piątek, 31 grudnia 2010

Szczęśliwego Nowego Roku !

Aby było w nim jak najwięcej prawdy, a nie złudzeń ;)


Podsumowanie 7-12

lipiec 2010
Upały spowalniają przewodzenie neuronów i ogólnie nie wiadomo co ze sobą zrobić, gdy tak ciepło w dzień i w nocy. W pewien weekend pojechałam do Lublina. Nie byłam tam od dawna, a mieszkałam 5 lat. Masa wspomnień, znajomych budynków, zakamarków, zapachów. Wspomnienia osób, emocji, wydarzeń. Kawał życia. Szkoda, że już zupełnie nie po drodze.



sierpień 2010
Koniec wakacji, koncert na Targu Węglowym i rozmyślania co robić, zwalniać się z pracy, czy nie?!! Rozmowy ze wszystkimi wokół, z samą sobą. Spalam się, chcę wyskoczyć z własnej skóry i wydaje mi się, że jak czegoś nie zmienię to po prostu zwariuję... Sugestia A. i wybieram wariant B czyli zostaję tutaj, ale szukam pracy, tak na maksa, zdecydowanie (przynajmniej takie było założenie).



wrzesień 2010
Jak pilny uczeń wraz z początkiem roku szkolnego zaczynam sumiennie redagować CV i wysyłać w sieć, marząc o szczęściu. Ten plan i własne zdecydowanie są jak wiatr w żagle, a kolejne ukończone urodziny rozpoczynają 'rok zabawy', o którym ciągle zapominam :]



październik 2010
Miesiąc spotkań, najpierw z M, P i G, potem c. H, M i P. Co tu dużo mówić. To są piękne chwile.



listopad 2010
Znowu nie jest lekko... Decyduję się na wyjazd, który jest w jakiś sposób przełomowy. Samodzielność i niezależność to tutaj słowa klucze.



grudzień 2010
Grudzień przyszedł z założeniem, że będzie bardziej spokojnie i świadomie. I udaje się. Dostaję też wiadomość, że wreszcie gdzieś mnie chcą :) Cieszę się, że zmieniam akwarium, i popłynę odrobinę innym prądem.

czwartek, 30 grudnia 2010

Podsumowanie 1 - 6

styczeń 2010
Spotkanie nie-wszystkich wnuków u babci i potrawy jakich się zawsze można u babci spodziewać. Typowo tradyjne jadło :-) Bo u babci chodzi o to, żeby każdy się najadł. A czy może dołożyć? ale czy napewno już nic nie zjesz???



luty 2010
Wesele K i A... Zabawa z drugą częścią opasłej familii, poznanie P i nowe bliskie relacje. Zadziwia mnie to, z jaką łatwością obdarowuję 100% zaufaniem kogoś, kto nie ma ze mną wspólnego DNA, BO ktoś z definicji jest rodziną (jakie to niesprawiedliwe dla reszty...). Trochę głupio, że nie zamieszczam imion, zdjęć osób, ale to ta obsesja prywatności. Ciężko to pogodzić z blogowaniem, może to denerwować, lecz... inaczej nie mogę.



marzec 2010

Zapraszam moją warszawską kuzynkę nad morze z nadzieją, że morze to wciąż dla niektórych atrakcja. Oglądamy zdjęcia z Izraela i słuchamy opowieści. Mokniemy na wydmach ruchomych. Oglądamy filmy w pociągu i spotykamy najzabawniejszego konduktora ever, który kocha pracę w intercity, kocha pasażerów i co każde 5 kilometrów spieszy z informacjami, co się dzieje na torach.



kwiecień 2010
Miesiąc straszliwy. Nagromadzenie tragedii po 10.04 przekraczało wszelkie możliwe wyobrażenia. Nie wszyscy potrafili udźwignąć ciężar emocji, atak choroby, śmierć, rozstania, wyjazdy... Masakra. Miesiąc wyryty na zawsze. Miesiąc blizna.



maj 2010
Zaczynam co raz bardziej bawić się 'sztuką użytkową', do decoupage dołączają kwiaty. Zachwyt innych mnie nakręca. Zaczynam wierzyć w swoje umiejętności. To pędzi nadal, rozwija się i wygląda na to, że twórczej machiny powstrzymać w sobie zwyczajnie się nie da :) Powstało ich chyba z 400? Bajka.



czerwiec 2010
Pobyt w raju... Dosłownie. Wyjeżdżając na wczesne wakacje zastępuje się potem cały zespół. Ale warto, bo jest się wygrzanym, lekko opalonym i ma się zdjęcia, którymi można oszukiwać mózg przez całe lato :-) I na nic się już nie czeka :)

sobota, 25 grudnia 2010

Owocnych Świąt :)


'So this is Christmas' graliśmy i śpiewaliśmy, tak żeby polskości i tradycji stało się zadość :] A dzikie koty dokarmiane przez nas pozostały dzikie i nie przemówiły żadnym głosem ani o północy ani po resztkach karpia.



wtorek, 21 grudnia 2010

Przedświątecznie


Tak mniej więcej wyglądają wieczory, późne powroty, pomarańcza z goździkami, wałkowana płyta z kolędami (ale tylko pierwsze cztery piosenki), kolorowe filce, materiały, paczki, paczuszki, kreacje na wigilię, po wigilii i do pociągu ;P Jest cudownie... w tym właśnie momencie :) Adwent dobrze spędzony.
Wszystko wydaje się do siebie pasować, buty charakterem do kurtki, ja do otoczenia, kolor paznokci do kawałków camemberta :) I najważniejsze... Będą zmiany!! :)))))

Polubiłam bardzo Reni, poniżej śpiewa z Gabą Kulką [nie filcową :P]

piątek, 17 grudnia 2010

Do not regret



Króciutki tekst, pięć punktów opisanych przez pielęgniarkę zajmującą się chorymi paliatywnie, o tym czego najbardziej żałują umierający ludzie...
TUTAJ

czwartek, 16 grudnia 2010

Free

(źródło: internet)
i withdrew one particular pressure i carried on in certain subject letting it go enables me to feel free it was like getting rid of little stone pinching under tights at first almost imperceptible but after a while uncomfortable and sorrowful definitely i would embrace it and hold it tight as happiness is so tightly related to freedom :)))

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Pierniczenia czas

Ponieważ od dzisiaj zaczęłam wałkowanie świątecznej płyty Grzegorza Turnau i Ewy Małas-Godlewskiej pod wpływem nadmiaru przypraw piernikowych, a marność youtube nie pozwala przedstawić najpiękniejszych na tej płycie kawałków... zamieszczam pewien utwór pana Grzegorza. Piękny, smutny, lekki i ogólnie uroczy, jak flet na początku i podrygujący refren, który można wyśpiewać z przyjaciółmi, po grzanym winie i koniecznie z przyprawami. W grudniu.

sobota, 11 grudnia 2010

Kompleks Portnoya

Zachwycona grą Anny Popławskiej dopiero po spektaklu dowiedziałam się, że otrzymała w tym roku nagrodę Feliksa za najlepszy stołeczny debiut teatralny.
Gra całej czwórki aktorów była niesamowita. Temat sztuki trochę mniej ;) Niezwykłym przeżyciem było również siedzenie w niewielkim teatrze pośród kilkudziesięciu widzów usadowionych dookoła sceny i 'współuczestniczenie' w spektaklu. Nie da się w żaden sposób porównać teatru z filmem. Wrażenie interakcji, jakie czasem umożliwia teatr, daje mocniejsze przeżycia (według mnie) i zupełnie inny rodzaj wypełnienia. Sąsiadując 'bliżej' z emocjami, tak jak ma to miejsce w teatrze, na pewno dłużej je pamiętam. Polecam :)



Teatr Konsekwentny Portret Portnoya

Muzyka końcowa została ze mną na kilka dni...

piątek, 10 grudnia 2010

Nakarm psa

Nakarm psa - akcja podobna do Pajacyka :) Kreatywność ludzi jest wielka :)

środa, 8 grudnia 2010

8 grudzień

To był naprawdę świetny udany owocny dzień z dużą dobrą niespodzianką w środku.
Ale wieczorem dostałam wstrętny równie duży śmierdzący mandat :(
Pierwszy mandat! A myślałam, że uda się mieć czyste konto do 30-stki.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

6 grudnia

Wpis bardzo tematyczny :]

Wczorajszy brak prądu spowodował, że na resztkach baterii na chwilę zajrzałam do bardzo starych katalogów.
Tutaj siedzimy przy ognisku rozpalonym za akademikiem w Nijmegen. Fińsko-węgiersko-polski skład. Pamiętam, że świetnie dogadywaliśmy się z Węgrami, którzy też mają przysłowie podobne do naszego 'Polak Węgier dwa bratanki'... Wtedy ominęła nas impreza, podczas której pod tańczącymi ludźmi zerwał się olbrzymi balkon biegnący wzdłuż całego pierwszego piętra. Nasza koleżanka po raz drugi złamała nogę. A zagraniczna uczelnia ufundowała wszystkim rodzicom dzieci (ha! dorosłych ludzi :)), które się potłukły, darmowe przeloty z innych krajów i hotele :)
Takie fajne wspomnienia :)

niedziela, 5 grudnia 2010

Kopia Mistrza


Cieszę się, że wreszcie udało mi się znaleźć czas na ten film.
Dużo w nim było muzyki i świetnej gry aktorów.

Beethoven posiadał ogromny talent. Jako kompozytor w pełni sił i twórczości zaczął stopniowo tracić słuch. Można sobie tylko wyobrazić co przeżywał, jak wielkie mogło być niezrozumienie jego własnego losu. Otrzymał dar wyobraźni muzycznej geniusza, a jednocześnie został mu odebrany jedyny zmysł, dzięki któremu mógł cieszyć się swoim talentem i wydobyć dźwięki na zewnątrz. Mimo to komponował dalej, ale przeżywał ogromną tragedię.
Agnieszka Holland w wywiadzie po filmie przytacza opinię badaczy twórczości muzyka, że ta utrata słuchu pozwoliła mu się otworzyć na muzykę inaczej i tworzyć dzieła, których nie skomponowałby mając zdrowy słuch. Nie wiem, czy tylko mi, ale odnalezienie choć odrobiny sensu w cierpieniu przynosi ulgę...



Dzisiaj w bloku i kilku innych w okolicy była awaria prądu. Wydostałam się z mieszkania po zapałki tylko dzięki monitorowi komputera, działającemu na baterii i maleńkiej latarce z telefonu. Fajna przygoda. Strasznie trudno jest się ubrać i znaleźć portfel w totalnych ciemnościach. Dzisiaj naprawdę doceniłam elektryczność :)

sobota, 4 grudnia 2010


Za oknem -14 C
Kwieciste krajobrazy na wewnętrznych szybach autobusów

I film Dwóch Escobarów (2010) w ramach festiwalu Watch Docs
Inspirujący, dający do myślenia

piątek, 3 grudnia 2010

czwartek, 2 grudnia 2010

Śnieg

(fot. z internetu)

Zauroczył mnie ten pokój :)
Idealnie pasuje do obecnie panującej aury. Niektóre parapety pokrywa ok. 40 cm warstwa śniegu! W pomieszczeniach jest ciepło, przytulnie, nie ma słońca, ale śnieg rozjaśnia otoczenie. I jest spokojnie.
Czekam na wyniki po 3 etapie rekrutacji... Mam wrażenie, że zaspy śniegu zaległy na światłowodach i łączach telefonicznych :) Ale OK. Jeśli ma być zmiana, wolę odpocząć.

Radosna rzecz na dziś to 40 cm śniegu na parapetach :)

środa, 1 grudnia 2010

1 zł

Przeczytałam gdzieś kiedyś o tym pomyśle i postanowiłam wprowadzić go w życie. Za każde jedzenie, które mogłam zjeść, a ostatecznie wylądowało w koszu na śmieci, będę odkładać 1 zł do 'skarbonki' Np. taka sałatka..., drugiego dnia nie miałam ochoty na jej dokończenie, ani trzeciego, a czwartego - to już nikt by jej zechciał :)
I... ląduje w koszu.
Odłożone pieniądze przekażę na konkretną pomoc.

Grudzień

Śnieg spadł w wigilię Adventu i rozpadał na dobre, od poniedziałku spowalniając całe miasto. W samą porę. Spadł nie za wcześnie, w sam raz na początek grudnia. Reakcję na jego akuratność widać po mieszkańcach, listopad był łaskawy w ciepło, a śnieg i mróz został przywitany jak oczekiwany gość, który przychodzi dokładnie na czas.
Dni mam wypełnione po brzegi i mogłabym pracować jeszcze więcej, skutecznie zapełniając pustkę. Ale staram się nie przesadzać. Chciałabym cieszyć się z małych rzeczy bardziej, zamiast martwić się brakiem najważniejszych rzeczy i osób w moim życiu. Chciałabym skupić się na detalach i drobiazgach, które są. Chciałabym spowolnić mój zgooglowany umysł lepiej się koncentrować i wybierać mądrze.
Postaram się porobić zdjęcia drobiazgów przynoszących radości i zamieszczać tutaj co jakiś czas. Obym tylko się znowu nie rozproszyła nowym pomysłem ;)

niedziela, 28 listopada 2010

Prawie ostatni miesiąc roku


Niedziele zdarzają się też takie, kiedy można zakopać się w kocyku na kanapie, z laptopem, albo porobić kwiaty, jakie wyobraźnia podpowiada... w niedzielę można też ponosić okulary i dać odpocząć gałkom ocznym na codzień uciskanym przez hydrożelowe ciała obce, włosy mogą też wyschnąć same, bez gwałtownych uderzeń gorącego powietrza... A jak spadnie śnieg, tj. wczoraj Warszawa robi się całkiem milusia. Milusia Warszawa, coś podobnego! :) Biała, czysta, spokojna i lekka. Nikt za szybko nie jeździ, bo - niebezpiecznie :) Ludzie owinięci w mumiaste futra i kurty poruszają się misiowato, i nie słychać obcasów stukających w chodniki.
Myślę, że zima ma swoje dobre strony... :)
Ta niedziela upłynęła mi również na refleksji o mojej... nieuleczalnej naiwności.

piątek, 19 listopada 2010

Tym razem jest inaczej... :)
Jeśli nie nadejdzie Zmiana,
bardzo się zdziwię...

(poniżej Big Sur, California)