grypa... :( Mam jeszcze dokładnie 16 godzin do wyzdrowienia -> do pobudki do pracy (niestety nie mam już lekarza, który by wypisał zwolnienie). Spożyłam 2 ząby czosnku, z 5 łyżek miodu z lipy, ok 9 rutinoskorbinów, 3 łyżeczki soku z jeżówki purpurowej, 3 polopiryny. Co godzinę wypijam jakieś płyny. Zakres działań leczniczych wydawał mi się szeroki, ale teraz jak czytam, to wydaje się niewiele. To idę jeszcze popić soku z jeżówki, hehe, od razu się humor poprawia, ona jest na procentach.czwartek, 28 sierpnia 2008
środa, 27 sierpnia 2008
Otwarta na korzystną zmianę
Moje marzenia dotyczące nowego miejsca..pracy;)
- firma robiąca coś 'pożytecznego' dla społeczeństwa,
- zarządzana przynamniej w części personalistycznie,
- ważni są dla mnie ludzie i atmosfera w zespole-> życzliwość, otwartość na innych, kompetencja, uczciwość, tam, gdzie ludziom zależy, by rozwijać się jako 'osoby',
- stanowisko wymagające twórczości, na poziomie specjalisty, doradcy, na pewno nie managera,
- 0,5 et. płatne jak cały etat,
- związana z podróżami po całym świecie :)) ale tylko od czasu do czasu, kiedy mogę ;))
- związana z muzyką? umożliwiająca mi podjęcie studiów w akademii muzycznej?
ooo...mam.. -> kwartet smyczkowy koncertujący na całym świecie :)
jest tylko 1 problem - nie umiem grać na skrzypcach. Merde!
- elastyczne godziny pracy i możliwość pracy w domu, oraz swoboda w ubieraniu (żadnych kostiumów i zakrytych latem butów!),
- dostęp do zdrowego lunchu, i np. do wyboru potrawy z 'kuchni świata',
cd..
sunflower i gabrielle, dzisiejszy mój stan ducha

Na dobry poczatęk dnia - słoneczny kwiat. Widziałam całe pola takich w
austrii chyba, a im dalej jechaliśmy na południe, w stronę Słowenii, tym słoneczniki były bardziej dojrzałe (to samo z kukurydzą). To było niesamowite obserwować takie różnice w przeciągu kilku godzin.
No i piosenka, która za mną chodzi, wciąż wakacyjnie w głowie - Gabrielle 'Give me a little more time'...:))) No i jak tu pracować?? Oby jak najdłużej taki stan ducha mnie nie opuszczał!! :))
wtorek, 26 sierpnia 2008
poniedziałek, 4 sierpnia 2008
Rodzeństwo
Wczoraj z A., M. i M. przypominaliśmy sobie rzeczy, które robiliśmy rodzeństwu jak byliśmy mali...Od dręczenia, prowokującego przezywania (okazuje się, że już wtedy twórcze nazwy wyszukiwałam ‘od ręki’..), ‘karuzeli’ (kiedy to 'przypadkiem' traciło się siostrę z uchwytu i lądowała na szafie..), wyrzucania brata, czy siostry z wózka (na chodnik, czy w zaspę śnieżną), czy uporczywe próby gubienia młodszego, którego trzeba było pilnować, ...albo pogonie za uciekającymi starszymi siostrami, które wolały się bawić ze swoimi koleżankami!!
tych historii było bez liku..a wspomnienia po latach zostają..
Przy okazji polecam książkę wyjaśniającą dlaczego kolejność urodzenia ma znaczenie.
I wciąż pozostaję zwolennikiem zasady komplementarności, tyle, że już z większym dystansem :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















