Myślę, że to okropne, że w dzisiejszych czasach relacji szuka się m.in. w internecie. Ciekawa jestem ilu ludzi po prostu tęskni za zwyczajnymi tradycyjnym sposobem poznawania się np. na potańcówkach (hihi), rodzinnych czy miejskich zjazdach, jeśli takowe w ogóle istniały.
Mamy obecnie większą świadomość siebie i innych (rozwijająca się dziedzina psychologii i napęd na samorealizację-kursy tańca w lesie, treningi interpersonalne, moda na terapię). A generalnie sprowadza się to wszystko do jednego, do tęsknoty za bliskością z drugim człowiekiem. Poza tym, niby z większą świadomością ludzie się łączą w pary, a jednak nie jest to takie proste, by do tego doszło, a potem się utrzymało. Myślę, że panuje obecnie brak czasu na prawdziwe poznanie. Ludzie inwestują w poznanie siebie, a przecież następuje ono w kontakcie z drugim człowiekiem. Więź pomiędzy dwojgiem ludzi tworzy się około 3 lat (tak gdzieś czytałam). To jest naprawdę długi czas, potrzeba dużego wysiłku, chęci, przezwyciężania trudności, by do poznania prawdziwego doszło.
Internetowe znajomości są oderwane od kontekstu. Można wyszukać osobę w wyszukiwarce, ocenić jej preferencje, gust, wartości i wygląd. Potem zdecydować czy chce się zobaczyć w realu. A jeśli nie... to szukamy dalej, może pojawi się ‘nowy egzemplarz’. Anonimowość, łatwość w pozbywaniu się zobowiązań, nie podejmowanie odpowiedzialności. Przerażające. Tyle mamy możliwości poznawania, możemy robić wiele rzeczy co raz szybciej, ale co raz mniej czasu mamy na życie, na spędzanie czasu z bliskimi. Do wygody i samotności można się przyzwyczaić. Albo do wygody i przyjemności.
Kiedyś ludzie mieszkali, żyli w większych skupiskach i byli sobie nawzajem potrzebni, każdy pełnił jakąś rolę w społeczności, u Indian np. ludzie wiążą się w związki, żyją w społecznościach, bo bycie w związku to kwestia życia lub śmierci (tak i dla kobiet, jak i dla mężczyzn). Teraz ja np. mogę żyć samodzielnie i przeżyję. Nie muszę się godzić na warunki, które uważam za złe, nie muszę żyć z kimś żeby przetrwać czy zadowolić swoją grupę społeczną itp. Wielu młodych ludzi jest w takiej sytuacji jak ja, i są sami. Takie mam refleksje ostatnio, dość realistyczne.. A może po prostu przeżywam kolejny etap wczesnej dorosłości, a wspomnienia z życia w małych miastach, niezbyt pięknie komponują się z życiem w dużym mieście jakim jest Warszawa.
Mamy obecnie większą świadomość siebie i innych (rozwijająca się dziedzina psychologii i napęd na samorealizację-kursy tańca w lesie, treningi interpersonalne, moda na terapię). A generalnie sprowadza się to wszystko do jednego, do tęsknoty za bliskością z drugim człowiekiem. Poza tym, niby z większą świadomością ludzie się łączą w pary, a jednak nie jest to takie proste, by do tego doszło, a potem się utrzymało. Myślę, że panuje obecnie brak czasu na prawdziwe poznanie. Ludzie inwestują w poznanie siebie, a przecież następuje ono w kontakcie z drugim człowiekiem. Więź pomiędzy dwojgiem ludzi tworzy się około 3 lat (tak gdzieś czytałam). To jest naprawdę długi czas, potrzeba dużego wysiłku, chęci, przezwyciężania trudności, by do poznania prawdziwego doszło.
Internetowe znajomości są oderwane od kontekstu. Można wyszukać osobę w wyszukiwarce, ocenić jej preferencje, gust, wartości i wygląd. Potem zdecydować czy chce się zobaczyć w realu. A jeśli nie... to szukamy dalej, może pojawi się ‘nowy egzemplarz’. Anonimowość, łatwość w pozbywaniu się zobowiązań, nie podejmowanie odpowiedzialności. Przerażające. Tyle mamy możliwości poznawania, możemy robić wiele rzeczy co raz szybciej, ale co raz mniej czasu mamy na życie, na spędzanie czasu z bliskimi. Do wygody i samotności można się przyzwyczaić. Albo do wygody i przyjemności.
Kiedyś ludzie mieszkali, żyli w większych skupiskach i byli sobie nawzajem potrzebni, każdy pełnił jakąś rolę w społeczności, u Indian np. ludzie wiążą się w związki, żyją w społecznościach, bo bycie w związku to kwestia życia lub śmierci (tak i dla kobiet, jak i dla mężczyzn). Teraz ja np. mogę żyć samodzielnie i przeżyję. Nie muszę się godzić na warunki, które uważam za złe, nie muszę żyć z kimś żeby przetrwać czy zadowolić swoją grupę społeczną itp. Wielu młodych ludzi jest w takiej sytuacji jak ja, i są sami. Takie mam refleksje ostatnio, dość realistyczne.. A może po prostu przeżywam kolejny etap wczesnej dorosłości, a wspomnienia z życia w małych miastach, niezbyt pięknie komponują się z życiem w dużym mieście jakim jest Warszawa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz