
Wczoraj po wcześniejszym zarezerwowaniu miejsc, trafiłyśmy do nowej cafejki na Pięknej - Wild World Cafe, na spotkanie z podróżnikami, Anną i Jakubem Urbańskimi, którzy opowiedzieli o swojej pasji i podróżach do Papui. Za swoje osiągnięcia podróżnicze otrzymali w 2007 Kolosa, to prestiżowe wyróżnienie wśród podróżników.
Pan Jakub wyświetlał slajdy i opowiadał szczegółowo o trzech wyprawach. Część z tych wypraw nie zaspokaja jednie ich ciekawości osobistej, ale jest powiązana ze zleceniami, np. Muzeum Azji i Pacyfiku, by zebrać kolekcję przedmiotów i urządzeń codziennego użytku.
Z ciekawszych rzeczy, które zapamiętałam, to np. fakt, iż Papua to nie tylko Papua Nowa Gwinea, ale też pewien obszar na półwyspie Indonezyjskim. Papuasi do których cywilizacja dociera z trudem, albo ci którzy świadomie chcą żyć jak ich przodkowie, są cały czas pod zbrojną kontrolą władz indonezyjskich, wg pana Jakuba autonomia jest utopią, i nadal toczą się walki pomiędzy regularnymi żołnierzami, a Papuasami uzbrojonymi w swoją broń. Przykładem na brak autonomii jest fakt, iż nie mogą na swoim własnym corocznym festiwalu wnieść flagi papuaskiej, pilnują tego żołnierze, w zeszłym roku Papuas został zastrzelony za to, że próbował własną flagę powiesić na maszt, i od tego czasu na Papui trwają zamieszki.
W tym, wydawałoby się bajkowym miejscu panuje straszna bieda i nędza, ludzie rzadko mają okazję najeść się do syta, teren dżungalsto-górzysty nie jest w stanie wyżywić tej ilości osób, która wzrosła po napływie misjonarzy, którzy zakazali walk plemiennych. Selekcja naturalna, która miała miejsce wcześniej, zapewniała żyjącym w miarę godziwe warunki życia. Oprócz historii dość ważnych i poważnych, zdjęcia wzbudzały u publiczności dużo śmiechu, i miałam wrażenie, że to co chciał przekazać autor zdjęć, nie bardzo docierało do ludzi na widowni. Najwięcej śmiechu wzbudzał sposób 'przechowywania' penisów w męskim stroju. Papuasi albo noszą nałożone na penisy- tykwy (do około 80 cm), które sterczą do góry, są przywiązywane do pasa. Lub też wciskane 'do środka' i obwiązywane listkiem (to u żyjących w dżungli).
Dieta jest złożona głównie ze słodkich ziemniaków, które jedzą trzy razy dziennie. Dowodem nędzy jest również fakt, że Papuasi sprzedają swoich zmumifikowanych wodzów turystom, gdyż jest to jedyna rzecz, którą sprzedać mogą. Cierpią biedę, a sprzedając wodzów, wyzbywają się również swojej tradycji i wierzeń. Pewien Papuas dostarczył-sprzedał autorowi zdjęć czaszkę, bez żuchwy. Czaszka należała prawdopodobnie do zabitego wcześniej przez tego pana człowieka, żuchwa oderwana, aby zapobiec ewentualnej zemście czaszki.
Tyle wspomnień z wczorajszego slajdowiska :)
Pan Jakub wyświetlał slajdy i opowiadał szczegółowo o trzech wyprawach. Część z tych wypraw nie zaspokaja jednie ich ciekawości osobistej, ale jest powiązana ze zleceniami, np. Muzeum Azji i Pacyfiku, by zebrać kolekcję przedmiotów i urządzeń codziennego użytku.
Z ciekawszych rzeczy, które zapamiętałam, to np. fakt, iż Papua to nie tylko Papua Nowa Gwinea, ale też pewien obszar na półwyspie Indonezyjskim. Papuasi do których cywilizacja dociera z trudem, albo ci którzy świadomie chcą żyć jak ich przodkowie, są cały czas pod zbrojną kontrolą władz indonezyjskich, wg pana Jakuba autonomia jest utopią, i nadal toczą się walki pomiędzy regularnymi żołnierzami, a Papuasami uzbrojonymi w swoją broń. Przykładem na brak autonomii jest fakt, iż nie mogą na swoim własnym corocznym festiwalu wnieść flagi papuaskiej, pilnują tego żołnierze, w zeszłym roku Papuas został zastrzelony za to, że próbował własną flagę powiesić na maszt, i od tego czasu na Papui trwają zamieszki.
W tym, wydawałoby się bajkowym miejscu panuje straszna bieda i nędza, ludzie rzadko mają okazję najeść się do syta, teren dżungalsto-górzysty nie jest w stanie wyżywić tej ilości osób, która wzrosła po napływie misjonarzy, którzy zakazali walk plemiennych. Selekcja naturalna, która miała miejsce wcześniej, zapewniała żyjącym w miarę godziwe warunki życia. Oprócz historii dość ważnych i poważnych, zdjęcia wzbudzały u publiczności dużo śmiechu, i miałam wrażenie, że to co chciał przekazać autor zdjęć, nie bardzo docierało do ludzi na widowni. Najwięcej śmiechu wzbudzał sposób 'przechowywania' penisów w męskim stroju. Papuasi albo noszą nałożone na penisy- tykwy (do około 80 cm), które sterczą do góry, są przywiązywane do pasa. Lub też wciskane 'do środka' i obwiązywane listkiem (to u żyjących w dżungli).
Dieta jest złożona głównie ze słodkich ziemniaków, które jedzą trzy razy dziennie. Dowodem nędzy jest również fakt, że Papuasi sprzedają swoich zmumifikowanych wodzów turystom, gdyż jest to jedyna rzecz, którą sprzedać mogą. Cierpią biedę, a sprzedając wodzów, wyzbywają się również swojej tradycji i wierzeń. Pewien Papuas dostarczył-sprzedał autorowi zdjęć czaszkę, bez żuchwy. Czaszka należała prawdopodobnie do zabitego wcześniej przez tego pana człowieka, żuchwa oderwana, aby zapobiec ewentualnej zemście czaszki.
Tyle wspomnień z wczorajszego slajdowiska :)








