sobota, 21 listopada 2009

Koniec tygodnia...

Piątek, koniec pracy, już po 'godzinie zero', kiedy zaczyna się, wyczekiwany jak gwiazdka w wigilię - weekend.
Szefowa - Gosia, co się stało, co tutaj robisz? Chcesz być jak najdłużej w pracy?
Ja - No tak :) nie mogę się oderwać.
Szefowa - Wiem wiem, przecież cię już dobrze znamy.

Cała rozmowa była żartobliwie ironiczna.
Tak się zastanawiałam, czy ona wyczuwa, że ja jestem tu już tylko ciałem?
Dzisiaj sprzątałam parę godzin dokumenty, szafki.
I robiłam to z myślą o jeszcze nie dookreślonej przyszłości. Że gdy będę odchodzić, nie będę musiała tego robić :)
Że zamknę komputer, spakuję kubek do torby i zdam klucze.
Nie będzie się to zewnętrznie różniło od końca tygodnia, tylko, że weekend od TEJ pracy będzie nieskończenie długi :)

5 komentarzy:

Ania pisze...

Wiesz, to co napisałaś jest mi bardzo bliskie :), czytałam to wielokrotnie.
Chcę odejść z pracy w której aktualnie nie realizuję się zawodowo, z nadzieją wypatruję dnia w którym bez sentymentu odejdę tam, gdzie może uda się robić to co lubię...
PS. Krzyczący szef że nawaliłam, nie dopilnowałam w sytuacji kiedy zrobiłam wszystko co w mojej mocy, jest nie do zniesienia !

Gosia pisze...

Anno - pozostaje mi zatem trzymać kciuki i życzyć powodzenia Tobie i sobie w znalezieniu lepszego miejsca :)! No musi się udać!

Anonimowy pisze...

wow, wyobraziłam sobie jak wyłączasz komputer po raz ostatni, i że następnego dnia rano nie będziesz piła kawy ze swojego pięknego kubka i...normalnie płakać mi się zachciało,(znowu się wzruszyłam!), czuję, że to niedługo nastąpi, smutno mi, ale wiesz, ze życzę Ci szczęścia!

kalina pisze...

Jest jakaś szansa, że Twoja szefowa tego nie przeczyta? :)

Gosia pisze...

Anonimie kochany: jeszcze wiele wspólnych kaw przed nami!:)

Kalina: jeśli Anonim nie zdradzi... :D
Tak naprawdę wszystko jest OK.