środa, 23 grudnia 2009

Przed

14.55

Siedzę właśnie sama w pracy. Na korytarzach ni ducha (co prawie).
Przez splot różnych decyzji czekam z biletem na popołudniowy pociąg.
Jeszcze parę dni temu sypało śniegiem i było -13 C, teraz właśnie leje deszcz strumieniami, a pod budynkiem wartko biegnie potok bieżącego deszczu.

Jeszcze tylko 7 godzin podróży.
I w domu. I jutro wigilia :)

Cisza w pracy jest porażająco odmienna. Ale, ufff, jak przyjemna. Bez huku drukarki, dźwięku zacinającego się faxu, atakujących telefonów i rozmów. No i pykania przychodzących maili, dzisiaj głównie z życzeniami :) Wchodzących i wychodzących osób.
Wyłączyłam też mrugającą światełkami choinkę.
I tak sobie pomyślałam, czy można sensownie pracować w takim chaosie, a innymi słowy - nadmiarze bodźców?

No dobra, dość tego, spadam stąd - IDĄ ŚWIĘTA...!! HOUHOUHOUUuuu

Brak komentarzy: