Jutro wylatuję do NYC. Sama :) nieźle...:) [proszę trzymać kciuki ;)]. I znikam na miesiąc.
Przynajmniej już mam doświadczenie, że po drugiej stronie oceanu rzeczywiście coś jest:) Z powodu ograniczonej ilości dni wolnych, pracuję do ostatniego dnia. Ne mogę uwierzyć, że to już już, prawie! W międzyczasie jak ogarniał mnie jakiś stres, czytałam o parkach w których będziemy, o bizonach, misiach, górach, lodowcach, bezdrożach i od razu się nakręcałam pozytywnie. Jakoś nie mogę jeszcze uwierzyć, że jadę spełnić jedno ze swoich marzeń. A właściwie ono jakoś tak samo do mnie przyszło. Ja tylko podjęłam decyzję, poruszyłam złoża w banku, kliknęłam parę razy myszką (światłowody są jak myślenie życzeniowe, załatwiają bilety, rezerwacje itp. :)). Jeszcze tylko muszę znaleźć program do pakowania rzeczy do plecaka!
A w NY spotkanie z trójką współpodróżników i heja ;D lecimy dalej
-> Salt Lake City -> Grand Teton NP -> Yellowstone NP -> Crater Lake NP -> San Francisco -> Yosemite NP -> Sequoia and Kings Canyon NP - > Big Sur -> LA -> San Diego -> Grand Canyon -> Antelope Canyon -> Zion NP i Bryce NP -> Salt Lake City -> NYC
Taki jest plan, czy taki zrealizujemy? Zobaczymy :) Nie mogę uwierzyć, że to już jutro!!! Niech mnie ktoś uszczypnie :)))))
Tyle razy ludzie życzli mi na urodziny - Spełnienia marzeń! No i to wcale nie jest czcze gadanie :D!!
ps. nie uda się przenocować na dnie Wielkiego Kanionu, bo rezerwacji nie załatwiliśmy na czas :( [czyli Wielka Wtopa]. Pozwolenie załatwia się tylko tradycjną pocztą lub faxem. Światłowody jeszcze tam nie dotarły :>
czwartek, 20 sierpnia 2009
wtorek, 18 sierpnia 2009
Niedźwiedź grizzly czy czarny


Okazuje się, że kolor niedźwiedzi jest mylący - oba gatunki mogą mieć futro od koloru jasnego po czarny.
W Parku Narodowym Grand Teton jest duża szansa spotkania niedźwiedzia, to 'kraina niedźwiedzi' (bear country). Na stronie parku jest ciekawa notatka co robić, kiedy się napotka niedźwiedzia. O dreszcze przyprawił mnie fragment, który opisuje sposób 'na trupa'. Nie wiem czy tak potrafię ;D Obawiam się, że jeśli nam się to przytrafi (odpukać!!) mogłabym pęknąć ze śmiechu (naturalnie ze strachu). Chociaż byłoby co opowiadać...
W Parku Narodowym Grand Teton jest duża szansa spotkania niedźwiedzia, to 'kraina niedźwiedzi' (bear country). Na stronie parku jest ciekawa notatka co robić, kiedy się napotka niedźwiedzia. O dreszcze przyprawił mnie fragment, który opisuje sposób 'na trupa'. Nie wiem czy tak potrafię ;D Obawiam się, że jeśli nam się to przytrafi (odpukać!!) mogłabym pęknąć ze śmiechu (naturalnie ze strachu). Chociaż byłoby co opowiadać...
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
sobota, 15 sierpnia 2009
Dobre strony różnic czasowych
Jak fajnie jest przygotowywać coś dla kogoś, kto mieszka na zachód od Europy. U nas jest już sobota 12.00 a tam... hellouu, jeszcze śpią sobie w najlepsze i chrapią (6 godzin różnicy), a ja mam 6 godzin więcej na przygotowanie czegoś :) jaki komfort.
Miło byłoby mieć szefa np. w NYC. Np. na przygotowanie raportu zawsze o 6 godzin więcej, hehe.
Miło byłoby mieć szefa np. w NYC. Np. na przygotowanie raportu zawsze o 6 godzin więcej, hehe.
Brrrrrrrr
Wczorajsze testy tylko potwierdziły to co podejrzewałam. Pani alergolog - taaaak... (chodziło jej o wielkość plamy na pokłutym przedramieniu). Mega uczulenie na roztocza. Ja- co mogę z tym zrobić jeśli chodzi o profilaktykę domową? Pani lekarz - w zasadzie nic, kilkuletnie odczulanie, inaczej astma oskrzelowa. ROZTOCZA SĄ WSZĘDZIE.To paskudne zdanie spowodowało, że już inaczej patrzę na moje otoczenie. Na moje wygodne mebelki, turkusowe firanki (a jak z nich zeskoczy na mnie taki roztocz?). Generalnie zrobiło się niemiło. Niemiła świadomość, że są one WSZĘDZIE. Ach gdyby tak być uczulonym na kota. Wyeliminować jednego kota - to byłoby to znacznie prostsze... :(
piątek, 14 sierpnia 2009
Ubrania atakują
środa, 12 sierpnia 2009
Las i los - przedrostki wielkich miast
Czytając, oglądając zdjęcia myślę, że najchętniej ominęłabym wszystkie duże miasta. Najbardziej fascynują mnie Yellowstone, Yosemite, Big Sur, no i Utah i Arizona. Właściwie cała przyroda mnie fascynuje bardziej niż kiedykolwiek. Las Vegas oczywiście pominiemy - takie widowiska są zbyteczne, gdy ma się do wyboru nocleg w kanionie lub innym dzikim miejscu. Może dlatego czuję taką chęć ucieczki od wielkich miast, bo mieszkam w Warszawie. I czas wypocząć w zupełnie odmiennych warunkach.
Okazuje się, że Arizona jest najbardziej indiańska wśród stanów. Wiem, że Amerykanie uważają, że indanie potrafią tylko dłubać w nosie, ale teraz gdy miałam możliwość czytania sposobu kolonizacji tych obszarów przestałam się dziwić, że ich energia została tak stłamszona. Wybici, zepchnięci ze swoich terenów i zderzeni z inną kulturą, która próbowała i nadal próbuje ich zmienić. Wiele parków w okolicy Grand Canyon jest trudno dostępnych, gdyż wciąż brak możliwości dojazdów (indianie nie chcą zgodzić się na budowę drogi lub kolei, chroniąc w ten sposób teren przed turystami i zachowując nimi kontrolę). Tam gdzie można dojechać (do przepięknych rzadko uczęszczanych kanionów, wodospadów), często trzeba korzystać z usług przewodnika. Myślę, że chętnie zapuściłabym się w jedno z takich miejsc i chętnie zapłaciłabym za to dodatkowe pieniądze. Wiem, że na bezdrożach i pustyniach Nevady i Arizony Amerykanie testują broń, wojsko, samoloty i inne takie nowoczesne rzeczy. I w tym samym stanie są wioski, w których ludzie żyją jak 100 lat temu, albo i dłużej. Dziwaczna koegzystencja.
Okazuje się, że Arizona jest najbardziej indiańska wśród stanów. Wiem, że Amerykanie uważają, że indanie potrafią tylko dłubać w nosie, ale teraz gdy miałam możliwość czytania sposobu kolonizacji tych obszarów przestałam się dziwić, że ich energia została tak stłamszona. Wybici, zepchnięci ze swoich terenów i zderzeni z inną kulturą, która próbowała i nadal próbuje ich zmienić. Wiele parków w okolicy Grand Canyon jest trudno dostępnych, gdyż wciąż brak możliwości dojazdów (indianie nie chcą zgodzić się na budowę drogi lub kolei, chroniąc w ten sposób teren przed turystami i zachowując nimi kontrolę). Tam gdzie można dojechać (do przepięknych rzadko uczęszczanych kanionów, wodospadów), często trzeba korzystać z usług przewodnika. Myślę, że chętnie zapuściłabym się w jedno z takich miejsc i chętnie zapłaciłabym za to dodatkowe pieniądze. Wiem, że na bezdrożach i pustyniach Nevady i Arizony Amerykanie testują broń, wojsko, samoloty i inne takie nowoczesne rzeczy. I w tym samym stanie są wioski, w których ludzie żyją jak 100 lat temu, albo i dłużej. Dziwaczna koegzystencja.
Z okiem mucha nie ma szans
Z serii: abstrakcyjnie na fali głupawki przed Wielkim Pakowaniem do usa
W ramach treningu przed podróżą wracałam dziś z pracy do domu piechotą. Trwało to może z 1.5 godziny. W każdym razie w połowie trasy, tam gdzie parki zawracają, wleciała mi do oka mucha. Okropnie bolesne zderzenie. Nic nie widziałam, mucha była gigantyczna i wyleźć nie chciała. I odruchowo weszłam do jedynego w okolicy sklepiku, bez wahania zapytałam czy ktoś ma lusterko. Jedna staruszka podała mi lusterko mówiąc, że jedna część jego powiększa, a druga zmniejsza. Wyjęłam duże nieżywe już stworzenie z oka. Niesamowicie bolało. Oddałam lusterko z wielkim podziękowaniem (nie wiem co zrobiłabym bez niego).
A staruszka: tak to już jest z muchami.
A staruszka: tak to już jest z muchami.
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Jak dwa kamienie
'Bliska więź z innymi temperuje złudzenia, ze wiemy o sobie i świecie wystarczająco dużo albo wszystko. To trochę tak jak umieścić dwa nieobrobione kamienie w niewielkim pojemniku i długo nimi potrząsać. W rezultacie kamienie zaczną tracić ostre krawędzie i nabiorą gładkich, szlachetnych kształtów. Pojedynczy kamień ma wprawdzie wygodniej, ale niewiele się z nim dzieje. Wygoda to zgubny projekt na życie'
(fragment wywiadu W. Eichelbergera z R. Dziurdzikowską)
<- wstecz
Właśnie wróciłam z Wrocławia. Spotkałam się z M i Ł. Było mega super fantastycznie.
Nie widzieliśmy się z 2 i 3 lata, ale po pięciu minutach już się czułam z nimi jak na studiach. Porozrzucało nas po Polsce, Europie, a nawet za oceanem. Zmieniliśmy się i jednocześnie się nie zmieniliśmy. Udało nam się odtworzyć na chwilę beztroskę ze studiów!
Nasza 'paczka' składała się z ludzi, którzy do domów mieli bardzo daleko i dlatego spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu, przez 5 lat zgromadziliśmy mnóstwo wspomnień, które chyba tylko dla nas mają jakieś znaczenie i śmieszą. Ale napiszę :)
Sigmunta wkurzały nasze spleśniałe jogurty w lodówce; zepsuliśmy gilotynę, którą mieliśmy pociąć tysiące ulotek na Aktualia; chłopcy gotowali, a my z M walczyłyśmy z wizją kury domowej; swoje dzieci 'do obserwacji' półtorarocznej na psychologię rozwojową znaleźliśmy (dosłownie) na placu zabaw, i każdy wybrał sobie dziecko, nim jeszcze podeszliśmy do ich mamy zapytać czy możemy odwiedziać ich w domu; na imprezach w naszym mieszkaniu pojawiali się różni ludzie, m.in. człowiek pająk, który chodził po ścianach, kolega z 2 metrową tubą, który potem szedł na nocleg do lasu; T piekła cudowną szarlotkę; P na egzaminie próbował policzyć na palcach zmysły, bo nie uczył się wcześniej, a prof. do niego ' ale proszę pana, zmysłów jest 14 tys.', ja akompaniowałam w teatrze dla totalnie niezdyscyplinowanych aktorów; prof. od filozofii wyszła z egzaminu, bo śmialiśmy się z podobizny Pitagorasa; zrobiliśmy nawet prawdziwy kulig za miastem;
Tysiące drobiazgów, wydarzeń, abstrakcyjnych żartów i głupot! Mnóstwo fantastycznych niepowtarzalnych, zaangażowanych ludzi.
A wystarczyło 1,5 dnia, trójka osób i tysiące nieużywanych neuronów natychmiast zaskoczyło.
Nie widzieliśmy się z 2 i 3 lata, ale po pięciu minutach już się czułam z nimi jak na studiach. Porozrzucało nas po Polsce, Europie, a nawet za oceanem. Zmieniliśmy się i jednocześnie się nie zmieniliśmy. Udało nam się odtworzyć na chwilę beztroskę ze studiów!
Nasza 'paczka' składała się z ludzi, którzy do domów mieli bardzo daleko i dlatego spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu, przez 5 lat zgromadziliśmy mnóstwo wspomnień, które chyba tylko dla nas mają jakieś znaczenie i śmieszą. Ale napiszę :)
Sigmunta wkurzały nasze spleśniałe jogurty w lodówce; zepsuliśmy gilotynę, którą mieliśmy pociąć tysiące ulotek na Aktualia; chłopcy gotowali, a my z M walczyłyśmy z wizją kury domowej; swoje dzieci 'do obserwacji' półtorarocznej na psychologię rozwojową znaleźliśmy (dosłownie) na placu zabaw, i każdy wybrał sobie dziecko, nim jeszcze podeszliśmy do ich mamy zapytać czy możemy odwiedziać ich w domu; na imprezach w naszym mieszkaniu pojawiali się różni ludzie, m.in. człowiek pająk, który chodził po ścianach, kolega z 2 metrową tubą, który potem szedł na nocleg do lasu; T piekła cudowną szarlotkę; P na egzaminie próbował policzyć na palcach zmysły, bo nie uczył się wcześniej, a prof. do niego ' ale proszę pana, zmysłów jest 14 tys.', ja akompaniowałam w teatrze dla totalnie niezdyscyplinowanych aktorów; prof. od filozofii wyszła z egzaminu, bo śmialiśmy się z podobizny Pitagorasa; zrobiliśmy nawet prawdziwy kulig za miastem;
Tysiące drobiazgów, wydarzeń, abstrakcyjnych żartów i głupot! Mnóstwo fantastycznych niepowtarzalnych, zaangażowanych ludzi.
A wystarczyło 1,5 dnia, trójka osób i tysiące nieużywanych neuronów natychmiast zaskoczyło.
piątek, 7 sierpnia 2009
**

Wczoraj R mi zaimponował. Uczy mnie hiszpańskiego i koncentrujemy się na nauce języka, ale pomiędzy gramatyką i ćwiczeniami wymieniamy trochę prywatnych newsów, i czasem coś daje mi do myślenia.
Więc postanowił zostać w Polsce na dodatkowe dwa lata (a miał być tu na ok rok). Wraca do Brazylii tylko na moment, by odnowić wizę i jak się uda zaczyna iberystykę (magistra). No i postanowił podejść do jakiegoś państwego egzaminu z polskiego, by zostać tłumaczem i nauczycielem. A zaczął naukę polskiego z 10 msc-y temu. Skubany jest tak zdeterminowany i radosny, i zadowolony, zakuwa tę polską gramatykę i jeszcze to lubi! Śmieje się ze mnie jak pocę się przy trybie rozkazującym i czasach hiszpańskich. Lubi pokazywać mi wyjątki od jakiejś reguły, a potem dodaje 'i am sorry' :) Mówi, że ma podobnie z naszymi słówkami, dla niego na razie nie do odróżnienia są wyrazy - 'podjechał, zjechał, wyjechał, rozjechał, wjechał, nadjechał' :) I wtedy ja z podobnym uśmiechem mogę powiedzieć mu to samo, co on mi mówi: ' z czasem załapiesz i będzie ci wychodzić naturalnie' :)
Chciałabym wiedzieć, co sprawia, że niektórzy ludzie mają taką pasjonacką naturę? I do tego jeszcze zarażają innych. Wiara w siebie, wytrwałość, optymizm czy coś innego? No i gdzie to można dostać? :)
Więc postanowił zostać w Polsce na dodatkowe dwa lata (a miał być tu na ok rok). Wraca do Brazylii tylko na moment, by odnowić wizę i jak się uda zaczyna iberystykę (magistra). No i postanowił podejść do jakiegoś państwego egzaminu z polskiego, by zostać tłumaczem i nauczycielem. A zaczął naukę polskiego z 10 msc-y temu. Skubany jest tak zdeterminowany i radosny, i zadowolony, zakuwa tę polską gramatykę i jeszcze to lubi! Śmieje się ze mnie jak pocę się przy trybie rozkazującym i czasach hiszpańskich. Lubi pokazywać mi wyjątki od jakiejś reguły, a potem dodaje 'i am sorry' :) Mówi, że ma podobnie z naszymi słówkami, dla niego na razie nie do odróżnienia są wyrazy - 'podjechał, zjechał, wyjechał, rozjechał, wjechał, nadjechał' :) I wtedy ja z podobnym uśmiechem mogę powiedzieć mu to samo, co on mi mówi: ' z czasem załapiesz i będzie ci wychodzić naturalnie' :)
Chciałabym wiedzieć, co sprawia, że niektórzy ludzie mają taką pasjonacką naturę? I do tego jeszcze zarażają innych. Wiara w siebie, wytrwałość, optymizm czy coś innego? No i gdzie to można dostać? :)
środa, 5 sierpnia 2009
..
Nie jest łatwo wrócić po kilkudniowym urlopie do pracy, kiedy za 2 tygodnie Wielka Wyprawa i tyle jeszcze przygotowań. Ale miło było zobaczyć się z ludźmi z pracy i zobaczyć karteczkę od szefowej 'cieszymy się, że jesteś już dziś z nami w pracy' (takie kartki to normalka w Warszawie, tak słyszałam, zwłaszcza w korporacjach :P...).
W każdym razie ilość rzeczy do załatwienia i problemów większa niż zwykle, myśli krążą jak natrętne owady i tłoczą się w głowie jak ściśnięta ciemna włóczka (nieczesana [żeby było bardziej dramatycznie]).
Są takie chwile, że myślisz, że już nie wytrzymasz. Że trzeba do kogoś zadzwonić, ale z drugiej strony tak jakoś głupio. Powiedzieć, że się wróciło z urlopu i ciężko jest? Że się ma pracę, jest się zdrowym, wszystko OK, ale ciężko...
No więc trzeba było coś zaradzić. Spróbowałam wyłowić nurtującą mnie myśl nr 1 z kłębka pozostałych (ale teraz poważnie mówiąc).
Koncentracja i problem idzie na warsztat. Myślę jak go rozwiązać. Niestety w międzyczasie myśli 2 i 3, nawet 4 wkręcają się i zapominam o 1!! I tak parę razy. Powracamy do 1. Nie jest to łatwe, robić rzeczy po kolei, myśleć po kolei, do końca, krok po kroku, i nie rozpraszając się.
Trochę mi się udało rozładować korek myślowy. Zrobiło się luźniej. Ale autentycznie wymagało to wysiłku. Każda myśl - problem musi mieć swój czas. Chyba jak dziecko. Nieco pomogło. I na koniec song na uspokojenie myśli.
[ktoś mi kiedyś przesłał tę piosenkę - 'wschodząca gwiazda polskiego jazzu'; jeśli wierzyć temu, co piszą gazety ;)]
W każdym razie ilość rzeczy do załatwienia i problemów większa niż zwykle, myśli krążą jak natrętne owady i tłoczą się w głowie jak ściśnięta ciemna włóczka (nieczesana [żeby było bardziej dramatycznie]).
Są takie chwile, że myślisz, że już nie wytrzymasz. Że trzeba do kogoś zadzwonić, ale z drugiej strony tak jakoś głupio. Powiedzieć, że się wróciło z urlopu i ciężko jest? Że się ma pracę, jest się zdrowym, wszystko OK, ale ciężko...
No więc trzeba było coś zaradzić. Spróbowałam wyłowić nurtującą mnie myśl nr 1 z kłębka pozostałych (ale teraz poważnie mówiąc).
Koncentracja i problem idzie na warsztat. Myślę jak go rozwiązać. Niestety w międzyczasie myśli 2 i 3, nawet 4 wkręcają się i zapominam o 1!! I tak parę razy. Powracamy do 1. Nie jest to łatwe, robić rzeczy po kolei, myśleć po kolei, do końca, krok po kroku, i nie rozpraszając się.
Trochę mi się udało rozładować korek myślowy. Zrobiło się luźniej. Ale autentycznie wymagało to wysiłku. Każda myśl - problem musi mieć swój czas. Chyba jak dziecko. Nieco pomogło. I na koniec song na uspokojenie myśli.
[ktoś mi kiedyś przesłał tę piosenkę - 'wschodząca gwiazda polskiego jazzu'; jeśli wierzyć temu, co piszą gazety ;)]
wtorek, 4 sierpnia 2009
Łooowiecki
czwartek, 30 lipca 2009
Liczę godziny
do pierwszego urlopu w tym roku. Przez ostatnie dni płynęłam w kierunku brzegu lekko wykrzywionym kraulem, i ostatnimi podrygami żabki.
A mówiąc po polsku - dostaję szału! Chcę przerwy!!
Urlop Island już się majaczy na horyzoncie ;)
A mówiąc po polsku - dostaję szału! Chcę przerwy!!
Urlop Island już się majaczy na horyzoncie ;)
Joga
Ten temat jakoś nie wpisuje się w konwencję tego bloga, w tym temacie mnie nic nie zachwyca, nie jest lekkie ani przyjemnie.
Co jakiś czas intensywnie powracają do mnie myśli o mojej przyjaciółce z dawnych lat. Najlepszej. Takiej przyjaźni wyłącznej, jaką mogą stworzyć dorastające dziewczyny. Z paru powodów przyjaźń ta się skończyła i przez wiele lat nie mogłam tego odżałować. A może się nie skończyła? Życie pokaże.
W każdym razie nigdy nie miałam potrzeby mieszać w duchowości w celu poszukiwania spokoju, szczęścia i radości. M natomiast mieszała w tym kociołku próbując różnych dróg orientalnych, dodając przypraw dość pikantnych i niezrozumiałych dla mnie. Parę lat później pokłóciłyśmy się o duszę. Moja najdziwniejsza kłótnia... Po powrocie z zajęć, o nazwie regresing M uznała, że dusza wędruje i każdy może zobaczyć siebie w innym wcieleniu. Natomiast ja mając wiedzę jedynie ze studiów nt. poglądów św. Tomasza i Augustyna przypomniałam sobie, że ci panowie napisali, że dusza jest jednostkowa – przypisana do konkretnego ciała. M się to nie spodobało i powiedziała, że powinnam zacząć myśleć samodzielnie, a nie kierować się czyimiś opiniami (mając na myśli Tomasza i Arystotelesa).
Różnice światopoglądowe stały się może nie przeszkodą, ale jakby przestałyśmy ‘patrzeć w tym samym kierunku’.
M została m.in. instruktorem hatha jogi. To niejako spowodowało, że zaczęłam się interesować, czy to tylko ćwiczenia, czy można praktykować tylko dla sportu, czy ma to jakiś inny wpływ na ludzi, czy ludzie Zachodu wpisują się w to ‘coś’, czy można to łączyć z chrześcijaństwem. I dlaczego ona w czasie praktykowania jogi uzyskała zdolności uzdrawiania i telepatii? To raczej z troski o nią wypływało, bo sama jogą się nie interesowałam, wolę rower, basen, capoierę.
Więc jaki wpływ joga może mieć na ludzi, którzy traktują ja tylko dla sportu?
Szukając wiadomości na ten temat natknęłam się na artykuł o. Verlinde.
Pisze on: ‘wszelkie ćwiczenia jogi - jakkolwiek niewinnie by wyglądały - mają na celu jedno i tylko jedno: odblokować kundalini, aby zaczęło „iść w górę".
Rozmawiając o tym z pewnym guru w Indiach, zapytałem go:
„Co sądzicie o jodze praktykowanej na Zachodzie, niby w celu odprężenia się?”
Zaczął się śmiać i powiedział:
„Niech ćwiczą. Kundalini odblokuje się, nawet gdyby wszystko robili tylko dla zrelaksowania się.”
W jego przekonaniu odblokowanie się kundalini uchodzi oczywiście za coś dobrego. Skutek więc pojawi się. Będzie trwały. Może podejście będzie dłuższe, ale skutek pozostanie’.
A moje własne pomysły dotyczące tego tematu, dotyczą analogii do badań psychologicznych. Skoro pozycje ciała, mimika twarzy – generują emocje (Ekman). Czyli ciało działa na emocje. To pozycje jogi (opracowywane przez tyle lat przez znających się ‘na rzeczy’ indyjskich mistrzów) mogą przecież wpływać na duchowość? Skoro człowiek to byt cielesno-psychiczno-duchowy.
Ja nie mieszam w tym kociołku. Chociaż mam dużą potrzebę wrażeń i różnorodności, to coś mi podpowiada, że w duchowości lepiej zachować zasadę prostoty i elegancji, jak Coco Chanel w modzie.
Co jakiś czas intensywnie powracają do mnie myśli o mojej przyjaciółce z dawnych lat. Najlepszej. Takiej przyjaźni wyłącznej, jaką mogą stworzyć dorastające dziewczyny. Z paru powodów przyjaźń ta się skończyła i przez wiele lat nie mogłam tego odżałować. A może się nie skończyła? Życie pokaże.
W każdym razie nigdy nie miałam potrzeby mieszać w duchowości w celu poszukiwania spokoju, szczęścia i radości. M natomiast mieszała w tym kociołku próbując różnych dróg orientalnych, dodając przypraw dość pikantnych i niezrozumiałych dla mnie. Parę lat później pokłóciłyśmy się o duszę. Moja najdziwniejsza kłótnia... Po powrocie z zajęć, o nazwie regresing M uznała, że dusza wędruje i każdy może zobaczyć siebie w innym wcieleniu. Natomiast ja mając wiedzę jedynie ze studiów nt. poglądów św. Tomasza i Augustyna przypomniałam sobie, że ci panowie napisali, że dusza jest jednostkowa – przypisana do konkretnego ciała. M się to nie spodobało i powiedziała, że powinnam zacząć myśleć samodzielnie, a nie kierować się czyimiś opiniami (mając na myśli Tomasza i Arystotelesa).
Różnice światopoglądowe stały się może nie przeszkodą, ale jakby przestałyśmy ‘patrzeć w tym samym kierunku’.
M została m.in. instruktorem hatha jogi. To niejako spowodowało, że zaczęłam się interesować, czy to tylko ćwiczenia, czy można praktykować tylko dla sportu, czy ma to jakiś inny wpływ na ludzi, czy ludzie Zachodu wpisują się w to ‘coś’, czy można to łączyć z chrześcijaństwem. I dlaczego ona w czasie praktykowania jogi uzyskała zdolności uzdrawiania i telepatii? To raczej z troski o nią wypływało, bo sama jogą się nie interesowałam, wolę rower, basen, capoierę.
Więc jaki wpływ joga może mieć na ludzi, którzy traktują ja tylko dla sportu?
Szukając wiadomości na ten temat natknęłam się na artykuł o. Verlinde.
Pisze on: ‘wszelkie ćwiczenia jogi - jakkolwiek niewinnie by wyglądały - mają na celu jedno i tylko jedno: odblokować kundalini, aby zaczęło „iść w górę".
Rozmawiając o tym z pewnym guru w Indiach, zapytałem go:
„Co sądzicie o jodze praktykowanej na Zachodzie, niby w celu odprężenia się?”
Zaczął się śmiać i powiedział:
„Niech ćwiczą. Kundalini odblokuje się, nawet gdyby wszystko robili tylko dla zrelaksowania się.”
W jego przekonaniu odblokowanie się kundalini uchodzi oczywiście za coś dobrego. Skutek więc pojawi się. Będzie trwały. Może podejście będzie dłuższe, ale skutek pozostanie’.
A moje własne pomysły dotyczące tego tematu, dotyczą analogii do badań psychologicznych. Skoro pozycje ciała, mimika twarzy – generują emocje (Ekman). Czyli ciało działa na emocje. To pozycje jogi (opracowywane przez tyle lat przez znających się ‘na rzeczy’ indyjskich mistrzów) mogą przecież wpływać na duchowość? Skoro człowiek to byt cielesno-psychiczno-duchowy.
Ja nie mieszam w tym kociołku. Chociaż mam dużą potrzebę wrażeń i różnorodności, to coś mi podpowiada, że w duchowości lepiej zachować zasadę prostoty i elegancji, jak Coco Chanel w modzie.
wtorek, 28 lipca 2009
Hihi

Z serii: kiedy czasem coś nie styka na łączach :P
Koleżanka O była z mężem w sklepie spożywczym, w którym kupili lody. Mąż koleżanki oblizał loda do samego patyka, na którym pojawił się napis ‘Lodożerco wygrałeś Big Milk'a’. Bardzo się ucieszyli. Mąż koleżanki wstąpił więc ponownie do sklepu i odebrał nagrodę – nowego Big Milka :)!
Zjadł loda, a na patyku pojawił się napis... ‘Lodożerco wygrałeś Big Milk'a’!!
Mąż koleżanki patrząc na patyk do żony: ale ja już naprawdę nie mogę, nie dam rady, już więcej lodów nie zmieszczę, nie chcę loda!!
Patyk wyrzucili do śmietnika, wrócili do domu.
A w domu ktoś wpadł na pomysł, że patyk można zachować na później i wymienić na loda wtedy, kiedy ma się na niego ochotę :)
Koleżanka O była z mężem w sklepie spożywczym, w którym kupili lody. Mąż koleżanki oblizał loda do samego patyka, na którym pojawił się napis ‘Lodożerco wygrałeś Big Milk'a’. Bardzo się ucieszyli. Mąż koleżanki wstąpił więc ponownie do sklepu i odebrał nagrodę – nowego Big Milka :)!
Zjadł loda, a na patyku pojawił się napis... ‘Lodożerco wygrałeś Big Milk'a’!!
Mąż koleżanki patrząc na patyk do żony: ale ja już naprawdę nie mogę, nie dam rady, już więcej lodów nie zmieszczę, nie chcę loda!!
Patyk wyrzucili do śmietnika, wrócili do domu.
A w domu ktoś wpadł na pomysł, że patyk można zachować na później i wymienić na loda wtedy, kiedy ma się na niego ochotę :)
poniedziałek, 27 lipca 2009
Kulturalnie

W sobotę pijąc kawkę w Kafce (jakie fajne miejsce! można kupić książki na kilogramy) zobaczyłam plakat imprezy Art Park a na nim kolejne rzeczy, którymi można się zainteresować w wolnym czasie w sierpniu.
I jeśli będę w tym czasie w mieście :) wezmę pod uwagę: koncert Max Klezmer Band, recital Magdy Umer, koncert muzyki brazylijskiej, koncert Pink Freud, może kino letnie Cesarzowa.
Tutaj dzieje się tyle rzeczy, że większość odkrywam przypadkiem. Najfajniej odkryć te koncerty na które jest wstęp wolny, a jak ;) Chociaż jakiś czas temu chciałam kupić bilet na koncert, jak poważny, dorosły człowiek. Wybrałam koncert AMJopek, ale kupić biletu nie zdążyłam - parę godzin po tym jak dostałam newslettera (w tym czasie wysłałam maila do znajomych i czekałam na odpowiedź kto ma ochotę się wybrać) - bilety były już wyprzedane.
I jeśli będę w tym czasie w mieście :) wezmę pod uwagę: koncert Max Klezmer Band, recital Magdy Umer, koncert muzyki brazylijskiej, koncert Pink Freud, może kino letnie Cesarzowa.
Tutaj dzieje się tyle rzeczy, że większość odkrywam przypadkiem. Najfajniej odkryć te koncerty na które jest wstęp wolny, a jak ;) Chociaż jakiś czas temu chciałam kupić bilet na koncert, jak poważny, dorosły człowiek. Wybrałam koncert AMJopek, ale kupić biletu nie zdążyłam - parę godzin po tym jak dostałam newslettera (w tym czasie wysłałam maila do znajomych i czekałam na odpowiedź kto ma ochotę się wybrać) - bilety były już wyprzedane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
