sobota, 7 listopada 2009

Wicked-end

Kupiłam 0,5 litra rozpuszczalnika do farb olejnych, którymi maluję szafki, wieczorem zwijałam maki (do sushi), a u Ewy w pokoju znalazłam pianino i odświeżyłam Szopena. Poza tym jechałam autobusem z dziadkiem, który mówił do siebie rymując o Brukseli i Pawlaku. A pluszowy dinozaur przesłał mi właśnie pozdrowienia z Bonn.
I wszystko to najszczersza prawda :)

Brak komentarzy: