sobota, 21 listopada 2009

Koniec tygodnia...

Piątek, koniec pracy, już po 'godzinie zero', kiedy zaczyna się, wyczekiwany jak gwiazdka w wigilię - weekend.
Szefowa - Gosia, co się stało, co tutaj robisz? Chcesz być jak najdłużej w pracy?
Ja - No tak :) nie mogę się oderwać.
Szefowa - Wiem wiem, przecież cię już dobrze znamy.

Cała rozmowa była żartobliwie ironiczna.
Tak się zastanawiałam, czy ona wyczuwa, że ja jestem tu już tylko ciałem?
Dzisiaj sprzątałam parę godzin dokumenty, szafki.
I robiłam to z myślą o jeszcze nie dookreślonej przyszłości. Że gdy będę odchodzić, nie będę musiała tego robić :)
Że zamknę komputer, spakuję kubek do torby i zdam klucze.
Nie będzie się to zewnętrznie różniło od końca tygodnia, tylko, że weekend od TEJ pracy będzie nieskończenie długi :)

Lifehouse Everything


Bardzo znany kawałek, drama w podobny sposób zrealizowana już była na sto sposobów.
Symbol, wieloznaczność obrazu, daje efekt często lepszy niż słowa.
W tym prostym przedstawieniu każdy może odnaleźć cząstkę własnych ukrytych głęboko pragnień.
Że nie jest sam, że jest kochany, że ktoś o niego walczy, że jest ważny...

czwartek, 19 listopada 2009

Kosmetycznie


Czerwone paznokcie
Pomagają pamiętać o wyprostowanych plecach i wciągniętym brzuchu :) Dodają zdecydowania.
Nie wiem dlaczego, ale tak działają.
No chyba, że zakłada się rękawiczki - to można na chwilę wyluzować.

Ps. Obcasy dodają argumentów.

wtorek, 17 listopada 2009

Ludzie w potrzebie

Spotykam ostatnio dużo biednych ludzi. Może jest ich więcej. Może więcej teraz zauważam.
Są tacy co chodzą po osiedlu, dzwonią od mieszkania do mieszkania. Proszą np. na operacje córki, syna.
Nie wiem czy kiedykolwiek będę w podobnej sytuacji. Nie wiem czy mówią prawdę czy nie.
Ostatnio nie potrafię odmawiać w sytuacjach, gdy ktoś prosi o pomoc.
Pęka mi serce.

Ale chciałabym bardzo wiedzieć ILE komuś RZECZYWIŚCIE pomoże...
Czy będą też inni ludzie, którzy pomogą i czy przysłowiowej 'złotówki' wystarczy?

Trochę ciepłych klimatów


Czytam teraz sporo blogów i stron podróżniczych.
To znaczy, że już na pewno jest zima :/

Znalazłam spośród wielu różnych internetowych zaułków, jeden blog wyróżniający się spontanicznością i sympatycznym humorem.
Opisywana podróż dotyczy zachodniej części Ameryki Południowej.
Zajrzałam tu ze względu na Chile. Ale historia, do której załączam link jest z Kolumbii.
Warto przejrzeć blog w całości, bo niektóre zdjęcia są naprawdę wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju.

Link do jednego z wątków: Spotkanie z Elfami :)

Wtorek


W tramwaju ponownie.
Jest wcześnie rano, jedziemy sobie wraz z setką ludzi, tradycyjnie już ściśnięci, do pracy.
Z każdym przystankiem do wagonu wsiada co raz więcej ludzi, i jeszcze więcej.
Okna zamknięte, bo zimno.
Ludzie kaszlą, bo grypa.
A jakaś pani obok mnie czyta książkę... Pogrzebani żywcem.

:)!

ps. Na szczęście nie na głos.

niedziela, 15 listopada 2009

Leszek Możdżer klasycznie


Uwielbiam ten kawałek. Ma w sobie coś tak pozytywnego, energicznego i zakręconego za razem.
Co ciekawe, do niedawna był to dzwonek mojej komórki :)))!

A co ciekawe na bis, moją przyjaciółkę ten utwór przeraża, gdy go słyszy wyobraża sobie tańczące kościotrupy ze starych filmów.
Muzyka jest fascynująca, jest wieloznaczna i można ją tak rozmaicie odbierać...

Lirycznie i po angielsku



Tak pięknie to tylko Eva potrafi...

Rytmicznie i po hiszpańsku

piątek, 13 listopada 2009

Koncert :))

Zdjęcie od Illya Rozenbaum

We wtorek 10 listopada, w ramach obchodów Święta Niepodległości, odbył się koncert w centrum kulturalnym Flagey w Brukseli, promujący gdańską kandydaturę do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 :))
Ale najważniejszy jest fakt, że koncert zagrał Leszek Możdżer :)))!
Zawsze uważałyśmy go z M. za geniusza, więc szczerze zazdrościłam, że mogła tam być. Poprosiłam, żeby zrobili fotki.
I oto fotka! zdjęcie tego sympatycznego i niezwykle zdolnego muzyka :)
Więcej o koncercie...

Referencje


Co jakiś czas powraca do nas wspomnienie pewnej referencji.
Szef o swoim zwolnionym pracowniku - 'Nie poleciłbym go najgorszemu wrogowi'.
Tak straszne, że aż - zabawne :)
No może nie dla szefa.

czwartek, 12 listopada 2009

Słodko


Sklep, mały chłopiec stojący przed półką z batonikami i czekoladkami.
Chłopiec - 'Mamo, mamo, które mogę wziąć? (wskazuje na batony), chciałbym ten (dotyka palcem), ten (pokazuje), ten (podnosi z półki), albo ten, i o tamten.
Mama - 'Kotku, wybierz sobie który chcesz' i idzie po puszkę kukurydzy.

Chłopiec więc, wrzuca do koszyka... wszystkie batoniki, które wskazał.
Jest bardzo szczęśliwy :-)

poniedziałek, 9 listopada 2009

Ot tak :)


"Jeżeli dwóch ludzi rozmawia, a reszta słucha ich rozmowy - to już jest teatr" Gustaw Holoubek

W tramwaju
Impresja angażujące nieznane osoby :) na temat otwierania okien, gdy za oknem deszcz i zimno, na temat konieczności ściszania mp3 słuchanej przez kogoś zbyt głośno i ... koloru skóry ('może Pani sobie słuchać to swoje mp3 w solarium, na które widzę Pani chodzi!' 'A Pan niech sobie idzie na koniec wagonu z tą białą skórą, jak coś Panu przeszkadza') :)

niedziela, 8 listopada 2009

rather test yourself

Ostatnio koleżanka z pracy poprosiła, by zrobić jej test psychologiczny. Mam mocno ambiwalentną postawę do wszelkich testów.

Nasz pierwszy szef, pomimo, że nie był psychologiem, uwielbiał testy, kazał je wykonywać, a potem sam wodził palcem po wykresach i rozwodził się nad charakterami ludzkimi. Druga szefowa, myślę, że nawet nie wie, jakie testy mamy zakupione.
W międzyczasie zainteresowałam się Ustawą o Ochronie Danych Osobowych, i wydaje się, że nawet jeśli jesteś psychologiem, i chcesz w swojej pracy wykorzystać test, nie bardzo możesz. Bo dane z testów są zaliczane jako dane osobowe wrażliwe.
I okazuje się, że stosowanie testów jest uprawnione tylko w stosunku do zawodów, które mają odrębną ustawę pozwalającą na wykorzystanie testów psychologicznych w weryfikacji kandydatów. Bo problem jest później z przechowywaniem takich danych.

Jeszcze parę lat temu psychologowie liczyli na etaty w firmach konsultingowych, działach HR, ze względu na popularność usług psychologicznych, w tym testów psychologicznych. Teraz jest chyba mniejszy szał z tym związany, i wkroczyło silniej myślenie ekonomiczne, większe szanse mają nie śliczne psycholożki, tylko bystre ekonomistki ;) Wiele razy czytałam dyskusje w których okazywało się, że psychologowie w firmach stosowali... testy projekcyjne np. do ocen pracowniczych.

Przekonałam się już, że żadna kombinacja testów nie zastąpi dobrej rozmowy. Że testy to często przykrywka, dla braku kompetencji, niechęci podejmowania decyzji, i że mogą one być sposobem na budowanie własnego wizerunku (bo jak nie ma w pobliżu innego psychologa, to kto powie, że ten test się nie nadaje do rekrutacji, ocen itp.?). Testy psychologiczne są wciąż metodami bardzo tajemniczymi dla nieznających teorii psychologicznych ani statystyki i metodologii badań. I to moim zdaniem może służyć nadużyciom.

Koleżanka natomiast chce sama sobie sprawdzić wynik tego testu, bo się wstydzi wyników. Chociaż nie wie dokładnie, co rzeczywiście ten test bada.
Taką testy mają moc :-)

sobota, 7 listopada 2009

Wicked-end

Kupiłam 0,5 litra rozpuszczalnika do farb olejnych, którymi maluję szafki, wieczorem zwijałam maki (do sushi), a u Ewy w pokoju znalazłam pianino i odświeżyłam Szopena. Poza tym jechałam autobusem z dziadkiem, który mówił do siebie rymując o Brukseli i Pawlaku. A pluszowy dinozaur przesłał mi właśnie pozdrowienia z Bonn.
I wszystko to najszczersza prawda :)

Informatycznie

Maciej opowiada :)

(21:12:49)(Skype): wczoraj w pracy
(21:13:01)(Skype): mój system, który akurat modyfikowałem
(21:13:07)(Skype): tak by spełniał nowe wymagania
(21:13:15)(Skype): wygenerował mi stronę o następującej treści:
(21:13:20)(Skype): Szanowni Państwo,
(21:13:27)(Skype): Drogie Koleżanki i Koledzy,
(21:13:33)(Skype): Nie odnaleziono szablonu strony.
(21:13:45)(Skype): zabawny błąd :)

(21:14:35)(Skype): innym razem zrobiłem takie coś, żeby system pytał
(21:15:04)(Skype): "Czy na pewno chcesz USUNĄĆ tę konferencję?
Tej operacji nie da się cofnąć."
(21:15:12)(Skype): i był jeden przycisk: OK
(21:15:15)(Skype): :)
(21:15:29)(Skype): bez możliwości anulowania

piątek, 6 listopada 2009

702010

Proces uczenia się oparty na modelu 70:20:10 pokazuje, że najskuteczniej uczymy się i rozwijamy:
- 70% na stanowisku pracy, poprzez wykonywaną pracę (on-the-job
training&development),
- 20% ucząc się od innych (w tym coaching, mentoring),
- 10% biorąc udział w szkoleniach.

Podsumowując :) teoria, ćwiczenia, treningi, wiedza, naśladowanie - OK, ale najlepsze jest przetestowanie wszystkiego na własnej skórce. W DOBREJ ROZWIJAJĄCEJ I SENSOWENJ PRACY :)
Niby oczywiste, potocznie wiadome, ale jednak liczby potrafią być wyjątkowo dosadne.
Nie powiem, pomagają mi w podjęciu decyzji.

środa, 4 listopada 2009

Big Sur


Garść fotek z Big Sur
Gdyby ktoś był zainteresowany konkretnymi fotografami z poprzednich wpisów z blogu Wild West w większym formacie, proszę o pozostawienie maila w komentarzach, prześlę z przyjemnością :-)

wtorek, 3 listopada 2009

Impresje


Ok, rozumiem, że w pewnych miejscach musi być standaryzacja procesów, żeby rzeczy miały ręce i nogi. Standaryzacja jest dobra i potrzebna, chociaż czasami nudna, bo fajnie wsadzić gdzieś swoje 'pięć groszy' i odrobinę twórczej myśli.
Dzisiaj ktoś 'ważniejszy ode mnie' zwrócił mi uwagę na pewne błędy, czyli nie trzymanie się ściśle standaryzacji (której zasad zresztą nie znałam, bo nie ich było!). I że 'śmieją się nam w twarz!', że to co 'robię świadczy o mnie'.
A ja... wiem, co może ośmieszyć i bynajmniej nie jest to w moim interesie. Nie uważam, że to co świadczy o mnie, w tym przypadku świadczy źle. Tylko osobie 'ważniejszej ode mnie' nie można zwrócić uwagi. Po prostu trzeba się zgodzić i przyjąć nieprawdziwe twierdzenia.
To kompletny brak równowagi w przyrodzie. We wszystkich innych relacjach mogę wyrazić gniew, sprzeciw, niezadowolenie i masę tego czym człowiek żyje i co myśli. W pracy natomiast istnieje fatalna nierównowaga. I co z tą złością zrobić?? Przecież nie zrobię kukiełki i nie nabiję w nią szpilek. Dziwne jest to życie w pracy. Z taką połamaną komunikacją.
Oczywiście "nie dam się", coś jeszcze w tej sprawie wymyślę. Tymczasem postawię sobie parę niewystandaryzowanych znaków %^&&%^%$^&%^&%^. O!!

Gwóźdź do ściany


Próbowałam wczoraj kupić młotek i gwoździe. Żeby sobie powiesić ładne obrazki na ścianie. W tym też celu kupiłam sporo ramek (chyba z dziesięć).
Nie miałam pojęcia, że gwoździ jest tyle rodzajów, że są młotki mniejsze i większe. I różnokolorowe (to akurat fajne).
W sklepie z narzędziami udawałam, że wiem o co chodzi i oglądałam gwoździe, w końcu wiedziałam po co tu jestem!
A miły pan zadał mi pytanie 'Ale jakie ma pani ściany?'.
Jedyne co przychodziło mi do głowy to... brzoskwiniowe. Nie powiedziałam jednak tego głośno, przeczuwając, że o to tutaj chyba nie chodzi :))
Dzisiaj ktoś zdiagnozował moją ścianę - potrzebują wiertarki i gwintów (?).
A na kreskówkach wszystko jest takie proste!!! Młotek, gwoździe i vuala :))