środa, 28 lipca 2010

Gdzieś na rozdrożu

To już środa... czas tak szybko mija, zwłaszcza gdy dużo się dzieje. Od kilku dni panuje idealna ożywcza pogoda, w postaci chłodu i deszczu. Od ponad tygodnia przychodzę do pracy odpalam cztery komputery, cztery skrzynki pocztowe pamiętając różne kombinacje haseł złożone z imion dzieci, cyferek lub innych twórczych szyfrów. Czasem pracuję jeszcze na piątym stanowisku... urlopy... Radosna Kreta została zastąpiona ciężkim zastępstwem, tak jakby mi powiedziano 'nie ma tak dobrze i nic za darmo', 'teraz my idziemy się bawić'. Po strasznych upałach powoli zaczynam ogarniać sytuację i uczę się własnego rytmu w przyspieszonym tempie, nawale informacji i kilku miejscach na raz. Samodzielnie podejmuję różne decyzje i ponoszę ich konsekwencje. Spodobało mi się to. Nie stresuję się. Złość minęła. Prawdopodobnie jest mi już trochę wszystko jedno.

1 komentarz:

(: pisze...

Słyszałem o kolejnych złożonych CV