wtorek, 22 lipca 2008

Bieńki-Babięta

Było fantastycznie.
Chociaż lało, burzyło się i grzmiało, siedzenie w kajaku w środku lasu, na wodzie bylo kojące, pachnące i świeże.
Z poczatku wilgotno, potem już mokro. Mimo tego było cudnie i .. powabnie (to słowo przyczepilo się do mnie i paru osób, odkąd Ania re-wypromowala wśród znajomych Dziewczyny do wzięcia).
Najlepsze oderwanie się od pracy i stoliczki, jakie udało mi się zorganizować w tym roku.
Obydwie z Olą się zgodziłyśmy, że pływanie w oderwaniu od pozostałych 25 uczestników wyprawy dało nam więcej wrażeń niż jak pływaliśmy zczepieni. Picie piwa na środku jeziora to przenoszenie swojego świata do cudzego. A my pływałyśmy czasem tak cicho, by zobaczyć ważkę z bliska nie spłoszyć ptaka. Zresztą to.. jakby bardzej ich świat :)







Brak komentarzy: