
Wczorajsze popołudnie spędziłam w pociągu, i tym razem ICe nie miał spóźnienia! :)
Za to dostałam bilet z miejscówką 78, której nie było w wagonie z dwoma miejscami 76.
Na kawę się nie załapałam, bo miejsce było w ostatnim wagonie, pod koniec przedziału i zabrakło wody. No nie mogę!!
Usiadałam obok chłopaka, który tj. ja po raz pierwszy miał w ręku książkę Olgi Tokarczuk. Ja poległam po 50 stronach, niestety książka nie była w stanie mnie wciągnąć. Emocjonalnie i intelektualnie nie miałam o co zahaczyć... Szkoda :( Sąsiad czytał dalej...
Chłopak podzielił się swoim National Geographic, co oczywiście wywołało mój entuzjazm i masę tematów. I dowiedziałam się, że spędził 3 tygodnie na pustyni m.in. w Saharze Zachodniej i Maroku, 'bo... 'tak chciał' :)
I dzisiaj znowu poniedziałek.
Znowu nikogo nie ma, urlopy się skończyły, a zaczęły niefortunnie zwolnienia lekarskie.
Nie mam siły po prostu.
Chętnie zakopałabym się w piasku Sahary albo rozpłynęła w morzu. Albo schowałabym się głęboko w lesie. Oczywiście tam, gdzie nie ma komarów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz