Czytając, oglądając zdjęcia myślę, że najchętniej ominęłabym wszystkie duże miasta. Najbardziej fascynują mnie Yellowstone, Yosemite, Big Sur, no i Utah i Arizona. Właściwie cała przyroda mnie fascynuje bardziej niż kiedykolwiek. Las Vegas oczywiście pominiemy - takie widowiska są zbyteczne, gdy ma się do wyboru nocleg w kanionie lub innym dzikim miejscu. Może dlatego czuję taką chęć ucieczki od wielkich miast, bo mieszkam w Warszawie. I czas wypocząć w zupełnie odmiennych warunkach.
Okazuje się, że Arizona jest najbardziej indiańska wśród stanów. Wiem, że Amerykanie uważają, że indanie potrafią tylko dłubać w nosie, ale teraz gdy miałam możliwość czytania sposobu kolonizacji tych obszarów przestałam się dziwić, że ich energia została tak stłamszona. Wybici, zepchnięci ze swoich terenów i zderzeni z inną kulturą, która próbowała i nadal próbuje ich zmienić. Wiele parków w okolicy Grand Canyon jest trudno dostępnych, gdyż wciąż brak możliwości dojazdów (indianie nie chcą zgodzić się na budowę drogi lub kolei, chroniąc w ten sposób teren przed turystami i zachowując nimi kontrolę). Tam gdzie można dojechać (do przepięknych rzadko uczęszczanych kanionów, wodospadów), często trzeba korzystać z usług przewodnika. Myślę, że chętnie zapuściłabym się w jedno z takich miejsc i chętnie zapłaciłabym za to dodatkowe pieniądze. Wiem, że na bezdrożach i pustyniach Nevady i Arizony Amerykanie testują broń, wojsko, samoloty i inne takie nowoczesne rzeczy. I w tym samym stanie są wioski, w których ludzie żyją jak 100 lat temu, albo i dłużej. Dziwaczna koegzystencja.
Okazuje się, że Arizona jest najbardziej indiańska wśród stanów. Wiem, że Amerykanie uważają, że indanie potrafią tylko dłubać w nosie, ale teraz gdy miałam możliwość czytania sposobu kolonizacji tych obszarów przestałam się dziwić, że ich energia została tak stłamszona. Wybici, zepchnięci ze swoich terenów i zderzeni z inną kulturą, która próbowała i nadal próbuje ich zmienić. Wiele parków w okolicy Grand Canyon jest trudno dostępnych, gdyż wciąż brak możliwości dojazdów (indianie nie chcą zgodzić się na budowę drogi lub kolei, chroniąc w ten sposób teren przed turystami i zachowując nimi kontrolę). Tam gdzie można dojechać (do przepięknych rzadko uczęszczanych kanionów, wodospadów), często trzeba korzystać z usług przewodnika. Myślę, że chętnie zapuściłabym się w jedno z takich miejsc i chętnie zapłaciłabym za to dodatkowe pieniądze. Wiem, że na bezdrożach i pustyniach Nevady i Arizony Amerykanie testują broń, wojsko, samoloty i inne takie nowoczesne rzeczy. I w tym samym stanie są wioski, w których ludzie żyją jak 100 lat temu, albo i dłużej. Dziwaczna koegzystencja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz