie. Nie uważam, że to co świadczy o mnie, w tym przypadku świadczy źle. Tylko osobie 'ważniejszej ode mnie' nie można zwrócić uwagi. Po prostu trzeba się zgodzić i przyjąć nieprawdziwe twierdzenia.
To kompletny brak równowagi w przyrodzie. We wszystkich innych relacjach mogę wyrazić gniew, sprzeciw, niezadowolenie i masę tego czym człowiek żyje i co myśli. W pracy natomiast istnieje fatalna nierównowaga. I co z tą złością zrobić?? Przecież nie zrobię kukiełki i nie nabiję w nią szpilek. Dziwne jest to życie w pracy. Z taką połamaną komunikacją.
Oczywiście "nie dam się", coś jeszcze w tej sprawie wymyślę. Tymczasem postawię sobie parę niewystandaryzowanych znaków %^&&%^%$^&%^&%^. O!!

Gwóźdź do ściany


Próbowałam wczoraj kupić młotek i gwoździe. Żeby sobie powiesić ładne obrazki na ścianie. W tym też celu kupiłam sporo ramek (chyba z dziesięć).
Nie miałam pojęcia, że gwoździ jest tyle rodzajów, że są młotki mniejsze i większe. I różnokolorowe (to akurat fajne).
W sklepie z narzędziami udawałam, że wiem o co chodzi i oglądałam gwoździe, w końcu wiedziałam po co tu jestem!
A miły pan zadał mi pytanie 'Ale jakie ma pani ściany?'.
Jedyne co przychodziło mi do głowy to... brzoskwiniowe. Nie powiedziałam jednak tego głośno, przeczuwając, że o to tutaj chyba nie chodzi :))
Dzisiaj ktoś zdiagnozował moją ścianę - potrzebują wiertarki i gwintów (?).
A na kreskówkach wszystko jest takie proste!!! Młotek, gwoździe i vuala :))

sobota, 31 października 2009

Dobre rady

Tworczej osoby blog z dobrymi radami :))) Rady sa w deche, sama chetnie podzielilabym sie swoimi. Blog zainspirowal mnie do rozmowow o... talentach, zdolnosciach i roznych sposobach na zycie.

PS. Nie pisze polskimi znakami, bo na Pomorzu jestem. Zawialo polnoca i cos w kompie sie poprzestawialo.

Moja dobra rada na dzis: Zabieraj do pociagu kilka ksiazek, bo mozesz komus pozyczyc w przedziale i nawiazac fajne kontakty.

piątek, 30 października 2009

Zdanie

Jeśli nie masz własnego zdania to dobrze. Ale pamiętaj, że wówczas ktoś inny będzie je miał i ono może się Tobie wcale nie spodobać ;)

Spotkanie

Wczoraj spotkaliśmy się w pewnym gronie po dłuższym czasie niewidzenia. Każdy opowiadał co u niego. Nowe związki, koniec związku, nowa praca, zmiany poprzednich decyzji lub nowe decyzje.
Niektórym spełniły się marzenia. Udało się doprowadzić do tego, czego pragnęli.
Muszę przyznać, że osoby osiągnęły te wartościowe dla nich rzeczy naprawdę ciężką harówką, pracą, silną wolą. A kto wie, czy to już koniec starań?
Same marzenia i wyobrażenia o nich to już coś! a jednak za mało.

Prawda

Coś mi się wydaje, że prawda w bliższych relacjach ustępuje miejsca życzliwości.
Że życzliwość bardziej utrwala relacje niż prawda.
A prawda to rzeczywistość rzadziej występująca.

czwartek, 29 października 2009

Codziennie coś nowego

Wczorajszy dzień nauczył mnie, że moja szefowa potrafi mnie jednak wyprowadzić z równowagi, a ogólnie praca doprowadzić do szału.
Dzisiejszy dzień nauczył mnie, że w żadnym razie nie mam zamiaru się poddać.

Próbka

Coś na przeciwdeszczowy nastrój, z mojej pracy, z czyjegoś listu motywacyjnego:

"Na czas odbywania praktyki studenckiej właściciel firmy powierzył mi pełną pieczę nad nią i swoim domem. I wyjechał z granicę. Wywiązałem się z tego zadania wzorowo i dodatkowo otrzymałem premię... " :)

wtorek, 27 października 2009

.


Dzisiaj w teatrze znalazłam piękne lustro. I obrywałam kolce z róż.
Fajny dzień. Myślę, że jestem jednak stworzona do robienia małych rzeczy.
Dobrze, że znalazłam cytat 'nie ważne co robisz, ważne kim jesteś'.

sobota, 24 października 2009

La universidad de warszawska praga


Mój nauczyciel hiszpańskiego postanowił podnieść swoje kwalifikacje, zostać w Polsce dłużej, poduczyć się polskiego i przy okazji uzupełnić wykształcenie robiąc tytuł magistra.
Akurat nie wiem dlaczego wybrał wyższą szkołę na Pradze, a kierunek turystykę.

Ostatnio powiedział, że wszyscy jego koledzy z roku noszą dresy, y ellos no tienen el pelo (i nie mają włosów na głowach), i mówią co chwila puto!

Trochę się przeraził po ostatnim zjeździe :-)

24 paźdz

zimno ciemno mokro leń
niech weekend trwa wiecznie
a jeśli ma się skończyć to tylko wiosną

środa, 21 października 2009

Skrzypcowe eksperymenty


Jutro wystąpi w Teatrze Narodowym Joshua Bell. To utalentowany muzyk, który zagra na najdroższych prawdopodobnie skrzypcach świata, stradivariusie z 1707 r. należącym kiedyś do innego utalentowanego skrzypka polskiego pochodzenia - Bronisława Hubermana. Cała historia opisana została w Dużym Formacie. O koncercie i artykule są tabloidy w mieście, i to one przede wszystkim przykuły moją uwagę.

W artykule natomiast opisany jest eksperyment, którego podjął się Bell za namową pewnego dziennikarza i satyryka. Otóż jeden z najlepszych muzyków na świecie, na którego koncerty bilety sprzedawane są w cenie ok. $100 (jutrzejszy koncert to wydatek 150, 300 i 500 zł), wziął TEGO właśnie stradivariusa i grał w waszyngtońskim metrze przez około 40 minut, utwory znane i uznane za najpiękniejsze (m.in. Ave Maria Shuberta).
Minęło go 1097 osób, a tylko 1 się zatrzymała :) Zarobił ok. $32.
Potem gazeta otrzymała mnóstwo maili od osób załamanych kondycją współczesnego człowieka.

Za bardzo nie wiem jak ten temat ugryźć, ale osobiście nie załamywałam się tak bardzo tą 'niewrażliwością'... Choć liczby i fakty robią wrażenie :)
Do odbioru muzyki wydaje mi się jest potrzebny kontekst i nastawienie. Do zauważenia czyjegoś talentu - czas i uwaga skierowana na muzyka. Nie mówiąc o tym, że prawdopodobnie trudno jest odróżnić laikowi dźwięk stradivariusa od dźwięku innych skrzypiec.
Z drugiej strony eksperyment był chyba nastawiony na taki efekt 'wow', grał najlepszy muzyk, na najdroższym...
Z trzeciej strony często idziemy na koncert nie będąc uwrażliwieni na określony rodzaj sztuki. Ale większość ludzi chce usłyszeć kogoś będącego 'na topie'. Albo chce zwyczajnie zobaczyć, kto to jest o kim się tyle mówi. Albo żeby w społeczności znajomych, ludzi z pracy mieć swoje zdanie nt. temat.
Może taki talent dopiero na koncertach, na których siedzi gawiedź z metra, nastawiona na słuchanie, płacąca za bilety i mająca czas, uwrażliwia ich muzycznie. Do odbioru muzyki chyba też się dojrzewa. W szkołach muzycznych jest przedmiot 'kształcenie muzyczne' albo 'kształcenie słuchu', a przecież przyjmują do niej ludzi ze słuchem muzycznym.
Potrzebne są miejsce, czas, kontekst i nastawienie do właściwego odbioru.
Tak jakoś mnie to zastanowiło... Nie ma co dramatyzować:-)

wtorek, 20 października 2009

Ansel Adams

Yosemite Falls

MÓJ ULUBIONY OBRAZ


Dolina Yosemite (Ansel Adams)

Dolina Yosemite (ja), podobne? :)

poniedziałek, 19 października 2009

____*

Moje święto imieninowe ciągnie się już od piątku. Heh, to jest przyjemne :)
Kiedyś najgorszym stresem (przynajmniej dla mnie) było stanie w klasie podczas, gdy wszyscy śpiewali STO LAT, częstowanie cukierkami itp.
Chciałabym powiedzieć tym wszystkim dzieciakom - TO PRZECHODZI!!! :D

(ps. co prawda ma się później inne stresy, ale miło by było wówczas TO wiedzieć)

ps 2. i naprawdę już jutro, na pewno pouczę się hiszpańskiego

niedziela, 18 października 2009

Opinia

Przeglądając opinie dotyczącą określonego modelu -

"Dzien dobry! Świetny, wspaniały, doskonale wyprofilowany laptop, i wytrzymały! Napewno go kupie mojemu dziecku na komunię, ponieważ tak wytrzymały laptop jest idealny dla dziecka (...)"

:)

Niebieskoocy


Ostatnio oglądaliśmy Niebieskookich (Blue Eyed), relacją z warsztatu prowadzonego przez Jane Elliott. Jane nie była psychologiem, ale nauczycielem i pod wpływem paru czynników, postanowiła w 1968 r. przeprowadzić w swojej klasie ćwiczenie, które trwale odbiło się w psychologii. I nie tylko.
Podzieliła dzieci na niebieskookie i brązowookie. Powiedziała, że przez cały dzień, dzieci niebieskookie będą miały więcej przywilejów (na stołówce, placu zabaw), że są bardziej pracowite i inteligentne od ich brązowookich kolegów. Na efekty nie musiała długo czekać.

Film przedstawia też kulisy tego doświadczenia, osobistych konsekwencji poniesionych przez Jane Elliott w związku z przeprowadzeniem eksperymentu. Większość ludzi, w tym nauczycieli, rodziców bardzo negatywnie oceniła eksperyment, zarzucając nieetyczne traktowanie białych dzieci. Dzieci Jane były prześladowane, rodzice zbankrutowali, bo lokalna społeczność zbojkotowała ich sklep. To przekonało ją, że problem jest poważny i że warto się temu poświęcić.

Eksperyment na dzieciach z 3 klasy jest wątpliwy etycznie, sama autorka jednak tłumaczy na filmie, że 'to było tylko ćwiczenie, dzieci wiedziały, że potrwa to tylko 1 dzień, a niektórzy muszą zmagać się z poczuciem bycia gorszym całe życie'. Hmmm...

Film jest naprawdę świetny. Chociaż znałam dobrze eksperyment już dużo wcześniej, jakoś tak na nowo uprzytomnił mi zjawisko dyskryminacji. I to nie tylko dotyczącej koloru skóry.

Fajne pytanie Jane Elliott wypowiada na samym początku. Stoi przed aulą pełną ludzi. I pyta białych o to, którzy chcieliby być traktowani tak samo jak czarni. Dla kogo taka zamiana nie miałaby różnicy. Prosi o podniesienie ręki. Nikt tego robi.

Przypomniało mi się coś jeszcze. Większość nowojorczyków mieszka na Long Island. Przez długi czas na Long Island prawie nie było czarnych ludzi. Ceny domów były bardzo wysokie. Teraz mieszkają już tam czarni, a ceny posiadłości w okolicach spadły. I to się dzieje teraz.

I coś jeszcze z domowego podwórka :) Wczoraj rozmawialiśmy o szkole, bo kolega jest nauczycielem. W jego szkole klasa D, od kiedy pamięta była najgorsza. I WSZYSCY nauczyciele wiedzą, że jak przyjdzie im wychowawstwo w 4D, to przez następne lata będą wychowawcami najgorszych tumoków. A dzieci są przydzielane do klas pierwszych losowo. Etykieta tumoków idzie z nimi, aż do opuszczenia podstawówki.
Podobne zjawiska dzieją się w każdej grupie społecznej, w relacji szef - zespół, rodzic - dziecko. Postawa kreuje świat.

(Okazuje się, że film można zamówić bezpłatnie w necie, są jakieś organizacje rozprowadzające film,wystarczy wklikać w google tytuł).

czwartek, 15 października 2009

Obojętność


Nie wiem co o tym zjawisku myśleć, ale to nie jest dobry znak. Obojętność i brak entuzjazmu.
Dzisiaj M. przekazała nam szczegóły projektu, którym mamy się zająć, oraz jakie efekty ma przynieść. I nie podskoczyło mi ciśnienie ani na milimetr słupa rtęci. Ani nie błysnęło mi oko, jak zazwyczaj. Do tej pory było inaczej, zdecydowanie entuzjazm i optymistyczna naiwność. Ale jakoś chyba przestaliśmy wierzyć, że coś może się tutaj udać. Uznałyśmy nawet, że ostatni projekt mógłby dostać Malinę Roku... A takie były związane z nim nadzieje. Jednocześnie wiem, że projekt ma to do siebie, że może nie wypalić. Ale... Nasze potrzeby szkoleniowe też są lekceważone. To znaczy czasem pojawia się zielone światło, które mruga i zachęca - wybierzcie sobie szkolenie, firmę i przedstawcie ofertę, na coś was puścimy. A potem i tak ktoś nie chce zatwierdzić i spełza na niczym. I rozczarowanie. Więc dzisiejszą informację o szkoleniu i kolejnym zielonym świetle potraktowaliśmy z lekceważeniem, a nawet jako żart z nas. Tyle razy nas już pozbawiono złudzeń i wiedzę, wszystko, musieliśmy zdobywać sami. A do projektu zabieramy się bez wiary w jego sens i efekt. To źle. Bardzo źle. Bardzo szkoda. Żałuję, że tak się zmieniliśmy. Ale z drugiej strony nie jesteśmy totalnie naiwni. A może dojrzeliśmy? Może patrzymy bardziej realistycznie. Środowiska, które zabijają entuzjazm w swoich najlepszych pracownikach wymrą. Bo obojętność i brak zaangażowania we wspólną grę do jednej braki są zabójcze. Niestety. Szkoda, że złe zarządzanie potrafi zniszczyć tyle potencjału. Nie tak powinno być, nie tak, nie tak...!!!

środa, 14 października 2009

Akwarium


Czasem nie są ważne fakty czy 'rzeczywistość'.
Ważniejszy jest stan umysłu, nasze nastawienie, spostrzeganie danej sytuacji, to w co wierzymy lub to co nam się wydaje. Prawda??
Lubię tę rybkę :)

Warsaw Today

poniedziałek, 12 października 2009

Piątka!



Na dobry poczatek tygodnia. I do roboty :)

sobota, 10 października 2009

Pearl Jam i wieloryby



Są piosenki, które powracają jak bumerangi. Uwielbiam to paro sekundowe gitarowe przejście po 1:53 min :) Wspinając się w wakacje w Zion (Utah), na jednym ze szczytów spotkaliśmy bardzo sympatyczną rodzinę ze Seattle. A że długo jedliśmy kanapki to zeszło nawet na zespoły ze Seattle, czyli Pearl Jam, Alice in Chains, Nirwanę, które wymieniłam. Pani (w wieku mojej mamy), była zachwycona i powiedziała, że bardzo by chciała przyjechać do Polski ;P
A ja z kolei bardzo bym chciała pojechać do Seattle, stamtąd są organizowane wyprawy na ocean, gdzie można obserwować płynące w stronę Alaski wieloryby. Ach :))))

O. Sacks

Jedną z książek, które ostatnio czytam, to 'Antropolog na Marsie' Olivera Sacksa. To zbiór opowiadań o siedmiu niezwykłych osobach m.in. chirurgu z z Zespołem Tourette'a (wrodzone zaburzenie neurologiczne charakteryzujące się występowaniem licznych tików ruchowych i werbalnych), kobiecie z autyzmem, która została światowej sławy projektantem urządzeń dla bydła, malarzu, który stracił zdolność rozpoznawania barw. Wniosek jaki z niej wyciągam to - ponownie, że każdy z nas jest oryginalny, niepowtarzalny, i dla każdego jest miejsce na ziemi. Wczoraj na angielskim mieliśmy dyskusję o tolerancji, większość była zdania, że ludzie są z natury! nietolerancyjni, boją się ludzi odmiennych, bezpieczniej im z tym co znane i podobne. Ja nie jestem pewna tej nietoleranyjnej wrodzoności, patrząc jak całkiem małe dzieci podchodzą do 'innych' ludzi, zaciekawione innym kolorem skóry, panem bez nogi. To jest jeszcze ciekawość świata. Potem dopiero uczą się, że coś jest lepsze, gorsze, śmieszne itp.

A tak na marginesie, to z miast w których byłam do tej pory, Nowy Jork wydał mi się zagłębiem nr 1, jeśli chodzi o różne 'typy'. Tam już niewiele rzeczy robi na innych wrażenie i zwraca uwagę. Jeszcze jako tako, radzi sobie...

Naked Cowboy na Brodway Street

Jogurty


W dzisiejszy poranek poszłam do sklepu po rzeczy pierwszej potrzeby: zgrzewkę wody, papier i 2 jogurty. Pani w kasie przeciągnęła moje rzeczy nad czytnikiem, a ja zapłaciłam kwotę dziwnie wysoką. Nie mam w zwyczaju zbierać rachunków, ale zabrałam wydruk i spojrzałam na to co kupiłam. Okazało się, że energiczny palec kasjerki wybił 22 jogurty. Poprosiłam o sprostowanie rachunku, przyszła kierowniczka sklepu, wzięła jeden z jogurtów do zeskanowania i rachunek. Wróciła, oddała kasę za 20 jogurtów, a ja poszłam do domu z jednym jogurtem w torebce, bo ani ja, ani tamta pani do takich szczegółów okazuje się, nie mamy głowy :)

wtorek, 6 października 2009

Relacja z podróży po zachodniej części USA


Serdecznie zapraszam do poczytania relacji z naszej podróży do Stanów!
Blog będzie miał charakter dynamiczny, tzn. cały czas go piszę, odtwarzam wydarzenia i posty napisane mogą się jeszcze zmieniać, bo współpodróżnicy chcą dodawać swoje wrażenia :)

To TUTAJ

www.intothewildwest2009.blogspot.com

poniedziałek, 5 października 2009

Koszulka


Ostatnio widziałam dziewczynę wychodzącą z tramwaju w tej koszulce.
Super :)! Stojący obok ludzie, którzy to zauważyli też od razu złapali na twarzy banana.
Fajnie byłoby w poniedziałek rano w biurze zobaczyć współpracowników tak ubranych. Cały zespół deklarujący 'Nas pięknych jest tak mało' - Piękne :)

sobota, 3 października 2009

piątek, 2 października 2009

"

Ostatnia podróż pokazała mi wyraźnie jak małym krajem jest Polska. Małym i niepozornym. Raczej biednym, niestety (!) zakompleksionym, dość zagęstnionym i nerwowym. Pięknym, ale kameralnym. Takim... uśrednionym. Wyraźnie zobaczyłam, że w Polakach jest pewna dwoistość wewnętrzna, z jednej strony poczucie wyjątkowości i wielkości, z drugiej strony kompleksy i poczucie niższości. Po przyjeździe bardzo mnie uderzyły tytuły w gazetach, większość w stylu "Obama lekceważy Kaczyńskiego". To nic, że Obama współpracuje z wieloma takimi państwami jak my, i odwołanie np. spotkania niekoniecznie świadczyć może o lekceważeniu. Można byłoby zupełnie inaczej sformułować tytuł artykułu i już wpłynęłoby to na nastrój społeczny. Pozytywniej kształtowałoby naszą postawę wobec świata. Kocham swój kraj, ale wiele rzeczy doprowadza mnie do szału.

Trzeba było nie podróżować!! Prawda? ;D

,

Ostatnio koleżanka powiedziała, że ma znajomego trenera jogi. No i naciskała na niego jak to jest z tą jogą, czy naprawdę może zaszkodzić, czy rzeczywiście ma większy wpływ, niż relaksacja, poprawa zdrowia. Podchodziła, zagadywała, żartowała, wałkowała temat. Aż w końcu ten trener powiedział jej że tak, że nauczyciele jogi mają ogromny wpływ na ludzi ćwiczących; że mają duże możliwości manipulacji, z czego ludzie nawet nie zdają sobie sprawy.
Piszę o tym, bo temat jest wśród znajomych wciąż aktualny. Otóż takie wypowiedzi tylko utwierdzają, że joga to nie tylko ćwiczenia fizyczne. Myślę, że warto być tego świadomym podejmując decyzję, czy w to wchodzę czy nie.

.

Dzisiaj miałam rozpocząć odczulanie na roztocza kurzu domowego. Leczenie w ramach NFZ wymaga, by najpierw wykupić szczepionkę za ok. 80 zł (jeszcze nie wiem, czy na jeden zastrzyk czy kilka). Potem co tydzień, w wybrany przez siebie dzień, idzie się do alergologa na zastrzyk, wcześniej z rana zajmując kolejkę, przechodząc perturbacje i przepychanki z innymi pacjentami (ludzie na odczulanie i testy wchodzą bez kolejki - tzn. tak jest napisane na drzwiach...).
Rano było zimno i ciemno. Potem pomyślałam o zastrzyku w ramię, czyli zawiesinie pełnej topielców, wstrętnych bestii, które od lat mi szkodzą. I stchórzyłam. A robaczki, których zdjęć lepiej nie szukać i nie oglądać w internecie, chłodzą się w mojej lodówce i czekają na poniedziałek, lub środę...
Zobaczymy.

poniedziałek, 28 września 2009

Jeśli chcesz bizonem być, to tylko tutaj



Yellowston NP i "święte krowy" Ameryki Północnej ;)
Dozwolona prędkość w parku - jaka to prędkość, przekonasz się podążając za bizonem.
Czas przejazdu przez park narodowy - jest zależny od ilości bizonów przekraczających drogę i czasu podejmowania przez nich decyzji, którą trawę i po której stronie drogi schrupać. Uwaga! Bizony bywają nieobliczalne, przekonaliśmy się naocznie, ostrzeżenia nie kłamały. Widzieliśmy jednego przeskakującego nad maską samochodu. Zahaczył swym ciężarem i kopytami o maskę. Na szczęście nie naszą...

Jeszcze w rozjazdach


Jakoś ciągle jeszcze w podróży jestem, pociągach i nie mogę do końca wrócić do poprzedniego rytmu. I chyba nie chcę tego poprzedniego rytmu sprzed wycieczki. Podróż to jednak moje życie, i dosłowne i w przenośni. Wydaje mi się, że nawet łatwiej jest coś rzucić, wyjechać niż wiernie trwać przy swoim pueblu? :)
Na zdjęciu uwieczniłam niekończący się pociąg, który mijaliśmy gdzieś w Arizonie lub Kalifornii, niedaleko meksykańskiej granicy (którą z dziką chęcią przekroczyłabym jeszcze w przyszłości).

PS. Tęsknię.
Taaak...
Człowiek - wiecznie niezaspokojona istota :)

poniedziałek, 21 września 2009

Pierwsze kroki


(Big Sur, California)

Na wstępie :) chciałabym powiedzieć, że mam potrzebę opisania naszej miesięcznej podróży na osobnej stronie lub blogu ze zdjęciami i komentarzami, ale potrzebuję jeszcze tylko trochę więcej czasu... :)))

Udało nam się zrealizować cały plan! Przejechać ponad 5200 mil, zobaczyć 8 parków narodowych i co najważniejsze zejść na samo dno Wielkiego Kanionu! Jak to się stało opiszę później... Obudziłam w pobliżu rzeki Kolorado w dzień swoich urodzin i wychodziłam z Wielkiej Dziury około 7 godzin. Od zawsze fotografie Arizony i Utah niesamowicie mi się podobały, widoki bezdroży, surrealistycznych krajobrazów jakby z innych planet, ale rzeczywistość przerosła najśmielsze oczekiwania.
Wakacje były intensywne. Wymagały dyscypliny, porannego wstawania, wytrzymałości i tolerancji :) na ciągłe zmiany miejsca do spania (praktycznie każda noc w innym motelu, po pewnym czasie w naturalny rytm dnia weszło rozpakowywanie i pakowanie).
Bardzo pomogły nam w podróży oprócz ludzkich zdolności, urządzenia: GPS i BlackBerry. Mapy też mieliśmy, ale to BARDZO ułatwiło różne decyzje. No i również auto wiozło nas wszędzie bez ani jednej awarii :)
Mieliśmy niesamowite szczęście, opiekę podczas tej podróży, bo nawet pogoda nam sprzyjała, w odpowiednich miejscach gdzie potrzebowaliśmy słońca (np. San Francisco) to było słońce, a gdzie niekoniecznie (wyjście z Wielkiego Kanionu) - były chmury...
Może brzmi to bajecznie, ale naprawdę w tej chwili po powrocie widzę już wszystko w różowych okularach, na fali spełnionych marzeń. Ale postaram się o rzeczowość i konkrety w następnych odcinkach mojej telenoweli.
Pozdrawiam gorąco:)

piątek, 18 września 2009

Telegram


Byłam widziałam wróciłam napiszę. Teraz iść spaaaać :)!!

czwartek, 20 sierpnia 2009

To już?? O rety :)

Jutro wylatuję do NYC. Sama :) nieźle...:) [proszę trzymać kciuki ;)]. I znikam na miesiąc.
Przynajmniej już mam doświadczenie, że po drugiej stronie oceanu rzeczywiście coś jest:) Z powodu ograniczonej ilości dni wolnych, pracuję do ostatniego dnia. Ne mogę uwierzyć, że to już już, prawie! W międzyczasie jak ogarniał mnie jakiś stres, czytałam o parkach w których będziemy, o bizonach, misiach, górach, lodowcach, bezdrożach i od razu się nakręcałam pozytywnie. Jakoś nie mogę jeszcze uwierzyć, że jadę spełnić jedno ze swoich marzeń. A właściwie ono jakoś tak samo do mnie przyszło. Ja tylko podjęłam decyzję, poruszyłam złoża w banku, kliknęłam parę razy myszką (światłowody są jak myślenie życzeniowe, załatwiają bilety, rezerwacje itp. :)). Jeszcze tylko muszę znaleźć program do pakowania rzeczy do plecaka!
A w NY spotkanie z trójką współpodróżników i heja ;D lecimy dalej
-> Salt Lake City -> Grand Teton NP -> Yellowstone NP -> Crater Lake NP -> San Francisco -> Yosemite NP -> Sequoia and Kings Canyon NP - > Big Sur -> LA -> San Diego -> Grand Canyon -> Antelope Canyon -> Zion NP i Bryce NP -> Salt Lake City -> NYC
Taki jest plan, czy taki zrealizujemy? Zobaczymy :) Nie mogę uwierzyć, że to już jutro!!! Niech mnie ktoś uszczypnie :)))))
Tyle razy ludzie życzli mi na urodziny - Spełnienia marzeń! No i to wcale nie jest czcze gadanie :D!!

ps. nie uda się przenocować na dnie Wielkiego Kanionu, bo rezerwacji nie załatwiliśmy na czas :( [czyli Wielka Wtopa]. Pozwolenie załatwia się tylko tradycjną pocztą lub faxem. Światłowody jeszcze tam nie dotarły :>

wtorek, 18 sierpnia 2009

Niedźwiedź grizzly czy czarny




Okazuje się, że kolor niedźwiedzi jest mylący - oba gatunki mogą mieć futro od koloru jasnego po czarny.
W Parku Narodowym Grand Teton jest duża szansa spotkania niedźwiedzia, to 'kraina niedźwiedzi' (bear country). Na stronie parku jest ciekawa notatka co robić, kiedy się napotka niedźwiedzia. O dreszcze przyprawił mnie fragment, który opisuje sposób 'na trupa'. Nie wiem czy tak potrafię ;D Obawiam się, że jeśli nam się to przytrafi (odpukać!!) mogłabym pęknąć ze śmiechu (naturalnie ze strachu). Chociaż byłoby co opowiadać...

sobota, 15 sierpnia 2009

Dobre strony różnic czasowych

Jak fajnie jest przygotowywać coś dla kogoś, kto mieszka na zachód od Europy. U nas jest już sobota 12.00 a tam... hellouu, jeszcze śpią sobie w najlepsze i chrapią (6 godzin różnicy), a ja mam 6 godzin więcej na przygotowanie czegoś :) jaki komfort.
Miło byłoby mieć szefa np. w NYC. Np. na przygotowanie raportu zawsze o 6 godzin więcej, hehe.

Brrrrrrrr

Wczorajsze testy tylko potwierdziły to co podejrzewałam. Pani alergolog - taaaak... (chodziło jej o wielkość plamy na pokłutym przedramieniu). Mega uczulenie na roztocza. Ja- co mogę z tym zrobić jeśli chodzi o profilaktykę domową? Pani lekarz - w zasadzie nic, kilkuletnie odczulanie, inaczej astma oskrzelowa. ROZTOCZA SĄ WSZĘDZIE.
To paskudne zdanie spowodowało, że już inaczej patrzę na moje otoczenie. Na moje wygodne mebelki, turkusowe firanki (a jak z nich zeskoczy na mnie taki roztocz?). Generalnie zrobiło się niemiło. Niemiła świadomość, że są one WSZĘDZIE. Ach gdyby tak być uczulonym na kota. Wyeliminować jednego kota - to byłoby to znacznie prostsze... :(

piątek, 14 sierpnia 2009

Ubrania atakują

Refleksja z zakupów przed Wielkim Pakowaniem

Autentycznie można utonąć w sklepach z ubraniami. Tego jest za dużo, za duuuużoooo. Za dużo sklepów, za dużo marek, za dużo ciuchów! Za dużo taniochy i badziewia.
Kto to wszystko szyje?
I kto to wszystko kupi??!!
Po co nam tyle tych ciuchów?
Ratunku.