środa, 21 października 2009

Skrzypcowe eksperymenty


Jutro wystąpi w Teatrze Narodowym Joshua Bell. To utalentowany muzyk, który zagra na najdroższych prawdopodobnie skrzypcach świata, stradivariusie z 1707 r. należącym kiedyś do innego utalentowanego skrzypka polskiego pochodzenia - Bronisława Hubermana. Cała historia opisana została w Dużym Formacie. O koncercie i artykule są tabloidy w mieście, i to one przede wszystkim przykuły moją uwagę.

W artykule natomiast opisany jest eksperyment, którego podjął się Bell za namową pewnego dziennikarza i satyryka. Otóż jeden z najlepszych muzyków na świecie, na którego koncerty bilety sprzedawane są w cenie ok. $100 (jutrzejszy koncert to wydatek 150, 300 i 500 zł), wziął TEGO właśnie stradivariusa i grał w waszyngtońskim metrze przez około 40 minut, utwory znane i uznane za najpiękniejsze (m.in. Ave Maria Shuberta).
Minęło go 1097 osób, a tylko 1 się zatrzymała :) Zarobił ok. $32.
Potem gazeta otrzymała mnóstwo maili od osób załamanych kondycją współczesnego człowieka.

Za bardzo nie wiem jak ten temat ugryźć, ale osobiście nie załamywałam się tak bardzo tą 'niewrażliwością'... Choć liczby i fakty robią wrażenie :)
Do odbioru muzyki wydaje mi się jest potrzebny kontekst i nastawienie. Do zauważenia czyjegoś talentu - czas i uwaga skierowana na muzyka. Nie mówiąc o tym, że prawdopodobnie trudno jest odróżnić laikowi dźwięk stradivariusa od dźwięku innych skrzypiec.
Z drugiej strony eksperyment był chyba nastawiony na taki efekt 'wow', grał najlepszy muzyk, na najdroższym...
Z trzeciej strony często idziemy na koncert nie będąc uwrażliwieni na określony rodzaj sztuki. Ale większość ludzi chce usłyszeć kogoś będącego 'na topie'. Albo chce zwyczajnie zobaczyć, kto to jest o kim się tyle mówi. Albo żeby w społeczności znajomych, ludzi z pracy mieć swoje zdanie nt. temat.
Może taki talent dopiero na koncertach, na których siedzi gawiedź z metra, nastawiona na słuchanie, płacąca za bilety i mająca czas, uwrażliwia ich muzycznie. Do odbioru muzyki chyba też się dojrzewa. W szkołach muzycznych jest przedmiot 'kształcenie muzyczne' albo 'kształcenie słuchu', a przecież przyjmują do niej ludzi ze słuchem muzycznym.
Potrzebne są miejsce, czas, kontekst i nastawienie do właściwego odbioru.
Tak jakoś mnie to zastanowiło... Nie ma co dramatyzować:-)

Brak komentarzy: