poniedziałek, 20 czerwca 2011

I po weselu



Mam nadzieję, że tytuł wyjaśnia decyzję, by odrobinkę odstąpić od dotychczasowej estetyki muzycznej bloga.
Zespół, który nam przygrywał, wywarł na mnie... niezatarte wrażenie :)
Dawnom tak nie fikała do takich bitów. I łatwo nie było.

Fot. Pokój dziewczyn

3 komentarze:

Ania pisze...

haahahah też tak miałam... na weselu mojej kuzynki w maju grał grajek raczej nie w moim guście ale radził sobie :p na poczatku mieliśmy z mężem problem z dostosowaniem się do tych rytmów, ale z czasem hulaliśmy jak opętani :)Na szczęście zrezygnowałam ze szpilek i poszłam na wesele w balerinach... Opłaciło się :)

Gosia pisze...

Oczywiście ja również przemyciłam sandałki już na oczepinach je miałam. Bo najważniejsze jest pierwsze wrażenie :) No i efekt świeżości, czyli na końcu, ale nad ranem i tak nikt już świeży nie jest ;)

Anonimowy pisze...

urocze ;)