piątek, 2 października 2009

.

Dzisiaj miałam rozpocząć odczulanie na roztocza kurzu domowego. Leczenie w ramach NFZ wymaga, by najpierw wykupić szczepionkę za ok. 80 zł (jeszcze nie wiem, czy na jeden zastrzyk czy kilka). Potem co tydzień, w wybrany przez siebie dzień, idzie się do alergologa na zastrzyk, wcześniej z rana zajmując kolejkę, przechodząc perturbacje i przepychanki z innymi pacjentami (ludzie na odczulanie i testy wchodzą bez kolejki - tzn. tak jest napisane na drzwiach...).
Rano było zimno i ciemno. Potem pomyślałam o zastrzyku w ramię, czyli zawiesinie pełnej topielców, wstrętnych bestii, które od lat mi szkodzą. I stchórzyłam. A robaczki, których zdjęć lepiej nie szukać i nie oglądać w internecie, chłodzą się w mojej lodówce i czekają na poniedziałek, lub środę...
Zobaczymy.

Brak komentarzy: