piątek, 25 lipca 2008

Steinbeck John 'Tortilla Flat’

Dwa galony to dużo wina, nawet na dwóch paisanos. Teoretycz­nie poszczególne etapy opróżniania gąsiorków można stopniować następująco: nieco poniżej szyjki pierwszego gąsiorka - rozmowa poważna i skoncentrowana; dwa cale poniżej - smutne, roman­tyczne wspomnienia, trzy cale poniżej - analiza minionych sycą­cych miłości, cal niżej - analiza minionych niezaspokojonych na­miętności; dno pierwszego gąsiorka - ogólny, niesprecyzowany smutek. Nieco poniżej szyjki drugiego gąsiorka - czarna rozpacz; dwa palce poniżej - pieśń śmierci i tęsknoty; kciuk poniżej - każ­da inna znana pieśń. Na tym jeden system stopniowania kończy się, następuje specjalizacja. Od tej chwili wszystkiego można się spodziewać.

***

- Ale żeby to było dobre wino - przerwał Pablo. - Nie sikacz, jaki przyniosłeś ostatnio.
- Nie kupowałem go - wyjaśnił Pilon. - Ktoś ukrył je w trawie koło baraku, w którym tańczono. Czegóż można oczekiwać od wi­na, które człowiek znajduje w trawie?
- Kornelia Ruiz wczoraj wieczorem pokrajała trochę tego czar­nego Meksykańczyka - poinformował Pilon.
Pablo spojrzał na niego średnio zainteresowany. - Pokłócili się? - spytał.
- Ach, nie, tylko ten czarny nic nie wiedział, że Kornelia sprawiła sobie wczoraj nowego mężczyznę, i chciał wejść do domu. Więc go pokrajała.
- Powinien był wiedzieć - stwierdził cnotliwie Pablo.
- Skąd miał wiedzieć, kiedy był w mieście, jak Kornelia sprowadzi­ła tamtego? I próbował wejść przez okno, bo drzwi były zaryglowane.
- Głupi czarny - zdecydował Pablo. - Jeszcze żyje?
- O tak. Kornelia go tylko trochę pokrajała po rękach, nie była przecież zła, nie chciała tylko, żeby wchodził.
- Kornelia nie jest bardzo stałą kobietą - zauważył Pablo.

***

Słońce brnęło dalej, fala przypływu rozlała się po plaży, potem cofnęła. Drużyna wędrujących siewek obejrzała dokładnie śpiących, obwąchał ich kręcący się po plaży pies. Dwie starsze panie, które zbierały muszelki, zobaczyły uśpione ciała i przemknęły szybko w obawie, że mężczyźni obudzą się nagle opętani pożądaniem i wbrew przepisom prawa spróbują je zgwałcić. Straszna rzecz, zga­dzały się obie damy, że miejscowa policja nic nie robi, aby zapobie­gać podobnym rzeczom.
- Oni są pijani - stwierdziła jedna.
A druga obejrzała się za siebie i powiedziała jeszcze dobitniej: - Pijane bestie.

***

Była damą, a zachowanie damy normowały surowe przepi­sy obyczajności. Gdyby natomiast Danny przechodził koło jej domu, gdyby zaczęli rozmawiać jak starzy znajomi, jakimi zresztą byli, gdy­by Danny wpadł na szklaneczkę wina i gdyby na dodatek głos natury okazał się głośniejszy od innych głosów, jej kobieca odporność zaś nie sprostałaby stojącemu przed nią zadaniu, wtedy oczywiście nie zostałaby naruszona święta zasada kodeksu moralnego.

***

Dziwne, jak na trzeźwo upijali się tego wieczoru. Dopiero po trzech godzinach zaśpiewali pierwszą nieprzyzwoitą piosenkę, a jeszcze o wiele później myśli ich powędrowały ku kobietom lek­kiego prowadzenia. Nim zainteresowali się możliwością bijatyki, by­li już zbyt śpiący, aby się bić. Ten wieczór stanowił milowy kamień dobroci ich życia.

***

Pielęgniarka w myśl wszelkich zasad dziecięcej psychologii spyta­ła bardzo łagodnie: - Freddie, czy nie jesteś głodny?
- Nie - odparł Freddie.
- No to powiedz mi, co jadasz na śniadanie?
- Tortillę z fasolą - wyjaśnił Alfredo.
Pielęgniarka zdumiona pokręciła głową i spojrzała znacząco na dyrektora szkoły.
- A co jesz, kiedy wracasz ze szkoły do domu?
- Ja nie wracam ze szkoły do domu.
- Nie jadasz w południe obiadu?
- Jadam. Biorę rano tortillę z fasolą.
W oczach pielęgniarki pojawił się błysk niepokoju, ale zdołała go opanować.
- A co masz wieczorem na kolację?
- Tortillę z fasolą.
Znajomość dziecięcej psychologii prysnęła: - Chcesz we mnie wmówić, że nigdy nie jadasz nic innego oprócz tortilli z fasolą?
Z kolei zdumiał się Alfredo: - Jezu Chryste, a co można jeść innego? - spytał.

***

Przyjaciele spali na podłodze, posłania mieli najróżniejsze: Pablo trzy zszyte razem baranie skóry, Jezus Maria zasypiał, wkładając ręce w rękawy jednego starego płaszcza, a nogi w rękawy drugiego. Pilon owijał się w stary dywan. Wielki Joe przeważnie spał w ubra­niu, zwinięty w kłębek jak pies, gdyż zdobywszy genialną umiejętność zbywania wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość wymien­ną za odpowiednią ilość wina, nie posiadał nic, czym mógłby się przykryć.
W ten sposób więc sypiali, czasami hałaśliwie, ale zawsze wygod­nie. Którejś chłodniejszej nocy Wielki Joe próbował pożyczyć psa do ogrzania nóg i został pogryziony, gdyż psy Pirata nie były na pożyczki.
Okien nie zasłaniały firanki, ale hojna natura opatrzyła szyby gru­bą warstwą pajęczyn, brudu i śladami deszczu.

***

- Wszyscy znacie Kornelię - zaczął Danny. - Czasami mężczyźni dają Kornelii prezenty, kurę albo królika, albo główkę kapusty. Takie drobne upominki Kornelia bardzo lubi. No więc wczoraj Emilio Murietta zaniósł Kornelii małą świnkę, taką malutką, ładną, różową świnię. Znalazł ją w rowie. Maciora trochę go goniła, kiedy niósł świnkę, ale Emilio biegł szybko i przyszedł do Kornelii ze świnką. Ten Emilio umie mówić. Powiedział Kornelii: „Czy można pragnąć czegoś piękniejszego od świnki? Świnia je wszystko, nie tak jak człowiek. Ładne domowe stworzenie. Na pewno ją pokochasz. Tyl­ko że potem ze świnki wyrasta świnia i ma zupełnie inny charakter. Świnia jest zła, gwałtowna, więc już jej nie będziesz kochała. Które­goś dnia ona cię ugryzie, ty będziesz zła, wtedy ją zabijesz i zjesz”. Przyjaciele poważnie skinęli głowami, a Pilon powiedział: - Pod pewnymi względami Emilio nie jest tępy. Widzicie, ile spraw załat­wił jedną świnią: przywiązanie, miłość, zemstę i smaczne jedzenie. Muszę któregoś dnia porozmawiać z Emilio. - Niemniej przyjaciele wiedzieli, że Pilon jest zazdrosny o rywala - logika.
- Mów dalej o świni - zaproponował Pablo.- No więc - ciągnął Danny - Kornelia wzięła tę małą świnkę i była bardzo uprzejma dla Emilia. Powiedziała, że jak przyjdzie czas, Emilio dostanie kawałek pieczonego prosiaka. No i Emilio poszedł sobie, a Kornelia ustawiła koło pieca pudełko, żeby żywy prosiak miał gdzie spać. A potem Kornelię odwiedziło kilka dam i Kornelia pozwoliła im trochę popieścić prosiaka. No i przy tej zabawie Słodka Megiera nastąpiła prosiakowi na ogon. Prosiak za­kwiczał jak parowa syrena, otworzyły się frontowe drzwi i wpadła maciora. Połamał się wtedy stół i potłukły wszystkie talerze. I krzes­ła też się połamały. I maciora przy okazji pogryzła Słodką Megierę, i podarła spódnicę Kornelii, a kiedy wszystkie damy zamknęły się w kuchni i zaryglowały drzwi, maciora sobie poszła zabierając pro­siaka. Teraz Kornelia jest bardzo zła. Mówi, że zabije Emilia.

Brak komentarzy: