czwartek, 30 lipca 2009

Liczę godziny

do pierwszego urlopu w tym roku. Przez ostatnie dni płynęłam w kierunku brzegu lekko wykrzywionym kraulem, i ostatnimi podrygami żabki.
A mówiąc po polsku - dostaję szału! Chcę przerwy!!

Urlop Island już się majaczy na horyzoncie ;)

Joga

Ten temat jakoś nie wpisuje się w konwencję tego bloga, w tym temacie mnie nic nie zachwyca, nie jest lekkie ani przyjemnie.
Co jakiś czas intensywnie powracają do mnie myśli o mojej przyjaciółce z dawnych lat. Najlepszej. Takiej przyjaźni wyłącznej, jaką mogą stworzyć dorastające dziewczyny. Z paru powodów przyjaźń ta się skończyła i przez wiele lat nie mogłam tego odżałować. A może się nie skończyła? Życie pokaże.
W każdym razie nigdy nie miałam potrzeby mieszać w duchowości w celu poszukiwania spokoju, szczęścia i radości. M natomiast mieszała w tym kociołku próbując różnych dróg orientalnych, dodając przypraw dość pikantnych i niezrozumiałych dla mnie. Parę lat później pokłóciłyśmy się o duszę. Moja najdziwniejsza kłótnia... Po powrocie z zajęć, o nazwie regresing M uznała, że dusza wędruje i każdy może zobaczyć siebie w innym wcieleniu. Natomiast ja mając wiedzę jedynie ze studiów nt. poglądów św. Tomasza i Augustyna przypomniałam sobie, że ci panowie napisali, że dusza jest jednostkowa – przypisana do konkretnego ciała. M się to nie spodobało i powiedziała, że powinnam zacząć myśleć samodzielnie, a nie kierować się czyimiś opiniami (mając na myśli Tomasza i Arystotelesa).
Różnice światopoglądowe stały się może nie przeszkodą, ale jakby przestałyśmy ‘patrzeć w tym samym kierunku’.
M została m.in. instruktorem hatha jogi. To niejako spowodowało, że zaczęłam się interesować, czy to tylko ćwiczenia, czy można praktykować tylko dla sportu, czy ma to jakiś inny wpływ na ludzi, czy ludzie Zachodu wpisują się w to ‘coś’, czy można to łączyć z chrześcijaństwem. I dlaczego ona w czasie praktykowania jogi uzyskała zdolności uzdrawiania i telepatii? To raczej z troski o nią wypływało, bo sama jogą się nie interesowałam, wolę rower, basen, capoierę.
Więc jaki wpływ joga może mieć na ludzi, którzy traktują ja tylko dla sportu?

Szukając wiadomości na ten temat natknęłam się na artykuł o. Verlinde.
Pisze on: ‘wszelkie ćwiczenia jogi - jakkolwiek niewinnie by wyglądały - mają na celu jedno i tylko jedno: odblokować kundalini, aby zaczęło „iść w górę".
Rozmawiając o tym z pewnym guru w Indiach, zapytałem go:
„Co sądzicie o jodze praktykowanej na Zachodzie, niby w celu odprężenia się?”
Zaczął się śmiać i powiedział:
„Niech ćwiczą. Kundalini odblokuje się, nawet gdyby wszystko robili tylko dla zrelaksowania się.”
W jego przekonaniu odblokowanie się kundalini uchodzi oczywiście za coś dobrego. Skutek więc pojawi się. Będzie trwały. Może podejście będzie dłuższe, ale skutek pozostanie’.

A moje własne pomysły dotyczące tego tematu, dotyczą analogii do badań psychologicznych. Skoro pozycje ciała, mimika twarzy – generują emocje (Ekman). Czyli ciało działa na emocje. To pozycje jogi (opracowywane przez tyle lat przez znających się ‘na rzeczy’ indyjskich mistrzów) mogą przecież wpływać na duchowość? Skoro człowiek to byt cielesno-psychiczno-duchowy.
Ja nie mieszam w tym kociołku. Chociaż mam dużą potrzebę wrażeń i różnorodności, to coś mi podpowiada, że w duchowości lepiej zachować zasadę prostoty i elegancji, jak Coco Chanel w modzie.

wtorek, 28 lipca 2009

Hihi



Z serii: kiedy czasem coś nie styka na łączach :P

Koleżanka O była z mężem w sklepie spożywczym, w którym kupili lody. Mąż koleżanki oblizał loda do samego patyka, na którym pojawił się napis ‘Lodożerco wygrałeś Big Milk'a’. Bardzo się ucieszyli. Mąż koleżanki wstąpił więc ponownie do sklepu i odebrał nagrodę – nowego Big Milka :)!
Zjadł loda, a na patyku pojawił się napis... ‘Lodożerco wygrałeś Big Milk'a’!!
Mąż koleżanki patrząc na patyk do żony: ale ja już naprawdę nie mogę, nie dam rady, już więcej lodów nie zmieszczę, nie chcę loda!!
Patyk wyrzucili do śmietnika, wrócili do domu.
A w domu ktoś wpadł na pomysł, że patyk można zachować na później i wymienić na loda wtedy, kiedy ma się na niego ochotę :)

poniedziałek, 27 lipca 2009

Kulturalnie



W sobotę pijąc kawkę w Kafce (jakie fajne miejsce! można kupić książki na kilogramy) zobaczyłam plakat imprezy Art Park a na nim kolejne rzeczy, którymi można się zainteresować w wolnym czasie w sierpniu.

I jeśli będę w tym czasie w mieście :) wezmę pod uwagę: koncert Max Klezmer Band, recital Magdy Umer, koncert muzyki brazylijskiej, koncert Pink Freud, może kino letnie Cesarzowa.
Tutaj dzieje się tyle rzeczy, że większość odkrywam przypadkiem. Najfajniej odkryć te koncerty na które jest wstęp wolny, a jak ;) Chociaż jakiś czas temu chciałam kupić bilet na koncert, jak poważny, dorosły człowiek. Wybrałam koncert AMJopek, ale kupić biletu nie zdążyłam - parę godzin po tym jak dostałam newslettera (w tym czasie wysłałam maila do znajomych i czekałam na odpowiedź kto ma ochotę się wybrać) - bilety były już wyprzedane. 

niedziela, 26 lipca 2009

Zwiedzania ciąg dalszy. Widok z BUW-u ;)

piątek, 24 lipca 2009

Nienażarte bestie


bzzzzzzzzsssszzzzzzzzzzzzzzzzzzssszzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzsszzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzjiiiiii

ps. i hate this sound

czwartek, 23 lipca 2009

~*~*~*~

Są tacy ludzie w naszym życiu, którzy są dla nas szczególni. Możemy ich nie znać zbyt dobrze, nie przebywać z nimi codziennie, ale ich osoba powoduje, że coś nas do nich przyciąga.
I jeśli zdarzy się, że taka osoba wypowie zdanie, kilka słów skierowanych do nas, to są one często jakąś wskazówką. W każdym razie zapadają w pamięć na dłużej.

Ostatnio gotowaliśmy w mojej kuchni i było dość już ciasno. I jak wiadomo w kuchni się najwięcej dzieje :] Weszła kolejna osoba i zapytała czy znajdzie się dla niej miejsce. To pytanie było dla mnie jak taki flashback, bo takie samo pytanie zadałam kiedyś Profesorowi. A on odpowiedział coś czego nie zapomniałam ' Dziecinko!! [zwracał się tak do różnych ludzi i nie miało to związku z wiekiem ;)] Nigdy nie pytaj czy znajdzie się gdzieś dla ciebie miejsce. To ty musisz być pewna, że tu JEST dla ciebie miejsce. Bo jeśli ty nie będziesz tego pewna, to nikt inny też nie'.

Zamieszczam to bo wtedy dla mnie było to MOCNE. I mądre.
I może teraz komuś to zdanie coś podpowie;)

Przerwa techniczna

Przez chwilę zamieszałam z dostępnością do bloga. Jednak w międzyczasie chciałam pomyśleć nad jego zawartością, i tym co pisać i czy dalej pisać. No i nie udało mi się odnaleźć wszystkich maili do osób, które czytają, nie wspominając o tych, o których istnieniu nie wiem. Więc już grzecznie upubliczniam zawartość, nie korzystając z półśrodków :)

wtorek, 21 lipca 2009

URLop

Miesiąc temu szefowa zapytała co planuję robić w czasie urlopu? Powiedziałam, że planuję spokojne wakacje, że chciałabym pojechać do domu nad morze, czytać książki, oglądać filmy, wędrować po plaży i dużo spać. Robiłam już nawet listę filmów do obejrzenia. Szefowa spojrzała na mnie i powiedziała 'już to widzę'. Na tym nasza rozmowa się skończyła.

Dwa tygodnie później stałam w kolejce wizowej do najbardziej znanej ambasady na Pięknej.


Niepisana referencja

Pewien człowiek z którym przeprowadzałam wywiad rekrutacyjny, powiedział, że wiele rzeczy mu się nie podobało, co dotyczyło przyszłej pracy, warunków, czegoś jeszcze. Ale to moja osoba spowodowała, że się zdecydował na pracę. Ten ktoś pomyślał, że skoro pracują tu tacy ludzie jak ja, to warto spróbować.
To chyba moja najlepsza nagroda, referencja. Niewidoczny medal :)

Kto nie pyta, ten nie wie



Moja babcia jest osobą dyskretną, ale pytającą śmiało o to, czego chce się dowiedzieć. Od czasu do czasu dzwonię lub przyjeżdżam do niej, i zawsze wtedy rozmawiamy :) Humor polega na tym, że babcia szybko przechodzi do konkretów.

Jakiś czas temu 
Ja - Cześć babciu :)
B - Cześć, wnusiu jak tam Twoje sprawy sercowe?
Ja – (odpowiadam)
B - aha
B - a ile teraz zarabiasz? netto na rękę?
Ja – (odpowiadam)
B - aha, to jak będziesz chodzić znowu na rozmowy o pracę, to powiedz, że chcesz x..., bo wiesz, Goździkowej wnuczka (...) też mieszka w Warszawie, i zarabia y!
Ja - babciu, zrobię co w mojej mocy ;)


Jakiś czas później 
Ja – Cześć babciu :)
B – Cześć, no i jak Gosiu Twoje sprawy sercowe?
Ja – Babciu, posucha teraz
B – Nie martw się wnusiu. Z miłością jak w rolnictwie, raz posucha a raz urodzaj
Ja - :)!

poniedziałek, 20 lipca 2009

Z serii 'Nie tylko za biurkiem pracuje człowiek' :)











Poszperałam trochę w sieci i odnalazłam zdjęcia pokazujące pracę znajomych. Pisałam już o tym wcześniej, o Youth Adventures (WA), ale znowu o tych znajomych myślę (przyjaciołach właściwie:)), co ma związek z tym, że napisali, że chcą się spotkać jak już dolecę do usa.
Ich praca polega na wyprawach w teren (outdoor), z różnymi grupami młodzieży, budowaniu zespołów i różnego rodzaju 'aktywnościach' (challenge courses) pomagających dzieciakom wzmacniać ich poczucie pewności siebie, uczyć współpracy w grupie, podejmować różnego rodzaju wyzwania na skałach i w wodzie. Strasznie mi się to podoba.
Super jest o tym posłuchać, popatrzeć jak ludzie pracują, jak żyją. Daje to poczucie zupełnie innej perspektywy. Odświeża. Mnie zwyczajnie FASCYNUJE i pociąga.

ps. zdjęcie z soccer ball - pojęcia, które znajdują się na piłce dotyczą tego, co jest dobre w budowaniu drużyny. Poza piłką - to co przeszkadza, jest niedobre. Fajne jest to, że dzieciaki wypisały, że niedobre są dwie krańcowe postawy: zbyt wysoka pewność siebie i niewiara we własne możliwości (overconfidence and not believing in ourselves).

ps 2. zdjęcie5 zabawy nazwanej toilet flush - dzieciaki napędzają w jakiś sposób jedną osobę, która kręci się w kółko. jakoś tak - trudno mi to sobie jakoś wyobrazić.

czwartek, 16 lipca 2009

Parnota



Wymieniłyśmy wczoraj z A uwagi na temat panującej aury, tego jak się pracuje oraz kto ma jakie warunki w biurze, kto wiatraczek, klimę, a kto robi przeciągi.
Potwierdzeniem mojego roztargnienia wywołanego ciepłotą były słowa na pożegnanie... no to trzymaj się ciepło! :)

Dumny



Kiedy jakiś gość do mnie zawita, pokazuję miasto i zamieniam się w przewodnika. Jak ktoś jest pierwszy raz w Warszawie - tym lepiej dla mnie - bardziej się czuję ekspertem ds. miasta i to lubię :)))
Mój teraźniejszy gość nie jest bardzo wymagający, a głównym powodem wczorajszego zwiedzania Łazienek miały być zdjęcia pawich ogonów. Bardzo lubię, aby moi goście byli usatysfakcjonowani wizytą. Potrafię różne rzeczy załatwić, przyspieszyć i zorganizować. Ale na tego ptaka nie miałam żadnego wpływu :)

Parkos verdes





tak smigam szybko, aż widoki się zlewają przed oczyma :)

W związku z wyprawą muszę koniecznie rozruszać kości, ścięgna, mięśnie...Rowerowo trenuję i odkrywam przy okazji świetne zielone zakątki w okolicy. Czasem po prostu tak mnie zachwyca zwykły park miejski i soczysta apetyczna zieleń, że nie wiem jakich doznań doświadczę wkrótce :D

środa, 15 lipca 2009

Wielka Podróż











No dobra. Żarty się skończyły:) bilety do Nowego JOrku mam. Do Salt Lake City również. I zaczynam czytanie o 'mojej' części wycieczki. Mam zaplanować trzeci tydzień, w Arizonie i Utah. To zdecydowanie mój najlepszy i najpoważniejszy projekt życia :D
Wczoraj wracałam z pracy pieszo chodnikiem wzdłuż ciągnącego się korku samochodowego. Jakiś chłopak wychylił się przez okno do pasa, pomachał mi i zapytał czemu jestem smutna? Hmm...bardzo to miłe było. Ale ja po prostu zamyślona jestem! myślę, planuję, i od dwóch tygodni po prostu żyję dwutorowo. TU i TAM :)!!!!!!!!

piątek, 10 lipca 2009

Wieczór w piątek jak to jest

W ramach Lata Filmowego wybrałam się na Brick Lane (2007). Z opisu wydawał mi się... pogodny, a i wieczór miałam wolny.
Najbardziej poruszył mnie wątek dwóch miłości - głównej bohaterki do męża z którym jest 16 lat (i z początku wydaje się on ostatnim burakiem i tyranem, z początku...) i namiętności do dostarczyciela dżinsów (tutaj się ucieszyłam, że bohaterka zdradza męża, hmmm... no tak...).
Druga z kolei rzecz, jaka daje do myślenia to poczucie TOŻSAMOŚCI osób, które adoptują się do życia w innej kulturze. Tożsamość budowana jest m.in. poprzez kraj pochodzenia, 'ojczyznę'. Zmieniając ją i dostosowując się do panujących w nowej kulturze obyczajów zmieniamy się my i ta nieodłączna tożsamość. Na pewno nie jest to odkrycie, ale film, jak dla mnie, świetnie to pokazuje. To tak, jak każda podróż, czy większe wydarzenie może spowodować, że nie pasujemy do starego miejsca, a i w nowym pozostając ciągle jakoś niezręcznie. Tkwiąc jednak w starym, chcemy zobaczyć co znajduje się poza nim. I tak w kółko.
Kolejna rzecz związana z dzisiejszym dniem dotyczy ... pory tygodnia. Najbardziej nie lubię piątków wieczorem, kiedy jestem sama. Sobota wieczór lub jakikolwiek inny dzień- ok, ale piątek to jest jakaś masakra. Można wszystko zracjonalizować i pójść np. samemu do kina, powiedzieć sobie 'ale fajnie robię co chcę, jak miło, robię na to co mam ochotę i kiedy na to mam ochotę'. Ale nie cierpię wieczorów w piątek w pojedynkę. Wypróbowałam 1001 sposobów. Po prostu MUSI być drugi człowiek. Bez bliskiej osoby, każdy najlepszy film, kolacja czy cokolwiek, po prostu mniej cieszy. Dużo mniej.
Pozdrawiam wszystkich przyjaciół na urlopie, weekendach, rodzinkę nad morzem, przyjaciół za granicą i wielką wodą. Nie martwcie się. Tak mam w piątki. Inne dni są naprawdę lepsze.

Sun Francisco


San Francisco
Już niedługo stanę nad Cieśniną Golden Gate :)

czwartek, 9 lipca 2009

Kid resisted



Chociaż okładka mnie zupełnie nie pociągała - moda na plaster anty na ramieniu (jeśli w ogóle taka była) zawsze wydawała mi się jedną z najgłupszych 'mód' pokazywania własnego podtruwania (jak papieros, ale mniejsza z tym :P) - książkę pożyczyłam i przeczytałam! :)
Jestem z tej kategorii czytelniczek, które we wczesnej młodości czytały Lucy Maud Montgomery i Małgorzatę Musierowicz. A książka Melanie Giffin to taka wersja dla starszych dziewczyn. Takich, które oglądały Przyjaciół i być może były już w nowym Yorku (łatwiej sobie wyobrazić pewne miejsca) i są wieku, dajmy na to 25-35 lat. W owym wspomnianym czasie, mojej wczesnej młodości, kiedy mama kupowała nowe tomy książek wyżej wspomnianych autorów, wyrywałyśmy je sobie z ręki i czytałyśmy jednym tchem, w ciągu 1 lub 1.5 dnia zapominając o reszcie rzeczy do zrobienia.
Tak miałam tym razem. Też jest okres wakacyjny, podobna aura pogodowa. Jadąc do pracy mogłam całkowicie zapomnieć o ścisku, zapachach, natłoku obowiązków, a to się rzadko zdarza :) Książka momentami była mało wiarygodna psychologicznie :) :P [tak mi się przynajmniej wydawało, że wiem więcej o Claudii niż ona wie o sobie samej, ale może to miało na tym polegać?:)]. Dla przyjemności z przyjemnością poszukam innych tytułów tej autorki. Miło się pozapominać czereśniową porą.