Wybrałam się dzisiaj na wystawę fotograficzną do Muzeum Etnograficznego. Zachęciła mnie informacja w internecie, brzmiało super: Zdjęcia z Meksyku autorstwa archeolog Lindy Lasky. Wystawa mieściła się w jednym pomieszczeniu, zawierała kilkadziesiąt prac (ale mniej niż 40). No i rozczarowałam się. Piękniejsze, cudowniejsze fotki można znaleźć na tysiącach blogach podróżniczych w sieci.
Pozostałam również z zupełnie inną refleksją. Otóż obok wystawy pni Lasky są wystawy stałe, m.in. Polskie stroje ludowe, Rękodzieło i rzemiosło ludowe, Polskie obrzędy doroczne. Gabloty były stare i w pomieszczeniach brzydko pachniało. Stroje wyglądały nieładnie, jakby zmurszałe i lada chwila miały się rozlecieć, inne przedmioty również. Panie pilnujące wystaw były stympatyczne, ale było to chyba ich pierwsze i ostatnie miejsce zatrudnienia, rozmawiały o wydarzeniach rodzinnych i trzeba było przeprosić, by przejść pomiędzy nimi do kolejnego pomieszczenia, potykając się o ich nogi obute w kapcie.
Przypomniało mi się Field Museum of Natural History w Chicago oraz Natural History w Nowym Jorku. Po tamtym zwiedzaniu dyskusjom nie było końca i nie mogłam spać z wrażenia długo, po wizycie w naszym muzeum spać poszłabym natychmiast gdyby nie to, że było południe. Szkoda, qurcze, no... :((
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz