Moje święto imieninowe ciągnie się już od piątku. Heh, to jest przyjemne :)
Kiedyś najgorszym stresem (przynajmniej dla mnie) było stanie w klasie podczas, gdy wszyscy śpiewali STO LAT, częstowanie cukierkami itp.
Chciałabym powiedzieć tym wszystkim dzieciakom - TO PRZECHODZI!!! :D
(ps. co prawda ma się później inne stresy, ale miło by było wówczas TO wiedzieć)
ps 2. i naprawdę już jutro, na pewno pouczę się hiszpańskiego
poniedziałek, 19 października 2009
niedziela, 18 października 2009
Opinia
Przeglądając opinie dotyczącą określonego modelu -
"Dzien dobry! Świetny, wspaniały, doskonale wyprofilowany laptop, i wytrzymały! Napewno go kupie mojemu dziecku na komunię, ponieważ tak wytrzymały laptop jest idealny dla dziecka (...)"
:)
"Dzien dobry! Świetny, wspaniały, doskonale wyprofilowany laptop, i wytrzymały! Napewno go kupie mojemu dziecku na komunię, ponieważ tak wytrzymały laptop jest idealny dla dziecka (...)"
:)
Niebieskoocy

Ostatnio oglądaliśmy Niebieskookich (Blue Eyed), relacją z warsztatu prowadzonego przez Jane Elliott. Jane nie była psychologiem, ale nauczycielem i pod wpływem paru czynników, postanowiła w 1968 r. przeprowadzić w swojej klasie ćwiczenie, które trwale odbiło się w psychologii. I nie tylko.
Podzieliła dzieci na niebieskookie i brązowookie. Powiedziała, że przez cały dzień, dzieci niebieskookie będą miały więcej przywilejów (na stołówce, placu zabaw), że są bardziej pracowite i inteligentne od ich brązowookich kolegów. Na efekty nie musiała długo czekać.
Film przedstawia też kulisy tego doświadczenia, osobistych konsekwencji poniesionych przez Jane Elliott w związku z przeprowadzeniem eksperymentu. Większość ludzi, w tym nauczycieli, rodziców bardzo negatywnie oceniła eksperyment, zarzucając nieetyczne traktowanie białych dzieci. Dzieci Jane były prześladowane, rodzice zbankrutowali, bo lokalna społeczność zbojkotowała ich sklep. To przekonało ją, że problem jest poważny i że warto się temu poświęcić.
Eksperyment na dzieciach z 3 klasy jest wątpliwy etycznie, sama autorka jednak tłumaczy na filmie, że 'to było tylko ćwiczenie, dzieci wiedziały, że potrwa to tylko 1 dzień, a niektórzy muszą zmagać się z poczuciem bycia gorszym całe życie'. Hmmm...
Film jest naprawdę świetny. Chociaż znałam dobrze eksperyment już dużo wcześniej, jakoś tak na nowo uprzytomnił mi zjawisko dyskryminacji. I to nie tylko dotyczącej koloru skóry.
Fajne pytanie Jane Elliott wypowiada na samym początku. Stoi przed aulą pełną ludzi. I pyta białych o to, którzy chcieliby być traktowani tak samo jak czarni. Dla kogo taka zamiana nie miałaby różnicy. Prosi o podniesienie ręki. Nikt tego robi.
Przypomniało mi się coś jeszcze. Większość nowojorczyków mieszka na Long Island. Przez długi czas na Long Island prawie nie było czarnych ludzi. Ceny domów były bardzo wysokie. Teraz mieszkają już tam czarni, a ceny posiadłości w okolicach spadły. I to się dzieje teraz.
I coś jeszcze z domowego podwórka :) Wczoraj rozmawialiśmy o szkole, bo kolega jest nauczycielem. W jego szkole klasa D, od kiedy pamięta była najgorsza. I WSZYSCY nauczyciele wiedzą, że jak przyjdzie im wychowawstwo w 4D, to przez następne lata będą wychowawcami najgorszych tumoków. A dzieci są przydzielane do klas pierwszych losowo. Etykieta tumoków idzie z nimi, aż do opuszczenia podstawówki.
Podobne zjawiska dzieją się w każdej grupie społecznej, w relacji szef - zespół, rodzic - dziecko. Postawa kreuje świat.
(Okazuje się, że film można zamówić bezpłatnie w necie, są jakieś organizacje rozprowadzające film,wystarczy wklikać w google tytuł).
czwartek, 15 października 2009
Obojętność

Nie wiem co o tym zjawisku myśleć, ale to nie jest dobry znak. Obojętność i brak entuzjazmu.
Dzisiaj M. przekazała nam szczegóły projektu, którym mamy się zająć, oraz jakie efekty ma przynieść. I nie podskoczyło mi ciśnienie ani na milimetr słupa rtęci. Ani nie błysnęło mi oko, jak zazwyczaj. Do tej pory było inaczej, zdecydowanie entuzjazm i optymistyczna naiwność. Ale jakoś chyba przestaliśmy wierzyć, że coś może się tutaj udać. Uznałyśmy nawet, że ostatni projekt mógłby dostać Malinę Roku... A takie były związane z nim nadzieje. Jednocześnie wiem, że projekt ma to do siebie, że może nie wypalić. Ale... Nasze potrzeby szkoleniowe też są lekceważone. To znaczy czasem pojawia się zielone światło, które mruga i zachęca - wybierzcie sobie szkolenie, firmę i przedstawcie ofertę, na coś was puścimy. A potem i tak ktoś nie chce zatwierdzić i spełza na niczym. I rozczarowanie. Więc dzisiejszą informację o szkoleniu i kolejnym zielonym świetle potraktowaliśmy z lekceważeniem, a nawet jako żart z nas. Tyle razy nas już pozbawiono złudzeń i wiedzę, wszystko, musieliśmy zdobywać sami. A do projektu zabieramy się bez wiary w jego sens i efekt. To źle. Bardzo źle. Bardzo szkoda. Żałuję, że tak się zmieniliśmy. Ale z drugiej strony nie jesteśmy totalnie naiwni. A może dojrzeliśmy? Może patrzymy bardziej realistycznie. Środowiska, które zabijają entuzjazm w swoich najlepszych pracownikach wymrą. Bo obojętność i brak zaangażowania we wspólną grę do jednej braki są zabójcze. Niestety. Szkoda, że złe zarządzanie potrafi zniszczyć tyle potencjału. Nie tak powinno być, nie tak, nie tak...!!!
środa, 14 października 2009
Akwarium
poniedziałek, 12 października 2009
sobota, 10 października 2009
Pearl Jam i wieloryby
Są piosenki, które powracają jak bumerangi. Uwielbiam to paro sekundowe gitarowe przejście po 1:53 min :) Wspinając się w wakacje w Zion (Utah), na jednym ze szczytów spotkaliśmy bardzo sympatyczną rodzinę ze Seattle. A że długo jedliśmy kanapki to zeszło nawet na zespoły ze Seattle, czyli Pearl Jam, Alice in Chains, Nirwanę, które wymieniłam. Pani (w wieku mojej mamy), była zachwycona i powiedziała, że bardzo by chciała przyjechać do Polski ;P
A ja z kolei bardzo bym chciała pojechać do Seattle, stamtąd są organizowane wyprawy na ocean, gdzie można obserwować płynące w stronę Alaski wieloryby. Ach :))))
O. Sacks
Jedną z książek, które ostatnio czytam, to 'Antropolog na Marsie' Olivera Sacksa. To zbiór opowiadań o siedmiu niezwykłych osobach m.in. chirurgu z z Zespołem Tourette'a (wrodzone zaburzenie neurologiczne charakteryzujące się występowaniem licznych tików ruchowych i werbalnych), kobiecie z autyzmem, która została światowej sławy projektantem urządzeń dla bydła, malarzu, który stracił zdolność rozpoznawania barw. Wniosek jaki z niej wyciągam to - ponownie, że każdy z nas jest oryginalny, niepowtarzalny, i dla każdego jest miejsce na ziemi. Wczoraj na angielskim mieliśmy dyskusję o tolerancji, większość była zdania, że ludzie są z natury! nietolerancyjni, boją się ludzi odmiennych, bezpieczniej im z tym co znane i podobne. Ja nie jestem pewna tej nietoleranyjnej wrodzoności, patrząc jak całkiem małe dzieci podchodzą do 'innych' ludzi, zaciekawione innym kolorem skóry, panem bez nogi. To jest jeszcze ciekawość świata. Potem dopiero uczą się, że coś jest lepsze, gorsze, śmieszne itp.
A tak na marginesie, to z miast w których byłam do tej pory, Nowy Jork wydał mi się zagłębiem nr 1, jeśli chodzi o różne 'typy'. Tam już niewiele rzeczy robi na innych wrażenie i zwraca uwagę. Jeszcze jako tako, radzi sobie...
Naked Cowboy na Brodway Street
A tak na marginesie, to z miast w których byłam do tej pory, Nowy Jork wydał mi się zagłębiem nr 1, jeśli chodzi o różne 'typy'. Tam już niewiele rzeczy robi na innych wrażenie i zwraca uwagę. Jeszcze jako tako, radzi sobie...
Naked Cowboy na Brodway Street
Jogurty

W dzisiejszy poranek poszłam do sklepu po rzeczy pierwszej potrzeby: zgrzewkę wody, papier i 2 jogurty. Pani w kasie przeciągnęła moje rzeczy nad czytnikiem, a ja zapłaciłam kwotę dziwnie wysoką. Nie mam w zwyczaju zbierać rachunków, ale zabrałam wydruk i spojrzałam na to co kupiłam. Okazało się, że energiczny palec kasjerki wybił 22 jogurty. Poprosiłam o sprostowanie rachunku, przyszła kierowniczka sklepu, wzięła jeden z jogurtów do zeskanowania i rachunek. Wróciła, oddała kasę za 20 jogurtów, a ja poszłam do domu z jednym jogurtem w torebce, bo ani ja, ani tamta pani do takich szczegółów okazuje się, nie mamy głowy :)
wtorek, 6 października 2009
Relacja z podróży po zachodniej części USA

Serdecznie zapraszam do poczytania relacji z naszej podróży do Stanów!
Blog będzie miał charakter dynamiczny, tzn. cały czas go piszę, odtwarzam wydarzenia i posty napisane mogą się jeszcze zmieniać, bo współpodróżnicy chcą dodawać swoje wrażenia :)
To TUTAJ
www.intothewildwest2009.blogspot.com
poniedziałek, 5 października 2009
Koszulka

Ostatnio widziałam dziewczynę wychodzącą z tramwaju w tej koszulce.
Super :)! Stojący obok ludzie, którzy to zauważyli też od razu złapali na twarzy banana.
Fajnie byłoby w poniedziałek rano w biurze zobaczyć współpracowników tak ubranych. Cały zespół deklarujący 'Nas pięknych jest tak mało' - Piękne :)
sobota, 3 października 2009
piątek, 2 października 2009
"
Ostatnia podróż pokazała mi wyraźnie jak małym krajem jest Polska. Małym i niepozornym. Raczej biednym, niestety (!) zakompleksionym, dość zagęstnionym i nerwowym. Pięknym, ale kameralnym. Takim... uśrednionym. Wyraźnie zobaczyłam, że w Polakach jest pewna dwoistość wewnętrzna, z jednej strony poczucie wyjątkowości i wielkości, z drugiej strony kompleksy i poczucie niższości. Po przyjeździe bardzo mnie uderzyły tytuły w gazetach, większość w stylu "Obama lekceważy Kaczyńskiego". To nic, że Obama współpracuje z wieloma takimi państwami jak my, i odwołanie np. spotkania niekoniecznie świadczyć może o lekceważeniu. Można byłoby zupełnie inaczej sformułować tytuł artykułu i już wpłynęłoby to na nastrój społeczny. Pozytywniej kształtowałoby naszą postawę wobec świata. Kocham swój kraj, ale wiele rzeczy doprowadza mnie do szału.
Trzeba było nie podróżować!! Prawda? ;D
Trzeba było nie podróżować!! Prawda? ;D
,
Ostatnio koleżanka powiedziała, że ma znajomego trenera jogi. No i naciskała na niego jak to jest z tą jogą, czy naprawdę może zaszkodzić, czy rzeczywiście ma większy wpływ, niż relaksacja, poprawa zdrowia. Podchodziła, zagadywała, żartowała, wałkowała temat. Aż w końcu ten trener powiedział jej że tak, że nauczyciele jogi mają ogromny wpływ na ludzi ćwiczących; że mają duże możliwości manipulacji, z czego ludzie nawet nie zdają sobie sprawy.
Piszę o tym, bo temat jest wśród znajomych wciąż aktualny. Otóż takie wypowiedzi tylko utwierdzają, że joga to nie tylko ćwiczenia fizyczne. Myślę, że warto być tego świadomym podejmując decyzję, czy w to wchodzę czy nie.
Piszę o tym, bo temat jest wśród znajomych wciąż aktualny. Otóż takie wypowiedzi tylko utwierdzają, że joga to nie tylko ćwiczenia fizyczne. Myślę, że warto być tego świadomym podejmując decyzję, czy w to wchodzę czy nie.
.
Dzisiaj miałam rozpocząć odczulanie na roztocza kurzu domowego. Leczenie w ramach NFZ wymaga, by najpierw wykupić szczepionkę za ok. 80 zł (jeszcze nie wiem, czy na jeden zastrzyk czy kilka). Potem co tydzień, w wybrany przez siebie dzień, idzie się do alergologa na zastrzyk, wcześniej z rana zajmując kolejkę, przechodząc perturbacje i przepychanki z innymi pacjentami (ludzie na odczulanie i testy wchodzą bez kolejki - tzn. tak jest napisane na drzwiach...).
Rano było zimno i ciemno. Potem pomyślałam o zastrzyku w ramię, czyli zawiesinie pełnej topielców, wstrętnych bestii, które od lat mi szkodzą. I stchórzyłam. A robaczki, których zdjęć lepiej nie szukać i nie oglądać w internecie, chłodzą się w mojej lodówce i czekają na poniedziałek, lub środę...
Zobaczymy.
Rano było zimno i ciemno. Potem pomyślałam o zastrzyku w ramię, czyli zawiesinie pełnej topielców, wstrętnych bestii, które od lat mi szkodzą. I stchórzyłam. A robaczki, których zdjęć lepiej nie szukać i nie oglądać w internecie, chłodzą się w mojej lodówce i czekają na poniedziałek, lub środę...
Zobaczymy.
poniedziałek, 28 września 2009
Jeśli chcesz bizonem być, to tylko tutaj


Yellowston NP i "święte krowy" Ameryki Północnej ;)
Dozwolona prędkość w parku - jaka to prędkość, przekonasz się podążając za bizonem.
Czas przejazdu przez park narodowy - jest zależny od ilości bizonów przekraczających drogę i czasu podejmowania przez nich decyzji, którą trawę i po której stronie drogi schrupać. Uwaga! Bizony bywają nieobliczalne, przekonaliśmy się naocznie, ostrzeżenia nie kłamały. Widzieliśmy jednego przeskakującego nad maską samochodu. Zahaczył swym ciężarem i kopytami o maskę. Na szczęście nie naszą...
Jeszcze w rozjazdach

Jakoś ciągle jeszcze w podróży jestem, pociągach i nie mogę do końca wrócić do poprzedniego rytmu. I chyba nie chcę tego poprzedniego rytmu sprzed wycieczki. Podróż to jednak moje życie, i dosłowne i w przenośni. Wydaje mi się, że nawet łatwiej jest coś rzucić, wyjechać niż wiernie trwać przy swoim pueblu? :)
Na zdjęciu uwieczniłam niekończący się pociąg, który mijaliśmy gdzieś w Arizonie lub Kalifornii, niedaleko meksykańskiej granicy (którą z dziką chęcią przekroczyłabym jeszcze w przyszłości).
PS. Tęsknię.
Taaak...
Człowiek - wiecznie niezaspokojona istota :)
poniedziałek, 21 września 2009
Pierwsze kroki
(Big Sur, California)
Na wstępie :) chciałabym powiedzieć, że mam potrzebę opisania naszej miesięcznej podróży na osobnej stronie lub blogu ze zdjęciami i komentarzami, ale potrzebuję jeszcze tylko trochę więcej czasu... :)))
Udało nam się zrealizować cały plan! Przejechać ponad 5200 mil, zobaczyć 8 parków narodowych i co najważniejsze zejść na samo dno Wielkiego Kanionu! Jak to się stało opiszę później... Obudziłam w pobliżu rzeki Kolorado w dzień swoich urodzin i wychodziłam z Wielkiej Dziury około 7 godzin. Od zawsze fotografie Arizony i Utah niesamowicie mi się podobały, widoki bezdroży, surrealistycznych krajobrazów jakby z innych planet, ale rzeczywistość przerosła najśmielsze oczekiwania.
Wakacje były intensywne. Wymagały dyscypliny, porannego wstawania, wytrzymałości i tolerancji :) na ciągłe zmiany miejsca do spania (praktycznie każda noc w innym motelu, po pewnym czasie w naturalny rytm dnia weszło rozpakowywanie i pakowanie).
Bardzo pomogły nam w podróży oprócz ludzkich zdolności, urządzenia: GPS i BlackBerry. Mapy też mieliśmy, ale to BARDZO ułatwiło różne decyzje. No i również auto wiozło nas wszędzie bez ani jednej awarii :)
Mieliśmy niesamowite szczęście, opiekę podczas tej podróży, bo nawet pogoda nam sprzyjała, w odpowiednich miejscach gdzie potrzebowaliśmy słońca (np. San Francisco) to było słońce, a gdzie niekoniecznie (wyjście z Wielkiego Kanionu) - były chmury...
Może brzmi to bajecznie, ale naprawdę w tej chwili po powrocie widzę już wszystko w różowych okularach, na fali spełnionych marzeń. Ale postaram się o rzeczowość i konkrety w następnych odcinkach mojej telenoweli.
Pozdrawiam gorąco:)
piątek, 18 września 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)


