poniedziałek, 31 stycznia 2011

Nie było żadnych szans...

W dniu napakowanym po brzegi rozmaitym stafem trafiają się różne słowa, dźwięki... często w radio, dzięki którym się rozwijam. Kiedyś myślałam, że ludzie ze słuchawkami w uszach to izolanci i odludki, a teraz ja korzystam z dobrodziejstwa przenośnych odtwarzaczy, by się dowartościować dobrymi informacjami. I raczej nie nosi to w sobie znamion izolacji :) Dzisiaj bojąc się pewnego wystąpienia powtarzałam sobie różne afirmacje w stylu 'trudne sytuacje są bardzo wartościowe :D', 'wyzwania są mega pozytywne :)!', 'uwielbiam rozwiązywać problemy :))'.
To śmieszne, ale nawet zadziałało...
I przy okazji małej prezentacji wyników moja nowa szefowa przyznała przy wszystkich, że miałam najgorszą adaptację z możliwych. Mimo wszystko jestem wdzięczna za to, że to przyznała... :)

piątek, 28 stycznia 2011

Inspiring

THIS DAY WILL NEVER HAPPEN AGAIN

Czy tak nie powinien wyglądać każdy dzień w kalendarzu??

czwartek, 27 stycznia 2011

Sina dal poszła w siną dal

Z kolei dzisiaj myślałam o podzielności uwagi :) że trochę skąpo natura mnie nią obdarzyła. Ale ćwiczę ostatnio codziennie, bo okazuje się, że wyłapanie informacji w nowym otoczeniu może okazać się sposobem na przetrwanie lub co najmniej łatwiejszą adaptację.
Słucham więc rozmów, włączam się w dialogi, choć wolałabym zgodnie ze swoją naturą odpłynąć w siną dal, i pochylić 100% nad jednym zadaniem. Ale wychwytuję i uczę się, że Rysiu, to wcale nie pieszczotliwie nazywany bliżej nieznany kolega, a MBO to management by objectives, a pi-em to menadżer projektu. Rozmawiamy po polsku, a jednak często ich nie rozumiem.

Ostatnio przeczytałam felieton o przezwyciężaniu starych schematów. Takich umysłowych. A jakie schematy można stworzyć w zamian?
- pasja i ciekawość w poszukiwaniu nowych doświadczeń
- umiejętność dostrzegania różnorodności i zmienności
- odwaga w działaniu, brak lęku przed popełnieniem błędu
- otwartość na weryfikację swoich przekonań i założeń

Stare schematy i skrypty to świetni przeszkadza-cze w zmianach. Nie da się inaczej z nimi walczyć jak świadomie. Nie da się odkryć nowego lądu stojąc na brzegu. Przewietrzyć myśli...

środa, 26 stycznia 2011

Chanel

Dzisiaj myślałam nad tym, że im bardziej wiem kim jestem, tym trudniej po części jest mi się zaadoptować do nowego. Gdy się nie wie kim się jest, łatwiej o kompromis. Gdy się trochę wie, łatwiej o tarcia z innymi.
Myślę o tym wieloaspektowo - w kontekście ubioru (bardziej biznesowy, czy własny), ujawniania siebie i pomysłów, czy przyczajenia i myślenia schematami znanymi wszystkim, które nie wprowadzają rewolucji. Zgadywanie czego oczekuje otoczenie, czy kierowanie się swoimi potrzebami.
O byciu sobą mogłaby powiedzieć dużo bohaterka filmu. Kolejny raz obejrzałam, ale pierwszy w tym roku i to w ciągu tygodnia (woow).
Powiedzmy, że to może być pewien drogowskaz na 2011.

wtorek, 25 stycznia 2011

Katowice



Jeśli można powiedzieć, że uwielbia się czyiś zaśpiew, to ja właśnie uwielbiam zaśpiew Zohara. Jest jakby kwintesencją tego co chciałabym powiedzieć. Rozpływam się w tych dźwiękach, bo są tak maksymalnie zgodne z tym co czuję :)
No tak jakoś ostatnio namiętnie słucham tej muzyki, jakoś w niej znajduję siebie. Co ciekawe wcześniej nie słuchałam jej tak dużo...
Dzisiaj byłam służbowo w Katowicach. Śląsk paskudnie wygląda zimą, a w przegubach pociągu śnieg, w kranach wody brak. Pomagają mi jakieś drobiazgi, w stylu ciepły turkusowy sweter, ciepły zapach perfum, ciemne paznokcie.
Moje sny nadal pełne wojny, a podeszwy stóp pełne grubych warstw żywych... glist, które ścinam. Masakra i ohyda i z góry przepraszam. Nie oglądam Pił, i w żaden sposób nie karmię wyobraźni estetyką brzydoty. A jednak podświadomość kreuje sama, rzeczy, które totalnie zaskakują i przerażają :o Rzeczy o których byśmy nawet nie śnili, a które potem śnimy ;P

niedziela, 23 stycznia 2011

Wczoraj ogrzałam się trochę przy cudzym ognisku domowym. Jak to dobrze, że są ludzie, którzy potrafią go rozpalić.
Musiałam jedynie zasunąć swoją koszulkę z Che pod zamkiem błyskawicznym bluzy z kapturem, żeby nie zezłościć pana domu :). Tak mi doradziła jego żona.
Szkoda tylko, że jutro poniedziałek i moje ciśnienie wybije kilkadziesiąt razy ponad normę. Chyba przestanę pić kawę, skoro pobudzenie gwarantowane. No, ale na szczęście jest stołówka.

piątek, 21 stycznia 2011

Summary of the day

Kilka godzin temu nowa szefowa powiedziała, że chyba mnie zabije (pomyliłam liczby, które miętolę od ponad 2 tygodni).

Następnie ksiądz (zagraniczny :), który przybył na kolędę powiedział, że wyglądam na nieszczęśliwą.

Potem skontaktowałam się z babcią (dziś 21.01:)), a babcia powiedziała tak: trzymaj się tej pracy, najważniejsze, że jest stołówka! Kiedyś w PRL, każdy zakład miał stołówkę, a teraz to rzadkość. To praca biurowa, możesz zamknąć pokój na klucz i idziesz na obiad, nie jak praca w szkole.

A przed chwilą (20.52) zjadłam kanapkę, którą zrobiłam o 6.00 do pracy.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Powyżej trzeciego kwartyla


Dość często mi się zdaje, że podbijam średnią naiwności dziewcząt w moim wieku :]
...

niedziela, 16 stycznia 2011

Fuego

Najbardziej zadziwiający przedmiot mijającego weekendu stojący przy moim laptopie to jak na razie...

Dostałam tę butelkę wczoraj od managera restauracji z przeprosinami. Kucharz lub może kelner pomylił dla mnie zamówiony deser i dostałam coś innego. Poprosiłam o wymianę :), zwyczajnie z uśmiechem. Doprawdy to tylko deser... Właściwy nie dojechał na czas, a ja uniknęłam jedynie zbędnych kalorii, które do żołnierza i tak nie pasują. Patrzę na to wino i wciąż jestem totalnie zdziwiona.

Żołnierz


Ostatnio czuję się jak żołnierz. Śpię na podłodze, wstaję kilka minut po 6 rano, potem jest trochę jak na wojnie, stałe alert, mało jem. Minimalizm działań, ustalanie priorytetów i wybieranie tego, na co starczy czasu. Nawet we śnie toczę walki, na szczęście ostatnio zwycięską stoczyłam, ale zmęczenie po obudzeniu było...

Pożyczyłam, przeczytałam. Teraz zamierzam kupić własną, przeczytać jeszcze raz. Pokreślić w środku trochę i skorzystać z polecanych książek. Jeszcze dodam, że się śmiałam w głos czytając tę książkę. Nikogo nie zachęcam :)

czwartek, 13 stycznia 2011

Fancy and I

Takie oto wyrażenie
Fancy you and I having the same surname

przekształciłam na:
It's odd that Fancy and I have the same surname...

po czym popłakałam się ze śmiechu na angielskim i ożyłam, bo cudownie jest wybuchnąć wreszcie śmiechem po kilkunastogodzinnych analizach zależności, których do końca nie rozumiesz a musisz zrozumieć i to jak najszybciej...
Polecam w takich chwilach taki oto blog :)

środa, 12 stycznia 2011

Raptem prawie połowa stycznia!

Moja nowa praca to zmiana działu. Mimo wszystko jest to duża zmiana, bo inne obowiązki, inni ludzie, inny budynek codzienne podróże emocjonalnie chłodnym metrem, do którego dzisiaj weszłam dopiero za trzecim razem. Otóż okazuje się, że nie wejdziesz rano do wagonu idąc na wprost, trzeba wchodzić bokiem, od strony ramienia, i wtedy dla takiej małej części ciebie miejsce się znajdzie. Przy okazji dowiedziałam się również, że nie byłam wcale wybranym kandydatem. Pierwsza osoba po wyborze zaszła w ciążę, kolejna wkrótce przed wigilią znalazła inną pracę. Mając wyjątkowo dostęp do takich informacji cała ta zmiana wydaje się niezłym zbiegiem przeróżnych zależności, wydarzeń i okoliczności... Pewne informacje zmieniają odrobinę nastawienie. Ciekawe ile rzeczy nie wiemy o sobie. I jak nasze życie zmieniłoby się gdybyśmy je poznali...

czwartek, 6 stycznia 2011

3 Kings

Obejrzałam dzisiaj film Mgła, składający się z 4 części. Naprawdę warto zobaczyć całość - od początku do końca. Posłuchać wyraźnie głosu pracowników Kancelarii Prezydenta, którzy może do tej pory nie mieli takiej szansy.

środa, 5 stycznia 2011

Garść inspiracji...



Szczypta muzyki (koniecznie słuchać w dobrych słuchawkach) i wywiad do posłuchania/ obejrzenia...
:)

poniedziałek, 3 stycznia 2011