poniedziałek, 27 czerwca 2011


Co prawda kończę powoli trzecią już książkę K. Jandy, ale pewien fragment z pierwszej, którą przeczytałam, postanowiłam przytoczyć :) z pozdrowieniami dla wszystkich łowców rozumiejących ten stan.

"Opis tego, co się dzieje w duszy i sercu kobiety, która pragnie nowej sukienki, jest niemożliwy, żadne pióro nie jest w stanie temu sprostać, a co dopiero komputer. To pożądanie, ta burza szarpiąca wnętrzności, obraz siebie pięknej, młodszej, atrakcyjnej, interesującej, tajemniczej, młodszej... dzięki nowej sukni, to męka niewyobrażalna, jeśli tej sukni nie można kupić. Niejedna gotowa byłaby dla tego marzenia poświęcić wiele, nie wymieniajmy, co konkretnie, bo to nie ma sensu.

I oto ciuchlandy dają spełnienie marzeń o sobie, niemal w prezencie, a w każdym razie za cenę, która jest niczym wobec korzyści, jakie przynosi ten zakup.
Kobieta, dokonując go automatycznie, kocha świat i życie, mąż przestaje ją denerwować, i zapomina o zmartwieniach związanych z dziećmi, praca w tej sukni wydaje jej się przyjemnością, uśmiecha się niespodziewanie do rzeczy, zwierząt i ludzi, słowem jest szczęśliwa do czasu nowego marzenia o sobie".

niedziela, 26 czerwca 2011

Wiało



... nad morzem potwornie. Tym większy podziw dla kite'owców. Co za mężczyźni... Innymi słowy - szał jest :))

Poniżej widać jednego pana poniósł wiatr. Jednak powrócił na ziemię, chyba ma jeszcze kilka spraw do załawienia.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

I po weselu



Mam nadzieję, że tytuł wyjaśnia decyzję, by odrobinkę odstąpić od dotychczasowej estetyki muzycznej bloga.
Zespół, który nam przygrywał, wywarł na mnie... niezatarte wrażenie :)
Dawnom tak nie fikała do takich bitów. I łatwo nie było.

Fot. Pokój dziewczyn

środa, 15 czerwca 2011



Polecam :)

Poza abstrakcyjnymi pomysłami w stylu płukanie gałek ocznych (z czego chętnie bym skorzystała, gdybym ufała warszawskiej wodzie), naprawdę można zauroczyć się sposobem myślenia autorki.
Że wystarczy nam niewiele, rzeczy, przedmiotów, by być szczęśliwym :)
Ale taki styl życia są w stanie prowadzić tylko osoby mające bogate życie wewnętrzne i inteligentne. Hmmm... jeśli po przeczytaniu książki nadal będę obrastać w rzeczy, to będzie można wnioskować, że tego mi brak :)


A oto coś, co chciałam uwiecznić - najsłodsze urządzenie kuchenne ever. Tarka do małych marchewek, czosnku lub parmezanu :)
Właściwie to nie zamierzałam jej kupować, ale trzymałam ją tak długo w ręku, że Pan ze sklepu zapytał, to kupuje Pani tę tarkę czy nie??? A że kosztowała 5 zł... :)


Ach, to nie certyfikat. To dowód, że byłam, widziałam, czytałam, pisałam, słuchałam całe SZEŚĆ GODZIN. Super, polecam, ehhh :P
A chłopak w wieku studenta powiedział do mnie proszę Pani. Jaka grzeczna ta dzisiejsza młodzież, nie ma co :*

sobota, 7 maja 2011



Głos właśnie tej Pani spodobał mi się bardzo... Idąc na musical nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, cieszyłam się z tego, że mamy miejsca na pierwszych dostawkach za 35 zł :), i scena i orkiestra były tak blisko. Długowłosa główka dyrygenta podrygiwała i był on jedyną wskazówką dla ukrytej orkiestry. Szkoda mi było tych muzyków, którzy muszą siedzieć pod podłogą. Ale z tego co zdążyłam zauważyć, dobrze się tam bawią.
Nie mając większych oczekiwań zaskoczył mnie rozmach musicalu, scenografii, ilości bodźców. Miałam wrażenie, że jak patrzę na postacie na pierwszym planie to coś mi umyka z drugiego. Technicznie i scenograficznie przedstawienie robi wrażenie, jest i prawdziwa duszna mgła, wystrzały z armat, pistoletów i smród prochu, ogień w piecyku, świeże farby (krew) itp.
Ponieważ ekran odzwyczaja od świadomości, że poza widzianym obrazem coś jeszcze się znajduje, można dostać oczopląsu. Nawet musiałam się powstrzymywać od wzruszenia, ale ten czynnik, to akurat w moim przypadku nic nadzwyczajnego.

niedziela, 1 maja 2011

hmm


Umieszczam, bo szkoda, żeby takie cacuszka się marnowały i cudzych uszek nie radowały :)

piątek, 11 lutego 2011

Chyba na razie nie bede pisac bloga.
I tak, powoli go chyba zamykam.
Nie wiem czy na zawsze, czy tylko czesciowo.
Nie mam jeszcze pomyslu. Zobaczymy...



ggestalt(malpa)gmail.com

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Nie było żadnych szans...

W dniu napakowanym po brzegi rozmaitym stafem trafiają się różne słowa, dźwięki... często w radio, dzięki którym się rozwijam. Kiedyś myślałam, że ludzie ze słuchawkami w uszach to izolanci i odludki, a teraz ja korzystam z dobrodziejstwa przenośnych odtwarzaczy, by się dowartościować dobrymi informacjami. I raczej nie nosi to w sobie znamion izolacji :) Dzisiaj bojąc się pewnego wystąpienia powtarzałam sobie różne afirmacje w stylu 'trudne sytuacje są bardzo wartościowe :D', 'wyzwania są mega pozytywne :)!', 'uwielbiam rozwiązywać problemy :))'.
To śmieszne, ale nawet zadziałało...
I przy okazji małej prezentacji wyników moja nowa szefowa przyznała przy wszystkich, że miałam najgorszą adaptację z możliwych. Mimo wszystko jestem wdzięczna za to, że to przyznała... :)

piątek, 28 stycznia 2011

Inspiring

THIS DAY WILL NEVER HAPPEN AGAIN

Czy tak nie powinien wyglądać każdy dzień w kalendarzu??

czwartek, 27 stycznia 2011

Sina dal poszła w siną dal

Z kolei dzisiaj myślałam o podzielności uwagi :) że trochę skąpo natura mnie nią obdarzyła. Ale ćwiczę ostatnio codziennie, bo okazuje się, że wyłapanie informacji w nowym otoczeniu może okazać się sposobem na przetrwanie lub co najmniej łatwiejszą adaptację.
Słucham więc rozmów, włączam się w dialogi, choć wolałabym zgodnie ze swoją naturą odpłynąć w siną dal, i pochylić 100% nad jednym zadaniem. Ale wychwytuję i uczę się, że Rysiu, to wcale nie pieszczotliwie nazywany bliżej nieznany kolega, a MBO to management by objectives, a pi-em to menadżer projektu. Rozmawiamy po polsku, a jednak często ich nie rozumiem.

Ostatnio przeczytałam felieton o przezwyciężaniu starych schematów. Takich umysłowych. A jakie schematy można stworzyć w zamian?
- pasja i ciekawość w poszukiwaniu nowych doświadczeń
- umiejętność dostrzegania różnorodności i zmienności
- odwaga w działaniu, brak lęku przed popełnieniem błędu
- otwartość na weryfikację swoich przekonań i założeń

Stare schematy i skrypty to świetni przeszkadza-cze w zmianach. Nie da się inaczej z nimi walczyć jak świadomie. Nie da się odkryć nowego lądu stojąc na brzegu. Przewietrzyć myśli...

środa, 26 stycznia 2011

Chanel

Dzisiaj myślałam nad tym, że im bardziej wiem kim jestem, tym trudniej po części jest mi się zaadoptować do nowego. Gdy się nie wie kim się jest, łatwiej o kompromis. Gdy się trochę wie, łatwiej o tarcia z innymi.
Myślę o tym wieloaspektowo - w kontekście ubioru (bardziej biznesowy, czy własny), ujawniania siebie i pomysłów, czy przyczajenia i myślenia schematami znanymi wszystkim, które nie wprowadzają rewolucji. Zgadywanie czego oczekuje otoczenie, czy kierowanie się swoimi potrzebami.
O byciu sobą mogłaby powiedzieć dużo bohaterka filmu. Kolejny raz obejrzałam, ale pierwszy w tym roku i to w ciągu tygodnia (woow).
Powiedzmy, że to może być pewien drogowskaz na 2011.

wtorek, 25 stycznia 2011

Katowice



Jeśli można powiedzieć, że uwielbia się czyiś zaśpiew, to ja właśnie uwielbiam zaśpiew Zohara. Jest jakby kwintesencją tego co chciałabym powiedzieć. Rozpływam się w tych dźwiękach, bo są tak maksymalnie zgodne z tym co czuję :)
No tak jakoś ostatnio namiętnie słucham tej muzyki, jakoś w niej znajduję siebie. Co ciekawe wcześniej nie słuchałam jej tak dużo...
Dzisiaj byłam służbowo w Katowicach. Śląsk paskudnie wygląda zimą, a w przegubach pociągu śnieg, w kranach wody brak. Pomagają mi jakieś drobiazgi, w stylu ciepły turkusowy sweter, ciepły zapach perfum, ciemne paznokcie.
Moje sny nadal pełne wojny, a podeszwy stóp pełne grubych warstw żywych... glist, które ścinam. Masakra i ohyda i z góry przepraszam. Nie oglądam Pił, i w żaden sposób nie karmię wyobraźni estetyką brzydoty. A jednak podświadomość kreuje sama, rzeczy, które totalnie zaskakują i przerażają :o Rzeczy o których byśmy nawet nie śnili, a które potem śnimy ;P

niedziela, 23 stycznia 2011

Wczoraj ogrzałam się trochę przy cudzym ognisku domowym. Jak to dobrze, że są ludzie, którzy potrafią go rozpalić.
Musiałam jedynie zasunąć swoją koszulkę z Che pod zamkiem błyskawicznym bluzy z kapturem, żeby nie zezłościć pana domu :). Tak mi doradziła jego żona.
Szkoda tylko, że jutro poniedziałek i moje ciśnienie wybije kilkadziesiąt razy ponad normę. Chyba przestanę pić kawę, skoro pobudzenie gwarantowane. No, ale na szczęście jest stołówka.