'Moja Afryka' to ciąg dalszy książki 'Prowadził nas los', to kontynuacja podróży, ale już w pojedynkę. Każdy podróżuje w indywidualnym dla siebie stylu, a podróż Kingi zachwyca otwarciem się na zwykłych ludzi, na sytuacje i marzenia. Kindze wszyscy odradzają podróż na stopa po Afryce, a ona podróżuje w taki właśnie sposób i to z sukcesem. Kupuje wielbłąda i na nim przemierza część drogi, choć oczywiście również wszyscy jej to odradzają. Wszędzie zawiera przyjaźnie i przyciąga ludzi szczęśliwych, gościnnych, oddających jej jedyne w chacie łóżko, ostatnią miskę prosa. Swoimi dredami przyciąga rastamanów. I dzięki skrupulatnie prowadzonym notatkom (próbuję sobie wyobrazić jak trudne było notowanie przy upałach tam panujących) zapoznaje z zachodnią Afryką (Marokiem, Saharą Zachodnią, Mauretanią, Senegalem, Gambią, Burkina Faso, Nigrem, Gwineą, Sierra Leone, Wybrzeżem Kości Słoniowej i Ghaną), obszarem niezwykle zróżnicowanym kulturowo, gdzie warto znać francuski, i który różni się od popularnych obrazów Sawanny, czy krajów 'pod Egiptem'. W kolejnym (przedostatnim kraju) wykupuje dziewczynkę Malaikę i wyprawia kilkoro dzieci do szkoły. Ot tak po prostu. Nic na siłę. Nie chce zbawiać świata, zmieniać Afrykanów, ona ich rozumie. Widzi, że są szczęśliwi, potrafią się cieszyć z najmniejszych rzeczy. Chce jechać dalej na południe, ale zachorowuje na malarię. Tego już nie ma w książce, ale można zaleźć w internecie, o walce o życie, gromadzeniu funduszy na leki. Zamykają opowieść piękne zdjęcia roześmianej dziewczyny, która pojechała w podróż, by spełniać swoje marzenia. Bo była wolnym, niespokojnym, radosnym duchem.
piątek, 16 lipca 2010
Ciąg dalszy
'Moja Afryka' to ciąg dalszy książki 'Prowadził nas los', to kontynuacja podróży, ale już w pojedynkę. Każdy podróżuje w indywidualnym dla siebie stylu, a podróż Kingi zachwyca otwarciem się na zwykłych ludzi, na sytuacje i marzenia. Kindze wszyscy odradzają podróż na stopa po Afryce, a ona podróżuje w taki właśnie sposób i to z sukcesem. Kupuje wielbłąda i na nim przemierza część drogi, choć oczywiście również wszyscy jej to odradzają. Wszędzie zawiera przyjaźnie i przyciąga ludzi szczęśliwych, gościnnych, oddających jej jedyne w chacie łóżko, ostatnią miskę prosa. Swoimi dredami przyciąga rastamanów. I dzięki skrupulatnie prowadzonym notatkom (próbuję sobie wyobrazić jak trudne było notowanie przy upałach tam panujących) zapoznaje z zachodnią Afryką (Marokiem, Saharą Zachodnią, Mauretanią, Senegalem, Gambią, Burkina Faso, Nigrem, Gwineą, Sierra Leone, Wybrzeżem Kości Słoniowej i Ghaną), obszarem niezwykle zróżnicowanym kulturowo, gdzie warto znać francuski, i który różni się od popularnych obrazów Sawanny, czy krajów 'pod Egiptem'. W kolejnym (przedostatnim kraju) wykupuje dziewczynkę Malaikę i wyprawia kilkoro dzieci do szkoły. Ot tak po prostu. Nic na siłę. Nie chce zbawiać świata, zmieniać Afrykanów, ona ich rozumie. Widzi, że są szczęśliwi, potrafią się cieszyć z najmniejszych rzeczy. Chce jechać dalej na południe, ale zachorowuje na malarię. Tego już nie ma w książce, ale można zaleźć w internecie, o walce o życie, gromadzeniu funduszy na leki. Zamykają opowieść piękne zdjęcia roześmianej dziewczyny, która pojechała w podróż, by spełniać swoje marzenia. Bo była wolnym, niespokojnym, radosnym duchem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz