piątek, 15 lipca 2011

Mój stary znajomy ;)



i jego powrót w jakże miłej formie :) Ojacie, jak ja lubię takie chórki, zespoły, znajomych, przyjaciół, którzy się dobrze znają, podróżują po świecie i swoim talentem mogą zarabiać na życie i przy tym się bawią. Kiedyś marzyłam o tym, żeby grać w zespole smyczkowym podróżującym po całym świecie. O ironio, w szkole muzycznej miałam trzy instrumenty, ale na żadnym z nich nie pomykałam smyczkiem :D
A post miał być o muzyce. Pozytywna. A to się teraz liczy najbardziej...

sobota, 9 lipca 2011

Kilka lat temu na festiwalu filmowym w Kazimierzu obejrzałam 'Efter brylluppet' (Tuż po weselu), płakaliśmy jak bobry, niesamowity, poruszający, mocny film.
Dzisiaj 'W lepszym świecie', po wyjściu z kina przypomniało mi się 'Tuż po weselu'. Dopiero potem skojarzyłam, że oba filmy zrobiła ta sama osoba.

Nie umiem opisywać filmów. Ale odnalazłam w nim mnóstwo emocji, znajomych i tych mniej. Niewielka ilość wątków, ale za to wyrazistych. Gra spojrzeń, gestów, niedomówień. Lubię pozorny chłód 'północnych' ludzi. Podobał mi się, bardzo.

piątek, 8 lipca 2011



I can love
But I need his heart
I am strong even on my own
But from him I never want to part
He's been there since the very start

Hipnotyzujący kawałek, do posłuchania w samotności...
Gdy za oknem leje deszcz, otula miękki szlafrok, a w ręku kubek świeżych malin.

środa, 6 lipca 2011


Czytając jedną z historii z tej książki, miałam tak ściśniętą krtań od powstrzymywania płaczu, że aż bolało. Czytałam w tramwajach, w drodze, co prawda nie z walizką.
Książka o miłości, cierpieniu, walce, dylematach zawodowych, sensie życia...
Każdy z nas, kto marudzi, smęci, i użala się nad sobą i swoim życiem, powinien przeczytać tę książkę i przeprosić za takie zachowanie. I podziękować za to jak wiele ma...

niedziela, 3 lipca 2011

W Krakowie zadziwił nas jeden lewitujący pan, gromadził wokół siebie tłumy.
Wnikliwie przeanalizowaliśmy jego układ rąk i ciała, jak również wózek schowany za murkiem do przewozu ciężkich przedmiotów :) Wrażenie suuper :)






Festiwal na krakowskim kazimierzu.

Niestety nie potrafiłam się wciągnąć choć muzyka piękna. Mnóstwo wspomnień i osoby z przeszłości, które tu mieszkają. Melancholia wyłaziła wszędzie i czułam się trochę sparaliżowana.
To dziwne, ale z ulgą odetchnęłam na peronie Warszawa Zach. W mieście w którym czuję się przede wszystkim służbowo. Formalność jest bezpieczna, nic nie zaboli.

poniedziałek, 27 czerwca 2011


Co prawda kończę powoli trzecią już książkę K. Jandy, ale pewien fragment z pierwszej, którą przeczytałam, postanowiłam przytoczyć :) z pozdrowieniami dla wszystkich łowców rozumiejących ten stan.

"Opis tego, co się dzieje w duszy i sercu kobiety, która pragnie nowej sukienki, jest niemożliwy, żadne pióro nie jest w stanie temu sprostać, a co dopiero komputer. To pożądanie, ta burza szarpiąca wnętrzności, obraz siebie pięknej, młodszej, atrakcyjnej, interesującej, tajemniczej, młodszej... dzięki nowej sukni, to męka niewyobrażalna, jeśli tej sukni nie można kupić. Niejedna gotowa byłaby dla tego marzenia poświęcić wiele, nie wymieniajmy, co konkretnie, bo to nie ma sensu.

I oto ciuchlandy dają spełnienie marzeń o sobie, niemal w prezencie, a w każdym razie za cenę, która jest niczym wobec korzyści, jakie przynosi ten zakup.
Kobieta, dokonując go automatycznie, kocha świat i życie, mąż przestaje ją denerwować, i zapomina o zmartwieniach związanych z dziećmi, praca w tej sukni wydaje jej się przyjemnością, uśmiecha się niespodziewanie do rzeczy, zwierząt i ludzi, słowem jest szczęśliwa do czasu nowego marzenia o sobie".

niedziela, 26 czerwca 2011

Wiało



... nad morzem potwornie. Tym większy podziw dla kite'owców. Co za mężczyźni... Innymi słowy - szał jest :))

Poniżej widać jednego pana poniósł wiatr. Jednak powrócił na ziemię, chyba ma jeszcze kilka spraw do załawienia.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

I po weselu



Mam nadzieję, że tytuł wyjaśnia decyzję, by odrobinkę odstąpić od dotychczasowej estetyki muzycznej bloga.
Zespół, który nam przygrywał, wywarł na mnie... niezatarte wrażenie :)
Dawnom tak nie fikała do takich bitów. I łatwo nie było.

Fot. Pokój dziewczyn

środa, 15 czerwca 2011



Polecam :)

Poza abstrakcyjnymi pomysłami w stylu płukanie gałek ocznych (z czego chętnie bym skorzystała, gdybym ufała warszawskiej wodzie), naprawdę można zauroczyć się sposobem myślenia autorki.
Że wystarczy nam niewiele, rzeczy, przedmiotów, by być szczęśliwym :)
Ale taki styl życia są w stanie prowadzić tylko osoby mające bogate życie wewnętrzne i inteligentne. Hmmm... jeśli po przeczytaniu książki nadal będę obrastać w rzeczy, to będzie można wnioskować, że tego mi brak :)


A oto coś, co chciałam uwiecznić - najsłodsze urządzenie kuchenne ever. Tarka do małych marchewek, czosnku lub parmezanu :)
Właściwie to nie zamierzałam jej kupować, ale trzymałam ją tak długo w ręku, że Pan ze sklepu zapytał, to kupuje Pani tę tarkę czy nie??? A że kosztowała 5 zł... :)


Ach, to nie certyfikat. To dowód, że byłam, widziałam, czytałam, pisałam, słuchałam całe SZEŚĆ GODZIN. Super, polecam, ehhh :P
A chłopak w wieku studenta powiedział do mnie proszę Pani. Jaka grzeczna ta dzisiejsza młodzież, nie ma co :*

sobota, 7 maja 2011



Głos właśnie tej Pani spodobał mi się bardzo... Idąc na musical nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, cieszyłam się z tego, że mamy miejsca na pierwszych dostawkach za 35 zł :), i scena i orkiestra były tak blisko. Długowłosa główka dyrygenta podrygiwała i był on jedyną wskazówką dla ukrytej orkiestry. Szkoda mi było tych muzyków, którzy muszą siedzieć pod podłogą. Ale z tego co zdążyłam zauważyć, dobrze się tam bawią.
Nie mając większych oczekiwań zaskoczył mnie rozmach musicalu, scenografii, ilości bodźców. Miałam wrażenie, że jak patrzę na postacie na pierwszym planie to coś mi umyka z drugiego. Technicznie i scenograficznie przedstawienie robi wrażenie, jest i prawdziwa duszna mgła, wystrzały z armat, pistoletów i smród prochu, ogień w piecyku, świeże farby (krew) itp.
Ponieważ ekran odzwyczaja od świadomości, że poza widzianym obrazem coś jeszcze się znajduje, można dostać oczopląsu. Nawet musiałam się powstrzymywać od wzruszenia, ale ten czynnik, to akurat w moim przypadku nic nadzwyczajnego.

niedziela, 1 maja 2011

hmm


Umieszczam, bo szkoda, żeby takie cacuszka się marnowały i cudzych uszek nie radowały :)

piątek, 11 lutego 2011

Chyba na razie nie bede pisac bloga.
I tak, powoli go chyba zamykam.
Nie wiem czy na zawsze, czy tylko czesciowo.
Nie mam jeszcze pomyslu. Zobaczymy...



ggestalt(malpa)gmail.com