niedziela, 8 sierpnia 2010



Jak wskazuje lekkość utworu, byłam dzisiaj poza Warszawą ;)
Było małe osiedle, mieszkanie pełne książek, duuuży las za domem, a pewna maleńka dziewczynka bardzo polubiła moje śliwkowe paznokcie.
Spotkałam ludzi, którzy naprawdę myślą samodzielnie. Powiew świeżości... Zachwyt zachwyca :)

sobota, 7 sierpnia 2010


Zachwyt zachwyca
Zainteresowanie wzbudza zainteresowanie
(Znalazłam to dzisiaj i dotyczy relacji interpersonalnych. Cenna wskazówka ;))

Całkowicie i totalnie pochłonęły mnie kolory i kształty. Zmieniam materiały, dopasowuję faktury, szukam idealnych rozwiązań. Tych najpiękniejszych.
Koncepty, pomysły, idee... byłoby super, gdyby myśli same pisały notatki.

Planowałam w wolnym czasie poczytać 'Praktykę psychologiczną w świetle standardów etycznych'. Książka ma kilka zagadnień, które bardzo mnie interesują. Odwykłam od czytania naukowych tekstów. Kiedyś czytałam trudniejsze rzeczy, w innym języku, i nie stanowiło to większego problemu. Teraz, hmm, jest inaczej ;) A nie chciałabym zostać 'czytelnikiem onetu', który potrafi się skoncentrować na czytanym tekście 7 minut...

czwartek, 5 sierpnia 2010


Wczoraj miałam bardzo krwisty dzień.
Zdecydowałam się oddać krew w odpowiedzi na apel o krew na operację dla dziecka znajomej znajomego. Zabrakło Rh- i musieli odłożyć operację. Oddałam krew na ul. Nowogrodzkiej, gdzie personel był przesympatyczny, profesjonalny i czuło się pełną opiekę przez cały czas. Byłam jedyną dziewczyną, która oddawała krew, przede mną czterech chłopaków, za mną też kilku, ale nie dałam plamy:) Chude stworzenie na obcasach też może!!
Po południu w ciągu kwadransa od dermatologa trafiłam do chirurga i pożegnałam się z pamiątką z Krety. Znowu było krwiście, znieczulenie, skalpel i te sprawy.

Na koniec niesamowicie długi i trzymający w napięciu film Incepcja, który zupełnie wybił mnie z rzeczywistości. W takim zamyślonym zmęczeniu zastałam wieczorem w moim pokoju O., ćwiczącą... rozkładanie namiotu. Za mój totem posłużyła mocna gorąca melisa na sen.

poniedziałek, 2 sierpnia 2010


Wczorajsze popołudnie spędziłam w pociągu, i tym razem ICe nie miał spóźnienia! :)
Za to dostałam bilet z miejscówką 78, której nie było w wagonie z dwoma miejscami 76.
Na kawę się nie załapałam, bo miejsce było w ostatnim wagonie, pod koniec przedziału i zabrakło wody. No nie mogę!!
Usiadałam obok chłopaka, który tj. ja po raz pierwszy miał w ręku książkę Olgi Tokarczuk. Ja poległam po 50 stronach, niestety książka nie była w stanie mnie wciągnąć. Emocjonalnie i intelektualnie nie miałam o co zahaczyć... Szkoda :( Sąsiad czytał dalej...
Chłopak podzielił się swoim National Geographic, co oczywiście wywołało mój entuzjazm i masę tematów. I dowiedziałam się, że spędził 3 tygodnie na pustyni m.in. w Saharze Zachodniej i Maroku, 'bo... 'tak chciał' :)

I dzisiaj znowu poniedziałek.
Znowu nikogo nie ma, urlopy się skończyły, a zaczęły niefortunnie zwolnienia lekarskie.
Nie mam siły po prostu.
Chętnie zakopałabym się w piasku Sahary albo rozpłynęła w morzu. Albo schowałabym się głęboko w lesie. Oczywiście tam, gdzie nie ma komarów.

czwartek, 29 lipca 2010

Dzisiaj jestem z kolei tak okrutnie zmęczona. Zastanawiam się po co dawać pracownikowi urlop, żeby potem go tak wymęczyć. Jaki to ma sens? Aha, zrobiłam przecież super zdjęcia, no tak...

środa, 28 lipca 2010

Gdzieś na rozdrożu

To już środa... czas tak szybko mija, zwłaszcza gdy dużo się dzieje. Od kilku dni panuje idealna ożywcza pogoda, w postaci chłodu i deszczu. Od ponad tygodnia przychodzę do pracy odpalam cztery komputery, cztery skrzynki pocztowe pamiętając różne kombinacje haseł złożone z imion dzieci, cyferek lub innych twórczych szyfrów. Czasem pracuję jeszcze na piątym stanowisku... urlopy... Radosna Kreta została zastąpiona ciężkim zastępstwem, tak jakby mi powiedziano 'nie ma tak dobrze i nic za darmo', 'teraz my idziemy się bawić'. Po strasznych upałach powoli zaczynam ogarniać sytuację i uczę się własnego rytmu w przyspieszonym tempie, nawale informacji i kilku miejscach na raz. Samodzielnie podejmuję różne decyzje i ponoszę ich konsekwencje. Spodobało mi się to. Nie stresuję się. Złość minęła. Prawdopodobnie jest mi już trochę wszystko jedno.

sobota, 24 lipca 2010

Nie czekaj na wzajemność
telefon i róże
gdy ciebie nie chcą
nie piszcz nie szlochaj

najważniejsze przecież że ty kogoś kochasz

czy wiesz
że łzy się śmieją kiedy są za duże

--------------------------------------------

Miłość i samotność
wzięły się pod ręce jak siostry
idą noga w nogę
nie rozdzielaj ich
nie szarp. Łapy przy sobie
miłość bez samotności
byłaby nieprawdą
samotność bez miłości rozpaczą
(...)

-------------------------------------------

Kiedy na miłość niecierpliwie czekasz
pomiędzy dzwonkiem a otwarciem drzwi
czasem wepchnie się kurczak za chudy na rosół
opluje deszcz
nie kracz
jeszcze podziękujesz Bogu
gdy przyjdzie tylko pies


x Jan Twardowski

sobota, 17 lipca 2010

Warto. Mimo wszystko

Dzisiaj udało mi się przeczytać książkę, pomiędzy pięcioma prysznicami, chłodząc się wiatrakiem i pijąc kilka litrów wody, po których o dziwo wcale nie chce się... no wiecie ;) Poza tym upał spowodował, że dzień zlewa się z nocą, robaki włażą albo wlatują do pokoju poprzez otwarte wszędzie okna, a ptaki które mieszkają na drzewach koło bloku nie ćwierkają tylko jakoś trzeszczą niemiłosiernie od szóstej rano...

W książce - wywiadzie pani Anna Dymna opowiada o swoich kilku życiowych rolach, o sobie jako aktorce (teatralnej i filmowej), nauczycielu (PWST w Krakowie), założycielce Fundacji Mimo Wszystko i działalności pomocowej, Wieczorach Poetyckich w Krakowie. Opowiada dlaczego zaczęła pomagać innym ludziom, jak trudne sytuacje życiowe pokierowały decyzjami, jak rozumie pomaganie innym, i jak wielka jest to sztuka.

