piątek, 10 lipca 2009

Wieczór w piątek jak to jest

W ramach Lata Filmowego wybrałam się na Brick Lane (2007). Z opisu wydawał mi się... pogodny, a i wieczór miałam wolny.
Najbardziej poruszył mnie wątek dwóch miłości - głównej bohaterki do męża z którym jest 16 lat (i z początku wydaje się on ostatnim burakiem i tyranem, z początku...) i namiętności do dostarczyciela dżinsów (tutaj się ucieszyłam, że bohaterka zdradza męża, hmmm... no tak...).
Druga z kolei rzecz, jaka daje do myślenia to poczucie TOŻSAMOŚCI osób, które adoptują się do życia w innej kulturze. Tożsamość budowana jest m.in. poprzez kraj pochodzenia, 'ojczyznę'. Zmieniając ją i dostosowując się do panujących w nowej kulturze obyczajów zmieniamy się my i ta nieodłączna tożsamość. Na pewno nie jest to odkrycie, ale film, jak dla mnie, świetnie to pokazuje. To tak, jak każda podróż, czy większe wydarzenie może spowodować, że nie pasujemy do starego miejsca, a i w nowym pozostając ciągle jakoś niezręcznie. Tkwiąc jednak w starym, chcemy zobaczyć co znajduje się poza nim. I tak w kółko.
Kolejna rzecz związana z dzisiejszym dniem dotyczy ... pory tygodnia. Najbardziej nie lubię piątków wieczorem, kiedy jestem sama. Sobota wieczór lub jakikolwiek inny dzień- ok, ale piątek to jest jakaś masakra. Można wszystko zracjonalizować i pójść np. samemu do kina, powiedzieć sobie 'ale fajnie robię co chcę, jak miło, robię na to co mam ochotę i kiedy na to mam ochotę'. Ale nie cierpię wieczorów w piątek w pojedynkę. Wypróbowałam 1001 sposobów. Po prostu MUSI być drugi człowiek. Bez bliskiej osoby, każdy najlepszy film, kolacja czy cokolwiek, po prostu mniej cieszy. Dużo mniej.
Pozdrawiam wszystkich przyjaciół na urlopie, weekendach, rodzinkę nad morzem, przyjaciół za granicą i wielką wodą. Nie martwcie się. Tak mam w piątki. Inne dni są naprawdę lepsze.

Brak komentarzy: