niedziela, 28 listopada 2010

Prawie ostatni miesiąc roku


Niedziele zdarzają się też takie, kiedy można zakopać się w kocyku na kanapie, z laptopem, albo porobić kwiaty, jakie wyobraźnia podpowiada... w niedzielę można też ponosić okulary i dać odpocząć gałkom ocznym na codzień uciskanym przez hydrożelowe ciała obce, włosy mogą też wyschnąć same, bez gwałtownych uderzeń gorącego powietrza... A jak spadnie śnieg, tj. wczoraj Warszawa robi się całkiem milusia. Milusia Warszawa, coś podobnego! :) Biała, czysta, spokojna i lekka. Nikt za szybko nie jeździ, bo - niebezpiecznie :) Ludzie owinięci w mumiaste futra i kurty poruszają się misiowato, i nie słychać obcasów stukających w chodniki.
Myślę, że zima ma swoje dobre strony... :)
Ta niedziela upłynęła mi również na refleksji o mojej... nieuleczalnej naiwności.

Brak komentarzy: