czwartek, 31 lipca 2008

Apocalyptica



W Muzeum Powstania Warszawskiego był niedawno koncert Apocalyptiki. Właściwie znałam tylko jeden (?) kawałek w ich wykonaniu 'nothing else matters' i to wszystko. Ale koncert przeszedł moje oczekiwania, na plus oczywiście. Nie grają typowego zbitego, ciężkiego metalu (w którym trudno mi dostrzec wirtuozerię i twórczość), ale łączą brzmienie 'masywniejsze' ze znakomitą techniką (wszyscy prawie członkowie zespołu poznali się na helsinskiej akademii muzycznej) i wrażliwością i dynamizmem. Znakomity koncert. Po prostu dali czadu. A
Perttu Kivilaakso grał bez koszulki :)
W domu nie słuchało by się tego tak wspaniale. Koncerty, muzyka na żywo.. to jest to!!

Korytarz



To nie oddział szpitalny (nawet nie psychiatryczny, choć ta dziedzina medycyny jest najsłabiej dofinansowywana)

to nie więzienie ani areszt śledczy,
ani piwnica.
To korytarz w budynku w którym pracuję.
Chodzę nim często, ale dopiero dzisiaj A. zauważyła jego osobliwy urok. Dzięki A. ! :)(po urlopie może przeczytasz posta).

koło Rucianych Nid



Bardzo ciekawe miejsce znajduje się w Iznocie koło Mikołajek, nazywa się
Galindia.
Pokazuję to jako ciekawostkę, na dłużej raczej bym się tam nie zatrzymała. Ale jako miejsce np. na imprezę integracyjną, mogłabym polecić.

środa, 30 lipca 2008

PROFESJOnalizm

'Jeśli któregoś dnia ktoś zarzuci Ci, że Twoja praca nie jest profesjonalna powiedz sobie, ze Arkę Noego zbudowali amatorzy a Titanica profesjonaliści...'


Pomidor



Kiedyś na zajęciach z psychoterapii mieliśmy przedstawić siebie jako owoc. Wybrałam pomidora.


Moja praca, moja pasja...

Wchodzi mężczyzna, na specjalistyczne stanowisko. Patrzy na mnie i mówi ‘ładnie..’
Ja: Słucham?
Kandydat: oblatuje mnie spojrzeniem, ‘no kolor..’
(jestem ubrana w śliwkową spódnicę i bluzkę)

Kandydat na informatyka, dostałam CV od IT, tyle, że b. słabe..
[na to stanowisko jest wymagane 2-letnie doświadczenie, no i wykształcenie]
Ja: Z Cv wynika, że jest Pan studentem... antropologii, po 1 roku studiów zaocznych.. czy ma Pan wykształcenie informatyczne, o którym nie wspomniał Pan w CV?
Kandydat: nie...
Ja: czy oprócz doświadczenia na stażu (parę msc-u w urzędzie pracy), ma Pan doświadczenie na stanowisku związanym z informatyką?
Kandydat: no nie mam...
(...)
[dalszy wywiad nie przyniósł niczego dobrego, kończę powoli]:
Ja: w związku z tym, że jest Pan osobą z zewnątrz, rekomendacja będzie trwała...
Kandydat (przerywa): ale nie jestem kandydatem z zewnątrz, mój ojciec jest w tym dziale kierownikiem!

Ja: jakie ma Pani oczekiwania, co do nowego stanowiska?
Kandydatka: chciałabym mieć swoje biurko

Nowe z kursu jazdy

Rozmawiam z Grześkiem o markach aut, m.in. która marka lepsza, Ford czy Toyota.
G: inny mój kursant twierdzi, że wszystkie marki na 'F' są beznadziejne..
Ja: dlaczego?
G: też o to zapytałem, odpowiedział 'no bo tak uważam'

Refleksja Grzegorza w trakcie jazdy 'czasami kursanci robią takie rzeczy, że nie wiem czy się śmiać czy płakać'.
Koniec :)

Instruktor Jarek. Jedziemy razem drugi raz. Chciałam przejechać na pomarańczowym, bardzo się zdenerowował i dostałam mały wykład. Parę minut później pyta:
Jarek: Boisz się jeździć?
Ja: Nie, raczej nie...
Jarek: To dobrze.. (wzdycha), bo niektórzy przychodzą do mnie na lekcje jak na ścięcie, uczą się, bo muszą, ale strasznie się boją. A nie każdy przecież musi mieć prawo jazdy...

Instruktor A. Wyjątkowo mam z nim godzinę (i całe szczęscie, że tylko godzinę), wpada w monologii, ja wszystko robię źle, podnosi głos, zdarza mu się krzyknąć. To pierwsza lekcja, kiedy zagryzam język, i czuję się bezdennie głupia, smutno mi.
Wracamy do ośrodka, ja w milczeniu, desperacji (tak mnie zjeżdżał przez cały czas).
Intruktor A: (zadowolony, przeciąga się na krześle) no! mam nadzieję, że Ci pomogłem, a jeśli tak, to bardzo się cieszę!!

Z kancelarii





Królową i władczynią kancelarii jest pani ‘srebrne oko’. Na początku budzi strach, bo to kobieta ‘zawsze gotowa do walki’, wiecznie zbulwersowana i dyskutująca. Typowy pieniacz. Prawie za każdym razem jak schodzimy po korespondencję jesteśmy świadkami emocjonującej kłótni, grandy, bądź pełnego ognia monologu. Pani swój nick zawdzięcza makijażowi, srebrnemu cieniowi pokrywającego oko niezależnie od pory roku.

Wchodzimy po korespondencję, pani do innej pani ’to jest nie do pomyślenia, żeby płace nie miały swojej lodówki! Tyle ich tam pracuje. Nie mają swojej lodówki, no i do tego czasem pracują w soboty!’

Panie z kancelarii zgubiły książkę do korespondencji. Kolejny raz, często mylą półki, ktoś z innego działu ją zabiera i oddaje zazwyczaj po paru dniach :( Oczywiście to nasza wina :) ale kiedy dostarczamy argumenty, że jednak nie, dostajemy od nich nową książkę. Następnego dnia schodzę i widzę starą książkę na półce.
Ja: o widzę, że się znalazła książka
Pani srebrne oko: no, na półce Jabłońskiego była
Ja: (no oczywiście...)
Pani srebrne oko (patrzy badawczo, bo widzi, że chyba sprawa nie zakończona): no ale macie nową książkę!

Schodzę po korespondencję, po dłuższej przerwie.
Pani sr.o: o, dawno pani nie było!
Ja: no tak, chorowałam, a za parę dni biorę urlop.
Pani sr. o: to bardzo dobrze! (z pasją) Odpocznie sobie pani od tej nienormalnej firmy!!


wtorek, 29 lipca 2008

Mądry wiersz

Myślisz-znów się spóźnia
zaraz się obrażasz
marudzisz jak sikorka ta brzydsza bez czubka
kto miłości nie znalazł już jej nie odnajdzie
a kto wciąż na nią czeka nikogo nie kocha
martwi się jak wdzięczność że pamięć za krótka
miłość dawno przybiegła i uklękła przy nas
spokojna bo szczęście porzuciła ciasne
spróbuj nie chcieć jej wcale
wtedy przyjdzie sama

ks. J. Twardowski

ps. bardzo mi się spodobało to stwierdzenie, to tak pasuje w kontekście oczekiwań, które stawiamy sobie samym, innym,  i w kontekście wszędobylskiego chcenia, polegającego na myśleniu, że 'gdy już zdarzy się x, to będę szczęśliwa/-wy', zamiast doceniać chwilę obecną.
spróbuj nie chcieć jej wcale, wtedy przyjdzie...
to podobnie jak ze szczęściem, sukcesem, nie jest celem samym w sobie :)

I coś jeszcze:

Nie staraj się osiągnąć sukcesu - im bardziej uczynisz go swym celem, tym trudniej będzie ci go zdobyć. Ponieważ sukces, podobnie jak szczęście, nie jest czymś, za czym można się uganiać - musi wyniknąć... jako niezamierzony efekt uboczny poświęcenia się czemuś większemu niż własny los
Viktor Frankl Men's Search for Meaning

niedziela, 27 lipca 2008

Trzecia planeta od słońca

Poszukując informacji nt. Emile Hirsch, który zagrał w Wszystko za życie (reż. Sean Penn) (o tej prawdziwej historii jeszcze napiszę, bo jestem świeżo po przeczytaniu książki Jona Krakauera na podstawie której powstał scenariusz), natknęłam się na wzmiankę, że Hirsch zagrał epizod w 3rd Rock form the Sun (1996-2001). Jest parę odcinków na yt, jak dla mnie jest to jeden z najzabawniejszych seriali komediowych, jakie kiedykolwiek widziałam :) A

sobota, 26 lipca 2008

Komputery wygrały ze zwierzątkami?



M. od zawsze lubił zwierzątka, a zwierzątka lubiły jego.
Gdy był mały, budził się i mówił 'a teraz będę męczyć kota'.
Zostanie jednak informatykiem, a nie zoologiem.
Zawsze jednak hobbystycznie będzie mógł kogoś/ coś pomęczyć.

(to jednak żart, M. nikogo, by nie skrzywdził, nie zabija nawet pająków, które chodzą w jego nowym pokoju, tak mi sam napisał).

Bukiet z poziomek

 

Moi rodzice po 28 latach małżeństwa robią sobie bukieciki z poziomek

piątek, 25 lipca 2008

Steinbeck John 'Tortilla Flat’

Dwa galony to dużo wina, nawet na dwóch paisanos. Teoretycz­nie poszczególne etapy opróżniania gąsiorków można stopniować następująco: nieco poniżej szyjki pierwszego gąsiorka - rozmowa poważna i skoncentrowana; dwa cale poniżej - smutne, roman­tyczne wspomnienia, trzy cale poniżej - analiza minionych sycą­cych miłości, cal niżej - analiza minionych niezaspokojonych na­miętności; dno pierwszego gąsiorka - ogólny, niesprecyzowany smutek. Nieco poniżej szyjki drugiego gąsiorka - czarna rozpacz; dwa palce poniżej - pieśń śmierci i tęsknoty; kciuk poniżej - każ­da inna znana pieśń. Na tym jeden system stopniowania kończy się, następuje specjalizacja. Od tej chwili wszystkiego można się spodziewać.

***

- Ale żeby to było dobre wino - przerwał Pablo. - Nie sikacz, jaki przyniosłeś ostatnio.
- Nie kupowałem go - wyjaśnił Pilon. - Ktoś ukrył je w trawie koło baraku, w którym tańczono. Czegóż można oczekiwać od wi­na, które człowiek znajduje w trawie?
- Kornelia Ruiz wczoraj wieczorem pokrajała trochę tego czar­nego Meksykańczyka - poinformował Pilon.
Pablo spojrzał na niego średnio zainteresowany. - Pokłócili się? - spytał.
- Ach, nie, tylko ten czarny nic nie wiedział, że Kornelia sprawiła sobie wczoraj nowego mężczyznę, i chciał wejść do domu. Więc go pokrajała.
- Powinien był wiedzieć - stwierdził cnotliwie Pablo.
- Skąd miał wiedzieć, kiedy był w mieście, jak Kornelia sprowadzi­ła tamtego? I próbował wejść przez okno, bo drzwi były zaryglowane.
- Głupi czarny - zdecydował Pablo. - Jeszcze żyje?
- O tak. Kornelia go tylko trochę pokrajała po rękach, nie była przecież zła, nie chciała tylko, żeby wchodził.
- Kornelia nie jest bardzo stałą kobietą - zauważył Pablo.

***

Słońce brnęło dalej, fala przypływu rozlała się po plaży, potem cofnęła. Drużyna wędrujących siewek obejrzała dokładnie śpiących, obwąchał ich kręcący się po plaży pies. Dwie starsze panie, które zbierały muszelki, zobaczyły uśpione ciała i przemknęły szybko w obawie, że mężczyźni obudzą się nagle opętani pożądaniem i wbrew przepisom prawa spróbują je zgwałcić. Straszna rzecz, zga­dzały się obie damy, że miejscowa policja nic nie robi, aby zapobie­gać podobnym rzeczom.
- Oni są pijani - stwierdziła jedna.
A druga obejrzała się za siebie i powiedziała jeszcze dobitniej: - Pijane bestie.

