Dwa galony to dużo wina, nawet na dwóch paisanos. Teoretycznie poszczególne etapy opróżniania gąsiorków można stopniować następująco: nieco poniżej szyjki pierwszego gąsiorka - rozmowa poważna i skoncentrowana; dwa cale poniżej - smutne, romantyczne wspomnienia, trzy cale poniżej - analiza minionych sycących miłości, cal niżej - analiza minionych niezaspokojonych namiętności; dno pierwszego gąsiorka - ogólny, niesprecyzowany smutek. Nieco poniżej szyjki drugiego gąsiorka - czarna rozpacz; dwa palce poniżej - pieśń śmierci i tęsknoty; kciuk poniżej - każda inna znana pieśń. Na tym jeden system stopniowania kończy się, następuje specjalizacja. Od tej chwili wszystkiego można się spodziewać.
***
- Ale żeby to było dobre wino - przerwał Pablo. - Nie sikacz, jaki przyniosłeś ostatnio.
- Nie kupowałem go - wyjaśnił Pilon. - Ktoś ukrył je w trawie koło baraku, w którym tańczono. Czegóż można oczekiwać od wina, które człowiek znajduje w trawie?
- Kornelia Ruiz wczoraj wieczorem pokrajała trochę tego czarnego Meksykańczyka - poinformował Pilon.
Pablo spojrzał na niego średnio zainteresowany. - Pokłócili się? - spytał.
- Ach, nie, tylko ten czarny nic nie wiedział, że Kornelia sprawiła sobie wczoraj nowego mężczyznę, i chciał wejść do domu. Więc go pokrajała.
- Powinien był wiedzieć - stwierdził cnotliwie Pablo.
- Skąd miał wiedzieć, kiedy był w mieście, jak Kornelia sprowadziła tamtego? I próbował wejść przez okno, bo drzwi były zaryglowane.
- Głupi czarny - zdecydował Pablo. - Jeszcze żyje?
- O tak. Kornelia go tylko trochę pokrajała po rękach, nie była przecież zła, nie chciała tylko, żeby wchodził.
- Kornelia nie jest bardzo stałą kobietą - zauważył Pablo.
***
Słońce brnęło dalej, fala przypływu rozlała się po plaży, potem cofnęła. Drużyna wędrujących siewek obejrzała dokładnie śpiących, obwąchał ich kręcący się po plaży pies. Dwie starsze panie, które zbierały muszelki, zobaczyły uśpione ciała i przemknęły szybko w obawie, że mężczyźni obudzą się nagle opętani pożądaniem i wbrew przepisom prawa spróbują je zgwałcić. Straszna rzecz, zgadzały się obie damy, że miejscowa policja nic nie robi, aby zapobiegać podobnym rzeczom.
- Oni są pijani - stwierdziła jedna.
A druga obejrzała się za siebie i powiedziała jeszcze dobitniej: - Pijane bestie.
***
Była damą, a zachowanie damy normowały surowe przepisy obyczajności. Gdyby natomiast Danny przechodził koło jej domu, gdyby zaczęli rozmawiać jak starzy znajomi, jakimi zresztą byli, gdyby Danny wpadł na szklaneczkę wina i gdyby na dodatek głos natury okazał się głośniejszy od innych głosów, jej kobieca odporność zaś nie sprostałaby stojącemu przed nią zadaniu, wtedy oczywiście nie zostałaby naruszona święta zasada kodeksu moralnego.
***
Dziwne, jak na trzeźwo upijali się tego wieczoru. Dopiero po trzech godzinach zaśpiewali pierwszą nieprzyzwoitą piosenkę, a jeszcze o wiele później myśli ich powędrowały ku kobietom lekkiego prowadzenia. Nim zainteresowali się możliwością bijatyki, byli już zbyt śpiący, aby się bić. Ten wieczór stanowił milowy kamień dobroci ich życia.
***
Pielęgniarka w myśl wszelkich zasad dziecięcej psychologii spytała bardzo łagodnie: - Freddie, czy nie jesteś głodny?
- Nie - odparł Freddie.
- No to powiedz mi, co jadasz na śniadanie?
- Tortillę z fasolą - wyjaśnił Alfredo.
Pielęgniarka zdumiona pokręciła głową i spojrzała znacząco na dyrektora szkoły.
- A co jesz, kiedy wracasz ze szkoły do domu?
- Ja nie wracam ze szkoły do domu.
- Nie jadasz w południe obiadu?
- Jadam. Biorę rano tortillę z fasolą.
W oczach pielęgniarki pojawił się błysk niepokoju, ale zdołała go opanować.
- A co masz wieczorem na kolację?
- Tortillę z fasolą.
Znajomość dziecięcej psychologii prysnęła: - Chcesz we mnie wmówić, że nigdy nie jadasz nic innego oprócz tortilli z fasolą?
Z kolei zdumiał się Alfredo: - Jezu Chryste, a co można jeść innego? - spytał.
***
Przyjaciele spali na podłodze, posłania mieli najróżniejsze: Pablo trzy zszyte razem baranie skóry, Jezus Maria zasypiał, wkładając ręce w rękawy jednego starego płaszcza, a nogi w rękawy drugiego. Pilon owijał się w stary dywan. Wielki Joe przeważnie spał w ubraniu, zwinięty w kłębek jak pies, gdyż zdobywszy genialną umiejętność zbywania wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość wymienną za odpowiednią ilość wina, nie posiadał nic, czym mógłby się przykryć.
W ten sposób więc sypiali, czasami hałaśliwie, ale zawsze wygodnie. Którejś chłodniejszej nocy Wielki Joe próbował pożyczyć psa do ogrzania nóg i został pogryziony, gdyż psy Pirata nie były na pożyczki.
Okien nie zasłaniały firanki, ale hojna natura opatrzyła szyby grubą warstwą pajęczyn, brudu i śladami deszczu.
***
- Wszyscy znacie Kornelię - zaczął Danny. - Czasami mężczyźni dają Kornelii prezenty, kurę albo królika, albo główkę kapusty. Takie drobne upominki Kornelia bardzo lubi. No więc wczoraj Emilio Murietta zaniósł Kornelii małą świnkę, taką malutką, ładną, różową świnię. Znalazł ją w rowie. Maciora trochę go goniła, kiedy niósł świnkę, ale Emilio biegł szybko i przyszedł do Kornelii ze świnką. Ten Emilio umie mówić. Powiedział Kornelii: „Czy można pragnąć czegoś piękniejszego od świnki? Świnia je wszystko, nie tak jak człowiek. Ładne domowe stworzenie. Na pewno ją pokochasz. Tylko że potem ze świnki wyrasta świnia i ma zupełnie inny charakter. Świnia jest zła, gwałtowna, więc już jej nie będziesz kochała. Któregoś dnia ona cię ugryzie, ty będziesz zła, wtedy ją zabijesz i zjesz”. Przyjaciele poważnie skinęli głowami, a Pilon powiedział: - Pod pewnymi względami Emilio nie jest tępy. Widzicie, ile spraw załatwił jedną świnią: przywiązanie, miłość, zemstę i smaczne jedzenie. Muszę któregoś dnia porozmawiać z Emilio. - Niemniej przyjaciele wiedzieli, że Pilon jest zazdrosny o rywala - logika.
- Mów dalej o świni - zaproponował Pablo.- No więc - ciągnął Danny - Kornelia wzięła tę małą świnkę i była bardzo uprzejma dla Emilia. Powiedziała, że jak przyjdzie czas, Emilio dostanie kawałek pieczonego prosiaka. No i Emilio poszedł sobie, a Kornelia ustawiła koło pieca pudełko, żeby żywy prosiak miał gdzie spać. A potem Kornelię odwiedziło kilka dam i Kornelia pozwoliła im trochę popieścić prosiaka. No i przy tej zabawie Słodka Megiera nastąpiła prosiakowi na ogon. Prosiak zakwiczał jak parowa syrena, otworzyły się frontowe drzwi i wpadła maciora. Połamał się wtedy stół i potłukły wszystkie talerze. I krzesła też się połamały. I maciora przy okazji pogryzła Słodką Megierę, i podarła spódnicę Kornelii, a kiedy wszystkie damy zamknęły się w kuchni i zaryglowały drzwi, maciora sobie poszła zabierając prosiaka. Teraz Kornelia jest bardzo zła. Mówi, że zabije Emilia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz