sobota, 4 kwietnia 2009

Eureka :)

Ostatnie moje odkrycie. Znalazłam odpowiedź na wiele pytań.

Z czym jest Tobie źle? Pytam siebie.
Z tym i tym. Odpowiadam sobie.
Kto jest za to odpowiedzialny, kto ponosi za to odpowiedzialność??!!
Ja. Odpowiedziałam sobie.
Tylko ja.
I to jest chyba kluczowe zrozumienie co prowadzi do dojrzałości :) Ja jestem odpowiedzialna za swoje decyzje, słowa, postępowanie, swoje relacje z ludźmi, często wybór tych osób i jakość relacji, jestem odpowiedzialna za swoją pracę i jej jakość, swoje samopoczucie!!, jakość tego życia, poczucie szczęścia lub osamotnienia, intensywność wiary, wielkość wiedzy itp. Bo mam wolną wolę, trochę rozumu i intuicję, dwie ręce na szczęście nie lewe, dwie nogi, dwa ucha i oka. Trochę wiary w siebie, która systematycznie wzrasta i ponad dwudziestoletnie doświadczenie życiowe.
Wystarczająco dużo, by z pełną odpowiedzialnością brać życie we własne ręce.

Tak po cudownie spędzonej sobocie mnie natchnęło. Moc rozmowy z prawdziwym przyjacielem to jest MEGA MOC. I nie wiem, co może być bardziej wartościowego. Dobre relacje, prawdziwe rozmowy to esensja życia... to co najlepsze :))))))

niedziela, 29 marca 2009

Opowieści z Papui



Wczoraj po wcześniejszym zarezerwowaniu miejsc, trafiłyśmy do nowej cafejki na Pięknej - Wild World Cafe, na spotkanie z podróżnikami, Anną i Jakubem Urbańskimi, którzy opowiedzieli o swojej pasji i podróżach do Papui. Za swoje osiągnięcia podróżnicze otrzymali w 2007 Kolosa, to prestiżowe wyróżnienie wśród podróżników.
Pan Jakub wyświetlał slajdy i opowiadał szczegółowo o trzech wyprawach. Część z tych wypraw nie zaspokaja jednie ich ciekawości osobistej, ale jest powiązana ze zleceniami, np. Muzeum Azji i Pacyfiku, by zebrać kolekcję przedmiotów i urządzeń codziennego użytku.
Z ciekawszych rzeczy, które zapamiętałam, to np. fakt, iż Papua to nie tylko Papua Nowa Gwinea, ale też pewien obszar na półwyspie Indonezyjskim. Papuasi do których cywilizacja dociera z trudem, albo ci którzy świadomie chcą żyć jak ich przodkowie, są cały czas pod zbrojną kontrolą władz indonezyjskich, wg pana Jakuba autonomia jest utopią, i nadal toczą się walki pomiędzy regularnymi żołnierzami, a Papuasami uzbrojonymi w swoją broń. Przykładem na brak autonomii jest fakt, iż nie mogą na swoim własnym corocznym festiwalu wnieść flagi papuaskiej, pilnują tego żołnierze, w zeszłym roku Papuas został zastrzelony za to, że próbował własną flagę powiesić na maszt, i od tego czasu na Papui trwają zamieszki.
W tym, wydawałoby się bajkowym miejscu panuje straszna bieda i nędza, ludzie rzadko mają okazję najeść się do syta, teren dżungalsto-górzysty nie jest w stanie wyżywić tej ilości osób, która wzrosła po napływie misjonarzy, którzy zakazali walk plemiennych. Selekcja naturalna, która miała miejsce wcześniej, zapewniała żyjącym w miarę godziwe warunki życia. Oprócz historii dość ważnych i poważnych, zdjęcia wzbudzały u publiczności dużo śmiechu, i miałam wrażenie, że to co chciał przekazać autor zdjęć, nie bardzo docierało do ludzi na widowni. Najwięcej śmiechu wzbudzał sposób 'przechowywania' penisów w męskim stroju. Papuasi albo noszą nałożone na penisy- tykwy (do około 80 cm), które sterczą do góry, są przywiązywane do pasa. Lub też wciskane 'do środka' i obwiązywane listkiem (to u żyjących w dżungli).
Dieta jest złożona głównie ze słodkich ziemniaków, które jedzą trzy razy dziennie. Dowodem nędzy jest również fakt, że Papuasi sprzedają swoich zmumifikowanych wodzów turystom, gdyż jest to jedyna rzecz, którą sprzedać mogą. Cierpią biedę, a sprzedając wodzów, wyzbywają się również swojej tradycji i wierzeń. Pewien Papuas dostarczył-sprzedał autorowi zdjęć czaszkę, bez żuchwy. Czaszka należała prawdopodobnie do zabitego wcześniej przez tego pana człowieka, żuchwa oderwana, aby zapobiec ewentualnej zemście czaszki.
Tyle wspomnień z wczorajszego slajdowiska :)

sobota, 28 marca 2009

Nasz zespół

Jakiś czas temu, z okazji Świąt Bożego Narodzenia, dostaliśmy od szefowej ołówko-długopisy z koncówkami w postaci różnych zwierząt. Nasza szefowa dopasowała figurki do każdego - pszczółka, niebieskooki krab, pies z wybałuszonymi oczyma. Pieska dostałam ja.

środa, 25 marca 2009

Pięć dni temu miała już być


Gdzie jest wiosna zapytałby:

Hiszpan - De donde es la primavera?
Prawie każdy - Where is the spring?
Holender - Waar de lente is?
Niemiec - Wo der Frühling ist?
Rosjanin - где весна?
Japończyk - ばねがあるところ?
Grek - πού είναι το ελατήριο?
Portugalczyk - Onde está a mola?
Włoch - Dove è la molla?

Przyjdźże wreszcie i skończ ten romans z zimą! (przypuszczałby kto)

niedziela, 22 marca 2009

Szpinaq


W każdej postaci i ilości-PYCHOTKA :)

sobota, 21 marca 2009

Milczenie



Milczenie to fascynujące zagadnienie. Pozwolę sobie zamieścić tutaj parę luźnych spostrzeżeń i refleksji na temat milczenia.
Bardzo wielu osobom trudno wytrwać w ciszy. Nie potrafią być sami ze sobą w ciszy, potrzebują radia, telewizora, czy rozmowy. Po prostu jesteśmy przyzwyczajeni, że od obudzenia do zaśnięcia towarzyszą nam dźwięki, gdy ich braknie odczuwamy niepokój. W eksperymentach z komorą deprywacyjną, gdy ludzie pozbawieni byli dźwięków, światła oraz dotyku, wytrzymywali maksymalnie 20 minut. I to byli Ci silniejsi psychicznie. Gdyż mózg pozbawiony stymulacji z zewnątrz, zaczyna produkować i wytwarzać stymulacje sam, co sprawia, że ludzie ci doświadczali halucynacji wzrokowych, słuchowych. Więc pewna stymulacja z zewnątrz jest niezbędna.
Jednak unikając ciszy unikamy spotkania z samym sobą.
Jeśli jesteśmy w grupie, milczenie może oznaczać tysiące rzeczy. Że grupa jest zamknięta, pełna napięcia, unika tematu-nikt nie ma odwagi go podjąć. Milczące osoby wywołują zaś projekcje pozostałych. Oznacza to, że jeżeli jesteś w grupie (np. rodzina, praca) i milczysz, to bądź pewien, że zostanie Tobie przypisanych tyle projekcji, ile osób na Ciebie patrzy. Jedni się zaniepokoją (powiedziałem coś co sprawiło, że zamilkł), inni się zmartwią (pewnie coś złego mu się stało), inni się zaniepokoją (jest zły, ocenia mnie źle) itp...
Parę cytatów nt. milczenia
- milczeniem można kogoś ranić
- milczenie to tekst, który niezwykle łatwo jest błędnie zinterpretować
- to, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia
- lepiej milczeć, narażając się na podejrzenie o głupotę, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Wcielanie marzeń w życie początki

Jedno z moich marzeń dotyczy pisania.
Wysłałam więc swoje zgłoszenie do pewnej gazety.
We will see what will be :))))))))))

czwartek, 19 marca 2009

Nauka języka

Wczoraj udało mi się porozmawiać z moim nauczycielem hiszpańskiego nt. nauki obcego języka. Nasze spostrzeżenia są podobne, bo obydwoje postanowiliśmy nauczyć się kolejnego języka, ja - hiszpańskiego, on - polskiego.
W nauce języka obcego pomaga:
- CEL - jasno określony to odpowiedź na pytanie, dlaczego chcę nauczyć się języka? również cel pod kątem poziomu, który chcę osiągnąć (w przypadku mojego nauczyciela to motywacja taka, że w jego pracy w Brazylii nikt tak trudnego języka jak polski nie zna)
- ZNAJOMOŚĆ INNEGO JĘZYKA OBCEGO - gdyż ten kolejny to baza, nie tylko odnośnie podobieństwa (ja mam taką możliwość angielski i hiszpański są podobne), ale baza wiedzy, CO jest przydane, które STRUKTURY warto przyswoic (słownictwo, czasowniki, czasy),
- MOTYWACJA, która łączy się z celem :) najlepiej pozytywna i wewnętrzna (to już moja własna uwaga)
- WYTRWAŁOŚĆ!

Moje cele dobrze znam :) są powiązane z krajami, które chciałabym odwiedzić i pracą w międzynarodowym środowisku. To marzenia. Jak się ziszczą to cudnie, jak nie-będę przynajmniej mówiła po hiszpańsku :)

Za dwa dni wiosna

Siedzimy z Agatką w pokoju, pracujemy..
Patrzę za okno: Ooooo, śnieżek pada!
A: Święta idą!! :D

niedziela, 15 marca 2009


Farewell memories :) Podobno skuteczna metoda... :)

sobota, 14 marca 2009

Muzem Etnograficzne

Wybrałam się dzisiaj na wystawę fotograficzną do Muzeum Etnograficznego. Zachęciła mnie informacja w internecie, brzmiało super: Zdjęcia z Meksyku autorstwa archeolog Lindy Lasky. Wystawa mieściła się w jednym pomieszczeniu, zawierała kilkadziesiąt prac (ale mniej niż 40). No i rozczarowałam się. Piękniejsze, cudowniejsze fotki można znaleźć na tysiącach blogach podróżniczych w sieci.
Pozostałam również z zupełnie inną refleksją. Otóż obok wystawy pni Lasky są wystawy stałe, m.in. Polskie stroje ludowe, Rękodzieło i rzemiosło ludowe, Polskie obrzędy doroczne. Gabloty były stare i w pomieszczeniach brzydko pachniało. Stroje wyglądały nieładnie, jakby zmurszałe i lada chwila miały się rozlecieć, inne przedmioty również. Panie pilnujące wystaw były stympatyczne, ale było to chyba ich pierwsze i ostatnie miejsce zatrudnienia, rozmawiały o wydarzeniach rodzinnych i trzeba było przeprosić, by przejść pomiędzy nimi do kolejnego pomieszczenia, potykając się o ich nogi obute w kapcie.
Przypomniało mi się Field Museum of Natural History w Chicago oraz Natural History w Nowym Jorku. Po tamtym zwiedzaniu dyskusjom nie było końca i nie mogłam spać z wrażenia długo, po wizycie w naszym muzeum spać poszłabym natychmiast gdyby nie to, że było południe. Szkoda, qurcze, no... :((

Que pasa??!!

1 - przez cały zeszły tydzień byłam w biegu, po pracy jakieś zajęcia lub sprawy do załatwienia, co powodowało, że jadłam w biegu i często 'śmieciowato' - odgrzana pizza, jajecznica. Dopiero dzisiaj wracając z miasta (na mieście też zjadłam obiad...) przypomniało mi się, że od tygodnia w lodówce czeka zupa, która wiozłam tyle kilometrów z L.!! aaaaa

2- parę dni temu wieczorem wyszłam na tańce i poszłam do bankomatu wybrać stówkę. Rozmawiałam z koleżanką, wbijałam PIN, wzięłam co trzeba i odeszłam. Nie wiem dlaczego, ale obejrzałam się za siebie. A tam coś wystaje z bankomatu... Dziwne pomyślałam... drugi wydruk?? A to zwisała sobie moja stówka!! W życiu chyba tak szybko nie przebiegłam 10 metrów.

3- na targu przed sklepem kupiłam ogórki i pomidory, a w sklepie włożyłam je do szafki zamykanej na kluczyk, następnie pomknęłam do sklepu bez obciążenia w poszukiwaniu innego jedzenia. Po powrocie do domu nie mogłam znaleźć ogórków ani pomidorów. Byłam wściekła, że gdzieś je wcięło! Nie miałam zielonego pojęcia, gdzie mogłam je zostawić. Następnego dnia w pracy, około południa olśniło mnie, że ogórki zostały w szafce w sklepie. Po południu, już po pracy na spokojnie poszłam po moje ogórki. Okazało się, że zostały skonfiskowane i w szafce ich nie ma. Przyszła kierowniczka sklepu i dostałam upomnienie, że o jedzeniu się nie zapomina.

Ekumenizm

Ostatnio próbowałam się dowiedzieć co to jest ekumenizm, na czym polega, jakie są jego założenia i jak wygląda w praktyce. Oprócz tego pytałam znajomych, czytałam fora. Niestety okazało się, że wiedza na temat ekumenizmu jest właściwie niewielka. Na katolickim forum znalazłam masę opinii osób, które można określić radykałami? W każdym razie takich, którzy ludzi nie będących Katolikami nazywają: odszczepieńcami, innowiercami, heretykami itp. Takie postawy komentarze wywołują we mnie po prostu furiozę. Niepojęte jest dla mnie jak ludzie łączą te dwie rzeczy: uważają, że ekumenizm sprowadza się do nawracania i jednocześnie używają określeń o pejoratywnym znaczeniu wobec ludzi z pozostałych kościołów. Czy nie widzą, że taką postawą nie mają dużej szansy zewangelizować, a na takim zwyczajnym poziomie zachęcić kogoś do poznania, zaprzyjaźnić się...?? Tak mnie zadziwia i boli, że ludzie się wzajemnie tak mocno oceniają, uważają za lepszych czy gorszych, uważają, że posiadają receptę na zbawienie, bo są w KK... Cieszę się, ze jestem w KK i mam "łatwiej", bo mam cały arsenał środków do zbawienia, ale to nie jest moja czy jakiegokolwiek człowieka zasługa.

Wielki Post


Można przecież przeżyć ten czas inaczej, czemu nie...? :) Siedem tygodni bez...

El metodo



W kręgu moich zainteresowań zawodowych :) znalazło się ostatnio assessment centre (lub development centre) a inaczej centrum oceny. Jest to jedna z najtrudniejszych, a jednocześnie najbardziej rzetelnych metod rekrutacyjnych. Miałam okazję uczestniczyć w kilku tego rodzaju spotkaniach jako asesor pomocniczy. AC/DC składa się z wielu zaprojektowanych ćwiczeń, symulacji dla kandydatów starających się o dane stanowisko. Zadania, symulacje powinny być tak zaprojektowane, by wywołać określone zachowania, jak również by wywołać zachowania specyficzne dla danej osoby. Są to więc dyskusje grupowe, z przydzieloną rolą, dyskusje bez ról, scenki negocjacyjne, prezentacje, scenki z udzielaniem informacji zwrotnych - przełożony-pracownik. Im dłużej w tym siedzę, tym mam co raz większy szacunek dla człowieka, jego zachowań, reakcji. Bo nie ma kandydatów idealnych, i nie oto chodzi. Każdy z uczestników ma jakieś unikalne cechy pozytywne i negatywne :), zachowania go wyróżniające pozytywnie, każdy też ma zachowania słabsze, coś z czym sobie nie radzi lub radzi gorzej. Gdy tak co raz bardziej poznaję siebie i innych ludzi, mam w sobie co raz głębszy szacunek i rosnącą pokorę. Co raz mniej oceniam, i jednoznacznie szufladkuję. To prawda, że trzeba wybrać kandydata, jednak wybieramy osobę, która rokuje najlepsze dopasowanie do zadań, które ma wykonywać w przyszłości, tak aby obie strony związku - kandydat i pracodawca czerpali korzyść i zadowolenie.
Fascynuje mnie to, że żadna rozmowa nie jest podobna do drugiej, że pisząc informacje zwrotne nie potrafię stworzyć szablonu, gdyż każdy jest unikalny, niepowtarzalny. Że nie jesteśmy w stanie przewidzieć reakcji i zachowań ludzi w scenkach symulacyjnych. Fascynuje mnie jak pozy graniturowe po godzinie, dwóch opadają, jak ludzie dają się poznawać z przeróżnych stron odsłaniając bogactwa swoich osobowości i doświadczeń :)
Kiedyś nie cierpiałam grup, publicznego wypowiadania. Teraz co raz częściej myślę o pracy, która wymagałaby pracy z ludźmi i wiązałaby się z odsłanianiem :) Life is changing... Never say never... :)

Kochaj i tańcz (2008)



Wczoraj zupełnie nie planując, za namową dwóch sympatycznych Ań obejrzałam Kochaj i tańcz. Po całym tygodniu pracy, niedosypiania i niedojedzenia, ryzykowałam, że zasnę w kinie na fotelu. Jednak wyszłam w całkiem rozmarzonym nastroju. Co rzuciło się nam na pierwszy rzut oka, to około 300 dzieciaków w sali kinowej (z popcornem i colą w łapkach) :) O samym filmie mogłabym napisać tyle, że jest barwny, kolorowy, muzyczny, dynamiczny, romantyczny, rozmarzający, jednocześnie cudownie naiwny. Jestem pewna, że dzieci z podstawówki, czy gimnazjum były po prostu zachwycone! Sama bym była w tym wieku :)
Bardzo mi się podobała kreacja Katarzyny Herman i ... Mateusza Damięckiego. Naprawdę, abstrahując od bajkowości tego filmu, jego gra była dla mnie całkiem autentyczna. A pani Herman dodała filmowi nieco ostrości.
Ocena 6, 7/10 pkt (jeśli chcesz się rozmarzyć, poczuć młodym i zrelaksować-obejrzyj:)

poniedziałek, 9 marca 2009



Mi hermano dostał zestaw małego bimbrownika i zajął się produkcją winą. Pierwsza seria z rodzynek wychodzi już wkrótce. Sama słuchałam w nocy jak drożdże pracowały! Bardzo temperamentne grzyby. Na pewno będzie wyśmienite, bo to zdolny student biotechnologii, gorąco polecam i zbieram zapisy :)

Fotka


czwartek, 5 marca 2009

Młoda dorosłość w wielkim mieście

Myślę, że to okropne, że w dzisiejszych czasach relacji szuka się m.in. w internecie. Ciekawa jestem ilu ludzi po prostu tęskni za zwyczajnymi tradycyjnym sposobem poznawania się np. na potańcówkach (hihi), rodzinnych czy miejskich zjazdach, jeśli takowe w ogóle istniały.
Mamy obecnie większą świadomość siebie i innych (rozwijająca się dziedzina psychologii i napęd na samorealizację-kursy tańca w lesie, treningi interpersonalne, moda na terapię). A generalnie sprowadza się to wszystko do jednego, do tęsknoty za bliskością z drugim człowiekiem. Poza tym, niby z większą świadomością ludzie się łączą w pary, a jednak nie jest to takie proste, by do tego doszło, a potem się utrzymało. Myślę, że panuje obecnie brak czasu na prawdziwe poznanie. Ludzie inwestują w poznanie siebie, a przecież następuje ono w kontakcie z drugim człowiekiem. Więź pomiędzy dwojgiem ludzi tworzy się około 3 lat (tak gdzieś czytałam). To jest naprawdę długi czas, potrzeba dużego wysiłku, chęci, przezwyciężania trudności, by do poznania prawdziwego doszło.

Internetowe znajomości są oderwane od kontekstu. Można wyszukać osobę w wyszukiwarce, ocenić jej preferencje, gust, wartości i wygląd. Potem zdecydować czy chce się zobaczyć w realu. A jeśli nie... to szukamy dalej, może pojawi się ‘nowy egzemplarz’. Anonimowość, łatwość w pozbywaniu się zobowiązań, nie podejmowanie odpowiedzialności. Przerażające. Tyle mamy możliwości poznawania, możemy robić wiele rzeczy co raz szybciej, ale co raz mniej czasu mamy na życie, na spędzanie czasu z bliskimi. Do wygody i samotności można się przyzwyczaić. Albo do wygody i przyjemności.
Kiedyś ludzie mieszkali, żyli w większych skupiskach i byli sobie nawzajem potrzebni, każdy pełnił jakąś rolę w społeczności, u Indian np. ludzie wiążą się w związki, żyją w społecznościach, bo bycie w związku to kwestia życia lub śmierci (tak i dla kobiet, jak i dla mężczyzn). Teraz ja np. mogę żyć samodzielnie i przeżyję. Nie muszę się godzić na warunki, które uważam za złe, nie muszę żyć z kimś żeby przetrwać czy zadowolić swoją grupę społeczną itp. Wielu młodych ludzi jest w takiej sytuacji jak ja, i są sami. Takie mam refleksje ostatnio, dość realistyczne.. A może po prostu przeżywam kolejny etap wczesnej dorosłości, a wspomnienia z życia w małych miastach, niezbyt pięknie komponują się z życiem w dużym mieście jakim jest Warszawa.

niedziela, 1 marca 2009

Slumdog Millionaire (2008)

Widziałam dzisiaj ten nagrodzony oskarami film. Żywa, ciekawa wciągająca akcja (gdyby tylko pani obok w kinie nie komentowała co drugiej sceny ze swoim chłopakiem, wrr), okrutny świat mieszkańców ubogiej dzielnicy Indii nękanej również z powodu religii. Dwaj bracia, którzy od lat dziecinnych pokazują inne charaktery, które prowadzą ich do zupełnie różnych końców,a w międzyczasie różnego przeżywania życia i wyborów. Ciekawa muzyka, żywe kolory, film w konwencji 'film świata', tj. jak obecnie opanowująca Europę moda na... kuchnie, modę, muzykę 'świata'.
Film zawiera elementy bollywoodzkie, ale z racji momentów okrutnych i realistycznych daleko mu do niego. Opisywanie filmów nie jest moją mocną stroną:) ale ma subiektywna ocena to 8/10 lub 7.5/10.