***

Była damą, a zachowanie damy normowały surowe przepi­sy obyczajności. Gdyby natomiast Danny przechodził koło jej domu, gdyby zaczęli rozmawiać jak starzy znajomi, jakimi zresztą byli, gdy­by Danny wpadł na szklaneczkę wina i gdyby na dodatek głos natury okazał się głośniejszy od innych głosów, jej kobieca odporność zaś nie sprostałaby stojącemu przed nią zadaniu, wtedy oczywiście nie zostałaby naruszona święta zasada kodeksu moralnego.

***

Dziwne, jak na trzeźwo upijali się tego wieczoru. Dopiero po trzech godzinach zaśpiewali pierwszą nieprzyzwoitą piosenkę, a jeszcze o wiele później myśli ich powędrowały ku kobietom lek­kiego prowadzenia. Nim zainteresowali się możliwością bijatyki, by­li już zbyt śpiący, aby się bić. Ten wieczór stanowił milowy kamień dobroci ich życia.

***

Pielęgniarka w myśl wszelkich zasad dziecięcej psychologii spyta­ła bardzo łagodnie: - Freddie, czy nie jesteś głodny?
- Nie - odparł Freddie.
- No to powiedz mi, co jadasz na śniadanie?
- Tortillę z fasolą - wyjaśnił Alfredo.
Pielęgniarka zdumiona pokręciła głową i spojrzała znacząco na dyrektora szkoły.
- A co jesz, kiedy wracasz ze szkoły do domu?
- Ja nie wracam ze szkoły do domu.
- Nie jadasz w południe obiadu?
- Jadam. Biorę rano tortillę z fasolą.
W oczach pielęgniarki pojawił się błysk niepokoju, ale zdołała go opanować.
- A co masz wieczorem na kolację?
- Tortillę z fasolą.
Znajomość dziecięcej psychologii prysnęła: - Chcesz we mnie wmówić, że nigdy nie jadasz nic innego oprócz tortilli z fasolą?
Z kolei zdumiał się Alfredo: - Jezu Chryste, a co można jeść innego? - spytał.

***

Przyjaciele spali na podłodze, posłania mieli najróżniejsze: Pablo trzy zszyte razem baranie skóry, Jezus Maria zasypiał, wkładając ręce w rękawy jednego starego płaszcza, a nogi w rękawy drugiego. Pilon owijał się w stary dywan. Wielki Joe przeważnie spał w ubra­niu, zwinięty w kłębek jak pies, gdyż zdobywszy genialną umiejętność zbywania wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość wymien­ną za odpowiednią ilość wina, nie posiadał nic, czym mógłby się przykryć.
W ten sposób więc sypiali, czasami hałaśliwie, ale zawsze wygod­nie. Którejś chłodniejszej nocy Wielki Joe próbował pożyczyć psa do ogrzania nóg i został pogryziony, gdyż psy Pirata nie były na pożyczki.
Okien nie zasłaniały firanki, ale hojna natura opatrzyła szyby gru­bą warstwą pajęczyn, brudu i śladami deszczu.

***

- Wszyscy znacie Kornelię - zaczął Danny. - Czasami mężczyźni dają Kornelii prezenty, kurę albo królika, albo główkę kapusty. Takie drobne upominki Kornelia bardzo lubi. No więc wczoraj Emilio Murietta zaniósł Kornelii małą świnkę, taką malutką, ładną, różową świnię. Znalazł ją w rowie. Maciora trochę go goniła, kiedy niósł świnkę, ale Emilio biegł szybko i przyszedł do Kornelii ze świnką. Ten Emilio umie mówić. Powiedział Kornelii: „Czy można pragnąć czegoś piękniejszego od świnki? Świnia je wszystko, nie tak jak człowiek. Ładne domowe stworzenie. Na pewno ją pokochasz. Tyl­ko że potem ze świnki wyrasta świnia i ma zupełnie inny charakter. Świnia jest zła, gwałtowna, więc już jej nie będziesz kochała. Które­goś dnia ona cię ugryzie, ty będziesz zła, wtedy ją zabijesz i zjesz”. Przyjaciele poważnie skinęli głowami, a Pilon powiedział: - Pod pewnymi względami Emilio nie jest tępy. Widzicie, ile spraw załat­wił jedną świnią: przywiązanie, miłość, zemstę i smaczne jedzenie. Muszę któregoś dnia porozmawiać z Emilio. - Niemniej przyjaciele wiedzieli, że Pilon jest zazdrosny o rywala - logika.
- Mów dalej o świni - zaproponował Pablo.- No więc - ciągnął Danny - Kornelia wzięła tę małą świnkę i była bardzo uprzejma dla Emilia. Powiedziała, że jak przyjdzie czas, Emilio dostanie kawałek pieczonego prosiaka. No i Emilio poszedł sobie, a Kornelia ustawiła koło pieca pudełko, żeby żywy prosiak miał gdzie spać. A potem Kornelię odwiedziło kilka dam i Kornelia pozwoliła im trochę popieścić prosiaka. No i przy tej zabawie Słodka Megiera nastąpiła prosiakowi na ogon. Prosiak za­kwiczał jak parowa syrena, otworzyły się frontowe drzwi i wpadła maciora. Połamał się wtedy stół i potłukły wszystkie talerze. I krzes­ła też się połamały. I maciora przy okazji pogryzła Słodką Megierę, i podarła spódnicę Kornelii, a kiedy wszystkie damy zamknęły się w kuchni i zaryglowały drzwi, maciora sobie poszła zabierając pro­siaka. Teraz Kornelia jest bardzo zła. Mówi, że zabije Emilia.

czwartek, 24 lipca 2008

Youth Dynamics



Thom napisał, że podjął pracę w wakacje w Youth Dynamics w Waszyngtonie (nie w Waszyngton DC, tylko stanie na północ od Kaliforni).
Podoba mi się taki rodzaj pracy (team building z młodzieżą, wydaje się to być baardzo potrzebne) , no i tzw. outdoor, czyli praca 'na zewnątrz'.
Kocham Stany za przyrodę, Parki Narodowe, i entuzjastyczne podejście ludzi do różnych projektów, z takim rozmachem i wiarą, że się uda i do tego będzie dobra zabawa.

Z kursu



Po raz 3-ci jestem na placu, ćwiczyłam łuk z kilkanaście razy. Ale dwa razy z rzędu zamiast po łuku, wychodzi mi coś w rodzaju slalomu.
Instruktor: Margaret, co się dzieje?

Ps. Nigdy jeszcze mnie tak nie nazywał :)


Wjeżdżamy na parking i szukamy miejsca do parkowania równoległego tyłem.
Instruktor: Za tym niebieskim. Albo nie, ktoś tam siedzi, nie będziemy go denerwować :)

Grzesiek na parkingu zobaczył kolegę w innej L-ce, zamachał do niego, wyszedł i koledzy zaczęli pogawędkę, podczas, gdy ja siedzę bezczynnie w aucie. Po 7, 8 min. wychylam głowę ‘czy możemy już jechać’. Instruktor wraca niespiesznie, siada obok i mówi ‘co, zirytowaliśmy się troszkę?’

Ćwiczymy zawracanie z wykorzystaniem infrastruktury. Jak skręcam na wstecznym to często mylę kierunki.
Grzesiek: W którą stronę skręcamy?
Ja: W lewo (już naprawdę byłam tego pewna)
Grzesiek: Żartujesz prawda? (załamany)

Robimy próbny egzamin na placu łącznie ze sprawdzaniem poziomu płynów urządzeń pod maską, sprawdzaniem świateł itp. Nie powiem, do wyuczenia, ale wzdycham na koniec.
Grzesiek: Będzie dobrze, musisz podejść instruktora psychologicznie. (!! :D)

Zmieniając pas przed skrzyżowaniem zamiast w lusterko boczne spojrzałam w tylną szybę
i nie zauważyłam auta z boku. Grzesiek chwycił kierownicę i przyhamował.
G: No, ale teraz to się już zdenerwowałem. Nie wolno patrzeć przez tylną szybę.
Ja: Ja też się zdenerwowałam.

Płacę u pani w sekretariacie kolejną ratę za kurs. Pani naburmuszona, próbuję zagaić..
Ja: O widzę, że nowa edycja kursu podrożała. To miałam szczęście, że się wcześniej zapisałam..:)
Pani: No jak miało nie podrożeć..!!?? Toyoty to nie są samochody do nauki jazdy!, za drogie w serwisie, może do prywatnego użytku, ale nie tak.. ciągle coś trzeba wymieniać... a ludzie jak jeżdżą! ciągle się coś zużywa, opony się ścierają, podrożały ...
itd. itp...

Zatrzymuję się na skrzyżowaniu przed Arkadią. Krótkie światła. Presja czasu.
Ja: Szukam z tyłu torebki. ‘Muszę wyrzucić gumę.. no nie mam gdzie!’
Instruktor: Chwyta szybko za swoją paczkę papierosów. ‘Wrzucaj tu!’
Ja: ??
Intruktor: ‘Pusta’!
Ja: wrzucam gumę i naciskam gaz
Intruktor: Jakby zdziwiony sytuacją, ostrożnie zamyka pudełko i odkłada.

środa, 23 lipca 2008

Porównanie w dół




Wczoraj byłam tak głodna po pracy jak ten powyżej (zrobiłam mu fotkę, bo nie wiedziałam, że koty mogą tak rozdziawiać paszcze).
Wracając łączonymi autobusami (bo tramwaje nie mają teraz torów na trasie Wolska) wymyślałam obiad. Kupiłam na straganie kabaczka i pobiegłam do klatki (schodowej), winda była na dole, wyskoczyłam i ...
Zapomniałam rano zabrać kluczy do mieszkania:(

Na obiad poszłam więc do Grill Bartek. Zamawiając koleta podzieliłam się swoim losem panu ‘od grilla’, który opowiedział mi swoją historię.
Niedawno wymienił zamki w drzwiach (Gerda), odwiedził mamę w Trójmieście i wrócił do Warszawy. Pod drzwiami zorientował się, że kluczy nie zabrał znad morza. Musiał wsiąść do auta i wrócić na Pomorze po klucze. Tego samego dnia.
Trafił się ktoś, kto miał ode mnie gorzej, i jakoś lepiej mi się zrobiło. Ktoś już nawet to zjawisko opisał :) Porównanie społeczne w dół

Pan od grilla: No to teraz musi pani poczekać na męża.

:)

Ps. męża?

wtorek, 22 lipca 2008

Szczegóły

Diabeł tkwi w szczegółach
W szczegółach pies pogrzebany

Dbałością o detale można wygrać wszystko...

Albo rozśmieszyć :)





Wahadełko

Parę tygodni temu przeżyłam 'huge amazement' i zwątpienie w kadrę zarządzającą.
Wyobraźcie sobie rekrutację na samodzielne stanowisko.
Wybrałam CV i z planem rekrutacji w głowie udałam się do jednej z ulubionych, do tej pory jeszcze słabo znanej, szefowej działu..
Po dyskusji przy małej czarnej wybrałyśmy czwórkę najlepszych.
W myślach zaplanowałam całą strategię, rozmowy, testy i zadania praktyczne.
Szefowa: 'a teraz zobaczymy, kto będzie miał szczęście'. I... wyjęła wahadełko!!!

Jak zachowałam się ja?
A- wyrwałam wahadełko z dłoni i huknęłam w stół
B- 'nie będę się tym sugerować' - powiedziałam nie interesując się wynikiem wahania
C- 'dziękuję pani za pomoc, ułatwiła mi pani wybór, jestem taka niezdecydowana..'



Bieńki-Babięta

Było fantastycznie.
Chociaż lało, burzyło się i grzmiało, siedzenie w kajaku w środku lasu, na wodzie bylo kojące, pachnące i świeże.
Z poczatku wilgotno, potem już mokro. Mimo tego było cudnie i .. powabnie (to słowo przyczepilo się do mnie i paru osób, odkąd Ania re-wypromowala wśród znajomych Dziewczyny do wzięcia).
Najlepsze oderwanie się od pracy i stoliczki, jakie udało mi się zorganizować w tym roku.
Obydwie z Olą się zgodziłyśmy, że pływanie w oderwaniu od pozostałych 25 uczestników wyprawy dało nam więcej wrażeń niż jak pływaliśmy zczepieni. Picie piwa na środku jeziora to przenoszenie swojego świata do cudzego. A my pływałyśmy czasem tak cicho, by zobaczyć ważkę z bliska nie spłoszyć ptaka. Zresztą to.. jakby bardzej ich świat :)