czwartek, 23 lipca 2009

~*~*~*~

Są tacy ludzie w naszym życiu, którzy są dla nas szczególni. Możemy ich nie znać zbyt dobrze, nie przebywać z nimi codziennie, ale ich osoba powoduje, że coś nas do nich przyciąga.
I jeśli zdarzy się, że taka osoba wypowie zdanie, kilka słów skierowanych do nas, to są one często jakąś wskazówką. W każdym razie zapadają w pamięć na dłużej.

Ostatnio gotowaliśmy w mojej kuchni i było dość już ciasno. I jak wiadomo w kuchni się najwięcej dzieje :] Weszła kolejna osoba i zapytała czy znajdzie się dla niej miejsce. To pytanie było dla mnie jak taki flashback, bo takie samo pytanie zadałam kiedyś Profesorowi. A on odpowiedział coś czego nie zapomniałam ' Dziecinko!! [zwracał się tak do różnych ludzi i nie miało to związku z wiekiem ;)] Nigdy nie pytaj czy znajdzie się gdzieś dla ciebie miejsce. To ty musisz być pewna, że tu JEST dla ciebie miejsce. Bo jeśli ty nie będziesz tego pewna, to nikt inny też nie'.

Zamieszczam to bo wtedy dla mnie było to MOCNE. I mądre.
I może teraz komuś to zdanie coś podpowie;)

Przerwa techniczna

Przez chwilę zamieszałam z dostępnością do bloga. Jednak w międzyczasie chciałam pomyśleć nad jego zawartością, i tym co pisać i czy dalej pisać. No i nie udało mi się odnaleźć wszystkich maili do osób, które czytają, nie wspominając o tych, o których istnieniu nie wiem. Więc już grzecznie upubliczniam zawartość, nie korzystając z półśrodków :)

wtorek, 21 lipca 2009

URLop

Miesiąc temu szefowa zapytała co planuję robić w czasie urlopu? Powiedziałam, że planuję spokojne wakacje, że chciałabym pojechać do domu nad morze, czytać książki, oglądać filmy, wędrować po plaży i dużo spać. Robiłam już nawet listę filmów do obejrzenia. Szefowa spojrzała na mnie i powiedziała 'już to widzę'. Na tym nasza rozmowa się skończyła.

Dwa tygodnie później stałam w kolejce wizowej do najbardziej znanej ambasady na Pięknej.


Niepisana referencja

Pewien człowiek z którym przeprowadzałam wywiad rekrutacyjny, powiedział, że wiele rzeczy mu się nie podobało, co dotyczyło przyszłej pracy, warunków, czegoś jeszcze. Ale to moja osoba spowodowała, że się zdecydował na pracę. Ten ktoś pomyślał, że skoro pracują tu tacy ludzie jak ja, to warto spróbować.
To chyba moja najlepsza nagroda, referencja. Niewidoczny medal :)

Kto nie pyta, ten nie wie



Moja babcia jest osobą dyskretną, ale pytającą śmiało o to, czego chce się dowiedzieć. Od czasu do czasu dzwonię lub przyjeżdżam do niej, i zawsze wtedy rozmawiamy :) Humor polega na tym, że babcia szybko przechodzi do konkretów.

Jakiś czas temu 
Ja - Cześć babciu :)
B - Cześć, wnusiu jak tam Twoje sprawy sercowe?
Ja – (odpowiadam)
B - aha
B - a ile teraz zarabiasz? netto na rękę?
Ja – (odpowiadam)
B - aha, to jak będziesz chodzić znowu na rozmowy o pracę, to powiedz, że chcesz x..., bo wiesz, Goździkowej wnuczka (...) też mieszka w Warszawie, i zarabia y!
Ja - babciu, zrobię co w mojej mocy ;)


Jakiś czas później 
Ja – Cześć babciu :)
B – Cześć, no i jak Gosiu Twoje sprawy sercowe?
Ja – Babciu, posucha teraz
B – Nie martw się wnusiu. Z miłością jak w rolnictwie, raz posucha a raz urodzaj
Ja - :)!

poniedziałek, 20 lipca 2009

Z serii 'Nie tylko za biurkiem pracuje człowiek' :)











Poszperałam trochę w sieci i odnalazłam zdjęcia pokazujące pracę znajomych. Pisałam już o tym wcześniej, o Youth Adventures (WA), ale znowu o tych znajomych myślę (przyjaciołach właściwie:)), co ma związek z tym, że napisali, że chcą się spotkać jak już dolecę do usa.
Ich praca polega na wyprawach w teren (outdoor), z różnymi grupami młodzieży, budowaniu zespołów i różnego rodzaju 'aktywnościach' (challenge courses) pomagających dzieciakom wzmacniać ich poczucie pewności siebie, uczyć współpracy w grupie, podejmować różnego rodzaju wyzwania na skałach i w wodzie. Strasznie mi się to podoba.
Super jest o tym posłuchać, popatrzeć jak ludzie pracują, jak żyją. Daje to poczucie zupełnie innej perspektywy. Odświeża. Mnie zwyczajnie FASCYNUJE i pociąga.

ps. zdjęcie z soccer ball - pojęcia, które znajdują się na piłce dotyczą tego, co jest dobre w budowaniu drużyny. Poza piłką - to co przeszkadza, jest niedobre. Fajne jest to, że dzieciaki wypisały, że niedobre są dwie krańcowe postawy: zbyt wysoka pewność siebie i niewiara we własne możliwości (overconfidence and not believing in ourselves).

ps 2. zdjęcie5 zabawy nazwanej toilet flush - dzieciaki napędzają w jakiś sposób jedną osobę, która kręci się w kółko. jakoś tak - trudno mi to sobie jakoś wyobrazić.

czwartek, 16 lipca 2009

Parnota



Wymieniłyśmy wczoraj z A uwagi na temat panującej aury, tego jak się pracuje oraz kto ma jakie warunki w biurze, kto wiatraczek, klimę, a kto robi przeciągi.
Potwierdzeniem mojego roztargnienia wywołanego ciepłotą były słowa na pożegnanie... no to trzymaj się ciepło! :)

Dumny



Kiedy jakiś gość do mnie zawita, pokazuję miasto i zamieniam się w przewodnika. Jak ktoś jest pierwszy raz w Warszawie - tym lepiej dla mnie - bardziej się czuję ekspertem ds. miasta i to lubię :)))
Mój teraźniejszy gość nie jest bardzo wymagający, a głównym powodem wczorajszego zwiedzania Łazienek miały być zdjęcia pawich ogonów. Bardzo lubię, aby moi goście byli usatysfakcjonowani wizytą. Potrafię różne rzeczy załatwić, przyspieszyć i zorganizować. Ale na tego ptaka nie miałam żadnego wpływu :)

Parkos verdes





tak smigam szybko, aż widoki się zlewają przed oczyma :)

W związku z wyprawą muszę koniecznie rozruszać kości, ścięgna, mięśnie...Rowerowo trenuję i odkrywam przy okazji świetne zielone zakątki w okolicy. Czasem po prostu tak mnie zachwyca zwykły park miejski i soczysta apetyczna zieleń, że nie wiem jakich doznań doświadczę wkrótce :D

środa, 15 lipca 2009

Wielka Podróż











No dobra. Żarty się skończyły:) bilety do Nowego JOrku mam. Do Salt Lake City również. I zaczynam czytanie o 'mojej' części wycieczki. Mam zaplanować trzeci tydzień, w Arizonie i Utah. To zdecydowanie mój najlepszy i najpoważniejszy projekt życia :D
Wczoraj wracałam z pracy pieszo chodnikiem wzdłuż ciągnącego się korku samochodowego. Jakiś chłopak wychylił się przez okno do pasa, pomachał mi i zapytał czemu jestem smutna? Hmm...bardzo to miłe było. Ale ja po prostu zamyślona jestem! myślę, planuję, i od dwóch tygodni po prostu żyję dwutorowo. TU i TAM :)!!!!!!!!

piątek, 10 lipca 2009

Wieczór w piątek jak to jest

W ramach Lata Filmowego wybrałam się na Brick Lane (2007). Z opisu wydawał mi się... pogodny, a i wieczór miałam wolny.
Najbardziej poruszył mnie wątek dwóch miłości - głównej bohaterki do męża z którym jest 16 lat (i z początku wydaje się on ostatnim burakiem i tyranem, z początku...) i namiętności do dostarczyciela dżinsów (tutaj się ucieszyłam, że bohaterka zdradza męża, hmmm... no tak...).
Druga z kolei rzecz, jaka daje do myślenia to poczucie TOŻSAMOŚCI osób, które adoptują się do życia w innej kulturze. Tożsamość budowana jest m.in. poprzez kraj pochodzenia, 'ojczyznę'. Zmieniając ją i dostosowując się do panujących w nowej kulturze obyczajów zmieniamy się my i ta nieodłączna tożsamość. Na pewno nie jest to odkrycie, ale film, jak dla mnie, świetnie to pokazuje. To tak, jak każda podróż, czy większe wydarzenie może spowodować, że nie pasujemy do starego miejsca, a i w nowym pozostając ciągle jakoś niezręcznie. Tkwiąc jednak w starym, chcemy zobaczyć co znajduje się poza nim. I tak w kółko.
Kolejna rzecz związana z dzisiejszym dniem dotyczy ... pory tygodnia. Najbardziej nie lubię piątków wieczorem, kiedy jestem sama. Sobota wieczór lub jakikolwiek inny dzień- ok, ale piątek to jest jakaś masakra. Można wszystko zracjonalizować i pójść np. samemu do kina, powiedzieć sobie 'ale fajnie robię co chcę, jak miło, robię na to co mam ochotę i kiedy na to mam ochotę'. Ale nie cierpię wieczorów w piątek w pojedynkę. Wypróbowałam 1001 sposobów. Po prostu MUSI być drugi człowiek. Bez bliskiej osoby, każdy najlepszy film, kolacja czy cokolwiek, po prostu mniej cieszy. Dużo mniej.
Pozdrawiam wszystkich przyjaciół na urlopie, weekendach, rodzinkę nad morzem, przyjaciół za granicą i wielką wodą. Nie martwcie się. Tak mam w piątki. Inne dni są naprawdę lepsze.

Sun Francisco


San Francisco
Już niedługo stanę nad Cieśniną Golden Gate :)

czwartek, 9 lipca 2009

Kid resisted



Chociaż okładka mnie zupełnie nie pociągała - moda na plaster anty na ramieniu (jeśli w ogóle taka była) zawsze wydawała mi się jedną z najgłupszych 'mód' pokazywania własnego podtruwania (jak papieros, ale mniejsza z tym :P) - książkę pożyczyłam i przeczytałam! :)
Jestem z tej kategorii czytelniczek, które we wczesnej młodości czytały Lucy Maud Montgomery i Małgorzatę Musierowicz. A książka Melanie Giffin to taka wersja dla starszych dziewczyn. Takich, które oglądały Przyjaciół i być może były już w nowym Yorku (łatwiej sobie wyobrazić pewne miejsca) i są wieku, dajmy na to 25-35 lat. W owym wspomnianym czasie, mojej wczesnej młodości, kiedy mama kupowała nowe tomy książek wyżej wspomnianych autorów, wyrywałyśmy je sobie z ręki i czytałyśmy jednym tchem, w ciągu 1 lub 1.5 dnia zapominając o reszcie rzeczy do zrobienia.
Tak miałam tym razem. Też jest okres wakacyjny, podobna aura pogodowa. Jadąc do pracy mogłam całkowicie zapomnieć o ścisku, zapachach, natłoku obowiązków, a to się rzadko zdarza :) Książka momentami była mało wiarygodna psychologicznie :) :P [tak mi się przynajmniej wydawało, że wiem więcej o Claudii niż ona wie o sobie samej, ale może to miało na tym polegać?:)]. Dla przyjemności z przyjemnością poszukam innych tytułów tej autorki. Miło się pozapominać czereśniową porą.

wtorek, 7 lipca 2009

6 lipca

6 lipca - miałam już wiedzieć, ale dalej muszę czekać!! nie cierpię czekania. trochę podnosi mi to ciśnienie. no po prostu nie może być u mnie spokojnie.

Nosi mnie, a jedyne co mogłam wczoraj zrobić to jeździć na rowerze, trochę padało, ale podobno nie można wszystkiego zrzucać na pogodę. Jadąc gdzieś na Bemowie zrobiłam nieprzepisowy skręt i wjechałam innemu rowerzyście pod koła, szybko usunęłam się w bok, on pomknął dalej, ale nagle zwolnił, odwrócił się i rzucił swój rower. Pomyślałam 'no pięknie :('
Spojrzał na mnie, byłam pewna, że zaraz mnie zwyczajnie ...ekhm
Rowerzysta: 'co pani tak piszczy w tym rowerze??!! jakaś masakra. pokaże pani ten rower!! jestem serwisantem'.

:)

sobota, 4 lipca 2009

To co było, zostawiamy



Czasem trzeba coś zakończyć - nawet jeśli serce tego nie chce, nie potrafi, zapomnieć, zrozumieć. Dla zdrowia psychicznego i normalnego dalszego rozwoju musi nadejść moment, kiedy mówi się 'stop'. Koniec! I taka decyzja powstaje w głowie, bo serce żyje często własnym życiem. A w nas odzywają się masochistyczne skłonności, albo wspominamy coś co było, albo żyjemy marzeniami, których spełnienie jeszcze nie nadeszło. Minęło już trochę czasu. Nie łudź się, zapomnij, postaw kropkę, przewróć kartkę. Walcz o to, bo już wiesz, że stara droga do niczego dobrego nie doprowadzi. Skoncentruj się na tym, co masz TU i TERAZ. Stać mnie na wiele i chcę to udowodnić. Gniew jest bardzo dobry - często jest motorem do działania.

Podejmować decyzje


Mój znajomy podjął jakiś czas temu decyzję, którą w psychologii nazwalibyśmy 'decyzją życiowo doniosłą'. Wszyscy go podziwialiśmy za odwagę, bo rozważał i wahał się wiele miesięcy. Minęło parę miesięcy i na pytanie jak mu z tą decyzją, którą podjął, powiedział - 'czasami mam wrażenie, że to była dobra decyzja. tak jest najczęściej'.
Strasznie mi się to spodobało.

czwartek, 2 lipca 2009

Kawałki



Powoli zbieram wszystko co odkrywam w całość. Codziennie dochodzą nowe elementy i zastanawiam się czy kiedykolwiek uda się skończyć układankę, w sensowną, zwartą całość. Myślę, że tak. Może trzeba jeszcze więcej czasu i jeszcze więcej doświadczeń. I coś mi podpowiada, że to się raczej nigdy nie skończy - tak w pełni. Jednak rama i zarys środka musi być. Koncepcja... wszystko czego pragniemy jest w nas... dziwne te hasła. Może zamiast psychologii powinnam zająć się uprawą cebuli? Ale cebula też ma wiele warstw!!

Luźne refleksje

  • Co raz bardziej jestem przekonana, że dużo większy wpływ (jeśli nie podstawowy) od tego kim rzeczywiście, obiektywnie jesteśmy - jest to co o sobie myślimy.

  • Nie jest sztuką zachwycić się osobą, którą zachwyca wiele innych osób. Sztuką jest umieć patrzeć na kogoś swoimi oczami. I dostrzec w kimś coś, co może być ukryte lub jeszcze niewydobyte.

środa, 1 lipca 2009

Tort truskawkowy

1 lipca to imieniny babci. A jeśli imieniny to zawsze przygotowywany przez babcię tort truskawkowy. Właśnie wczoraj babcia powiedziała mi przez telefon, że kupuje 15 udek od kurczaka, i że dla mnie udko pieczone będzie. Mimo tego, że nie przyjadę. Niesamowite.