'Pewne jest tylko to, że miłość jest sensem naszego życia. Czasami boimy się kochać, ale wszyscy potrzebujemy tego uczucia. Gdyby było inaczej, nie wpadalibyśmy w depresje, w zagubienie, nie czulibyśmy pustki (...) bez miłości wszystko robi się nienormalne. Tymczasem, gdy kochamy, życie staje się proste, jasne, wiadomo, w jaką stronę w nim iść. Kochający człowiek nie błądzi, nic złego nie robi. Nie ma też żadnych wątpliwości (...) Mimo złych doświadczeń nie wolno zamykać się na miłość, uciekać przed nią. Takie zamykanie się nie jest niczym innym jak tylko odganianiem od siebie własnego szczęścia. Los, ciężko doświadczając człowieka, może go oczywiście złamać, ale może też umocnić. Kiedy tracimy coś, zdawało się nam w życiu najważniejsze, wtedy zaczynamy doceniać to, co nadal mamy. Uczymy się cieszyć z drobnostek: promieniami słońca, zielenią drzew i traw (...) Z tych codziennych małych radości rodzi się nasza siła. Pozwala nam ona nie tylko dalej żyć, ale również kochać nasze życie. A jeśli kochamy życie, spotykamy też miłość'

piątek, 16 lipca 2010

Ciąg dalszy

'Moja Afryka' to ciąg dalszy książki 'Prowadził nas los', to kontynuacja podróży, ale już w pojedynkę. Każdy podróżuje w indywidualnym dla siebie stylu, a podróż Kingi zachwyca otwarciem się na zwykłych ludzi, na sytuacje i marzenia. Kindze wszyscy odradzają podróż na stopa po Afryce, a ona podróżuje w taki właśnie sposób i to z sukcesem. Kupuje wielbłąda i na nim przemierza część drogi, choć oczywiście również wszyscy jej to odradzają. Wszędzie zawiera przyjaźnie i przyciąga ludzi szczęśliwych, gościnnych, oddających jej jedyne w chacie łóżko, ostatnią miskę prosa. Swoimi dredami przyciąga rastamanów. I dzięki skrupulatnie prowadzonym notatkom (próbuję sobie wyobrazić jak trudne było notowanie przy upałach tam panujących) zapoznaje z zachodnią Afryką (Marokiem, Saharą Zachodnią, Mauretanią, Senegalem, Gambią, Burkina Faso, Nigrem, Gwineą, Sierra Leone, Wybrzeżem Kości Słoniowej i Ghaną), obszarem niezwykle zróżnicowanym kulturowo, gdzie warto znać francuski, i który różni się od popularnych obrazów Sawanny, czy krajów 'pod Egiptem'. W kolejnym (przedostatnim kraju) wykupuje dziewczynkę Malaikę i wyprawia kilkoro dzieci do szkoły. Ot tak po prostu. Nic na siłę. Nie chce zbawiać świata, zmieniać Afrykanów, ona ich rozumie. Widzi, że są szczęśliwi, potrafią się cieszyć z najmniejszych rzeczy. Chce jechać dalej na południe, ale zachorowuje na malarię. Tego już nie ma w książce, ale można zaleźć w internecie, o walce o życie, gromadzeniu funduszy na leki. Zamykają opowieść piękne zdjęcia roześmianej dziewczyny, która pojechała w podróż, by spełniać swoje marzenia. Bo była wolnym, niespokojnym, radosnym duchem.

czwartek, 15 lipca 2010

Matala

TODAY IS LIFE TOMORROW NEVER COMES

Matalę odkryłyśmy przez przypadek, no może nie zupełnie, bo ostatecznie miałyśmy tam dojechać wieczorem, ale nie wiedziałyśmy dokładnie czego możemy się spodziewać. Po całym dniu jazdy z północy Krety, zwiedzaniu Knossos w temp. ok 40 st, w samochodzie załadowanym przez 5 osób, podchodząc do górskich zakrętów 180 st w 'zabójczym' tempie ;), dotarłyśmy do Matali. A tam miła niespodzianka. Niezwykłe formacje skalne, przecudne morze (ogromne objętości czystej, turkusowej wody; na zdjęciu tego nie widać, jednak skały z obu stron plaży ograniczają wodę, ta wpływa do zatoki i na plażę z dużą energią). Jest głęboko, duże fale - po prostu poezja. Gdy siedziałam na skale fala dosłownie porwała mi nogę i uderzyła o skały, w związku z czym przywiozłam trochę siniaków. Dawna mekka hipisów, muzyka na żywo, w sumie niewielu turystów. Naprawdę niezwykłe miejsce :)

środa, 14 lipca 2010

W czasie urlopu polowałam na turkusowe drzwi i okna. Turkusowych drzwi było mnóstwo, również w kolorach nasyconego indygo, jednak na większości fotografii ktoś mi pozuje (ach te dziewczyny... ;>), więc zamieszczam tylko kilka. Jak szkoda, że w Polsce takie kolory się nie przyjęły, jesteśmy bardzo stonowani, 'ułożeni' kolorystycznie. A kolory to emocje... i wszystko jasne? :)
Podoba mi się brak perfekcji w budowie, otynkowaniu domów, uroku dodają im kwiaty w doniczkach, pnącza, niektóre monstrualnych rozmiarów, i kolory właśnie. Nic tu nie jest dopięte na ostatni guzik, tu coś odpada, tam rdzewieje, ale jest pięknie, nieśpiesznie, z humorem. Tak to odbieram.










Zatoka Balos i różowy piasek
Trudno mi uwierzyć siedząc teraz w warszawskiej złotej klatce w to, że byłam tam jeszcze tydzień temu. Umieszczam te zdjęcia chyba po to, żeby się tylko pognębić ;) urlop za kolejny rok...

Dla słońca



Kavros
Parasol
para (hiszp.) - dla, żeby
sol (hiszp.) - słońce
Chania
Nie trzeba być fizycznie zamkniętym, żeby poczuć się jak w klatce.

poniedziałek, 12 lipca 2010



Powyżej wersja lepszej jakości, a poniżej wersja z koncertu na którym byłam. Ujmuje mnie jej głos i muzyka. Ujmuje zwłaszcza ta piosenka.

'Tęsknota, taka prosta i MOCNA jak wiosenne drzewa. Jak sprężone gałęzie młodych wierzb'

niedziela, 11 lipca 2010

Trawa śpiewa

Ta książka wciągnęła mnie tak mocno, że gdy musiałam przerwać czytanie, nie mogłam się przez chwilę się 'wybudzić' z dusznej afrykańskiej rzeczywistości. Książka trudna, historia ciężka... Autorka niezwykle wnikliwie opisuje przeżycia i stany psychiczne postaci, do tego stopnia, że naprawdę można wyobrazić sobie stan Mary Turner, która mieszka na znienawidzonej farmie w 'domu' pokrytym blachą falistą, zamiast chroniącym pomieszczenie przed zabójczym upałem, stropem. W historię można łatwo wejść, zwłaszcza teraz, w upalne dni... :) Na pewno nie polecam dla osób z nadmiarem empatii.

Lublin


Długa nieobecność, ale cała masa wspomnień i emocji. Mogłam powiedzieć prawie 'home sweet home'...

czwartek, 8 lipca 2010


Niezwykła książka i niezwykły los tych dwojga. Pamiętnik z pięcioletniej podróży dookoła świata autostopem, wodostopem, aerostopem ;)
Książkę poprzedza dedykacja - Każde marzenie dane jest nam wraz z mocą potrzebną do jego spełnienia (Richard Bach).
Jeśli ktoś nie wierzy w cuda, powinien ją przeczytać. A może spełnianie odważnych marzeń nie jest wcale cudem, a możliwością, po którą każdy może sięgnąć?
Od tych dwojga ludzi można się nauczyć mega zaufania i otwartości.
Na to co przyniesienie los...

Obrazy

kilka migawek z miejsc, które miałam okazję zobaczyć... i am so grateful... Enjoy :)









Pozdrowienia z raju

dla wszystkich jego spragnionych podaję namiary - ok 3 godzin lotu na południe. Kreta :) Dokładniej Zatoka Balos na półwyspie Gramvousa. Tak blisko!!
Do 'lądu' turyści dowożeni są małymi czarnymi łódkami. Jako jedna z 3 osób z duużej grupy, postanowiłam wyskoczyć z białej łódki-promu i dopłynąć wpław :]
Nic mnie nie pożarło, było SUPER.
Za nadmiar turkusu przepraszam, nie potrafię się opanować.