wtorek, 25 stycznia 2011

Katowice



Jeśli można powiedzieć, że uwielbia się czyiś zaśpiew, to ja właśnie uwielbiam zaśpiew Zohara. Jest jakby kwintesencją tego co chciałabym powiedzieć. Rozpływam się w tych dźwiękach, bo są tak maksymalnie zgodne z tym co czuję :)
No tak jakoś ostatnio namiętnie słucham tej muzyki, jakoś w niej znajduję siebie. Co ciekawe wcześniej nie słuchałam jej tak dużo...
Dzisiaj byłam służbowo w Katowicach. Śląsk paskudnie wygląda zimą, a w przegubach pociągu śnieg, w kranach wody brak. Pomagają mi jakieś drobiazgi, w stylu ciepły turkusowy sweter, ciepły zapach perfum, ciemne paznokcie.
Moje sny nadal pełne wojny, a podeszwy stóp pełne grubych warstw żywych... glist, które ścinam. Masakra i ohyda i z góry przepraszam. Nie oglądam Pił, i w żaden sposób nie karmię wyobraźni estetyką brzydoty. A jednak podświadomość kreuje sama, rzeczy, które totalnie zaskakują i przerażają :o Rzeczy o których byśmy nawet nie śnili, a które potem śnimy ;P

Brak komentarzy: