Z najbliższego mojego otoczenia. Efekt kryzysu i rozwiązań zastosowanych przez pracodawców:
* przeniesienie do innego departamentu (polecenie z góry, że 4 SZTUKI (dosłownie) muszę być wyautowane - przeniesione zostały osoby z najniższym stażem pracy)
* dobrowolny (sic!) bezpłatny! miesięczny urlop [czy naprawdę na braku wypłacanych pensjach pracodawda się odkuje ekonomicznie? a co z nadszarpniętym zaufaniem pracowników? to może przynieść większe straty ekonomiczne niż oszczędności, a w efekcie utratę części załogi]
* zmniejszenie wymiaru etatu z 1.0 do 0.8 et. [centrala firmy w Szwajcarii poprosiła o zredukowanie kosztów, i pracodawca, by uniknąć zwolnień zmniejszył etaty i proporcjonalnie do tego - wynagrodzenia], ilość pracy pozostała taka sama, więc niewykonane zadania wykonujesz po godzinach, nadgodziny to słowo niepotrzebne
* zwolnienia grupowe [słowo 'kryzys' jest po części pretekstem by firmę przeczyścić]
* biznes kolegi padł w ciągu paru miesięcy, z powodu obniżania cen u konkurencji
* drastyczne zredukowanie załogi, czego efektem jest, że ci którzy zostali pracują za tych, którzy odeszli, w praktyce po 1.5 etatu, za to samo wynagrodzenie
To może starczy na razie. Przykłady są od znajomych z firm prywatnych i państwowych.
poniedziałek, 25 maja 2009
niedziela, 24 maja 2009
Warszawskie Warsztaty Gospel 2009


Instruktor Peter Francis (UK), świetny, charyzmatyczny człowiek... W pracy kieruje się zasadą 'be positively wrong', czyli śpiewaj jak potrafisz, jeśli będziesz myślał, że trafiasz w dźwięk to trafisz. Poza tym gospel, to nie technika tylko. Na tegorocznych warsztatach miała być Ruth Waldron, niestety nie przyjechała, ale cieszę się, że miałam okazję poznać nowego instruktora. Warszaty gospel to jest przeżycie, którego się nie zapomina, i chce się wracać co roku.
piątek, 22 maja 2009
czwartek, 21 maja 2009
wtorek, 19 maja 2009
Gupi Niuniuś
Wczoraj ugryzł mnie pies sąsiadki. Mały brzydal, który odrasta od ziemi na wysokość 20 cm. Szczęki miał co prawda małe, a ja dżinsy i adidasy, ale faktem jest, że mnie to rozwścieczyło. A może bardziej jeszcze ciąg dalszy historii...
Ja- auuuu!!! ugryzł mnie!!
Sąsiadka idąca za psem - nic, milczy, nie patrzy na mnie. Po chwili mówi 'no bo on się boi ludzi'
Ja - (pomyślałam, babo jesteś tępa, a ... gdzie przepraszam? bo psa nie chwyciła, dalej stał obok i warczał gotowy do kolejnego skoku). Odezwałam się, że wobec tego powinna go trzymać na smyczy, w kagańcu. Byłam bardzo zła.
Sąsiadka nic...! a gdy schodziłam schodami usłyszałam tylko jej głos jak szeptała czule 'no i co zrobiłeś, Niuniuś, no?'
---------------------------------
No ok, Niniuś nie jest głupi, tylko jego właścicielka. Bo jeśli on ma fobię społeczną, to sorki, ale z upośledzonych śmiać się nie można.
Ja- auuuu!!! ugryzł mnie!!
Sąsiadka idąca za psem - nic, milczy, nie patrzy na mnie. Po chwili mówi 'no bo on się boi ludzi'
Ja - (pomyślałam, babo jesteś tępa, a ... gdzie przepraszam? bo psa nie chwyciła, dalej stał obok i warczał gotowy do kolejnego skoku). Odezwałam się, że wobec tego powinna go trzymać na smyczy, w kagańcu. Byłam bardzo zła.
Sąsiadka nic...! a gdy schodziłam schodami usłyszałam tylko jej głos jak szeptała czule 'no i co zrobiłeś, Niuniuś, no?'
---------------------------------
No ok, Niniuś nie jest głupi, tylko jego właścicielka. Bo jeśli on ma fobię społeczną, to sorki, ale z upośledzonych śmiać się nie można.
Praca
Ostatnio rozmyślam i pytam ludzi o pracę. Zbieram informacje i może wkrótcę podzielę się wnioskami.
Interesuje mnie :)
- czy dana osoba lubi swoją pracę i z radością do niej wstaje, jeśli nie, dlaczego?
- czy praca jest tylko obowiązkiem i czy może być przyjemnością?
- skoro tylu niezadowolonych z pracy ludzi, to czy tylu nie odnalazło swojego miejsca w życiu, tudzież powołania, czy pasji?
- dlaczego ciagle myślimy o urlopie i liczymy dni wolne? żyjemy od weekendu do weekendu?
- czemu praca często nie jest przyjemnością, skoro zabiera nam lwią część naszego życia?? czy na tym ma polegać życie?
Interesuje mnie :)
- czy dana osoba lubi swoją pracę i z radością do niej wstaje, jeśli nie, dlaczego?
- czy praca jest tylko obowiązkiem i czy może być przyjemnością?
- skoro tylu niezadowolonych z pracy ludzi, to czy tylu nie odnalazło swojego miejsca w życiu, tudzież powołania, czy pasji?
- dlaczego ciagle myślimy o urlopie i liczymy dni wolne? żyjemy od weekendu do weekendu?
- czemu praca często nie jest przyjemnością, skoro zabiera nam lwią część naszego życia?? czy na tym ma polegać życie?
Nocny
Nocny autobus, wracam z podróży. Nocny autobus w Warszawie prawie zawsze znaczy, że coś się będzie działo. Tym razem chłopak siedzi na środku wejścia do autobusu, słabo kontaktuje, nogi spuszczone na chodnik, bluza z kapturem, na uszach słuchawki. W pewnym momencie kierowca rusza i drzwi ściskają chłopaka. On podskakuje jak oparzony, widać, że jest na 'gazie' stawiam, że nie alkohol. Wskakuje do środka autobusu, patrzy nieprzytomnie i wybiera siedzenie obok dziewczyny. Siada, pochyla się do niej i głośno pyta 'Do you speak english???!!!'. Dziewczyna ucieka, autobus w śmiech.
sobota, 16 maja 2009
piątek, 15 maja 2009
Wyliczanka
Do zagrody wchodzą 2 byki, a w niej stoi krowa wątpliwej urody.
Byk się odzywa - pałka zapałka 2 kije, kto się nie schowa... ten kryje
Byk się odzywa - pałka zapałka 2 kije, kto się nie schowa... ten kryje
czwartek, 14 maja 2009
Sny
Uwielbiam sny... pokazują więcej nam o nas, niż my sobie uświadamiamy za dnia. Bo bez żadnych blokad nieświadomość wywala to co trzeba, emocje, które za dnia nie mogą lub my nie potrafimy ich rozładować.
Moja znajoma nie lubi swojej pracy w agencji reklamowej, chyba dopiero jej sen uświadomił mi czym dla niej jest jej praca, chociaż wielokrotnie słuchałam, że za pracą delikatnie mówiąc nie przepada. Śniło jej się, że jej klienci, nawet ci, z którymi ma dobry kontakt zamienili się w wampiry, przed którymi musiała uciekać...
Wg mnie to jakiś sygnał ostrzegawczy :) Trzeba czym prędzej odejść ze środowiska, które atakuje i wysysa... życie!!
Moja znajoma nie lubi swojej pracy w agencji reklamowej, chyba dopiero jej sen uświadomił mi czym dla niej jest jej praca, chociaż wielokrotnie słuchałam, że za pracą delikatnie mówiąc nie przepada. Śniło jej się, że jej klienci, nawet ci, z którymi ma dobry kontakt zamienili się w wampiry, przed którymi musiała uciekać...
Wg mnie to jakiś sygnał ostrzegawczy :) Trzeba czym prędzej odejść ze środowiska, które atakuje i wysysa... życie!!
wtorek, 12 maja 2009
Kryzys spowodował popyt na optymizm - zagadnienia z pogranicza ekonomii
Zaskoczona zostałam faktem, że od paru miesięcy wydaję więcej niż zarabiam. Złożyło się na to parę czynników: kilka premii, które przyzwyczaiły mnie do myślenia, że mogę sobie pozwolić na coś, na co wcześniej bym sobie nie pozwoliła, większa ilość znajomych i wyjść, a z każdym wyjściem zazwyczaj wiąże się wyciek gotówki, a także większa swoboda w wydawaniu pieniędzy u znajomych, a jak wiadomo upodobnienie do przyjaciół następuje również pod względem tuszy, więc co dopiero pod wględem rzeczy zewnętrznej, jaką jest sposób wydawania pieniądza.
No i kupno jednej lepszej rzeczy pociągnęło 'konieczność' kupienia kolejnej, bo przecież do ładnej nowej nie pasują stare brzydkie.
W każdym razie, kiedy podzieliłam się odkryciem i zmartwieniem niekontrolowanego wycieku, usłyszałam, że przecież pomagam gospodarce podźwignąć się z kryzysu.
No i kupno jednej lepszej rzeczy pociągnęło 'konieczność' kupienia kolejnej, bo przecież do ładnej nowej nie pasują stare brzydkie.
W każdym razie, kiedy podzieliłam się odkryciem i zmartwieniem niekontrolowanego wycieku, usłyszałam, że przecież pomagam gospodarce podźwignąć się z kryzysu.
Bug-etówka...
Zastanawiam się czy jest to dobre, gdy pracownicy bardzo długo pracują w jednej firmie. Z jednej strony takich pracowników uważa się za lojalnych, przywiązanych, którzy przejawiają w stosunku do firmy zaufanie, znają firmę, są to często chodzące legendy, znają branżę, ludzi są wobec tego kopalnią wiedzy i źródłem kontaktów. Pracowników długoletnich nagradza się za przepracowanie okrągłych lat i z jednej strony słusznie. Oni też czerpią korzyści, gdy firma zaspokaja im potrzeby, których oni akurat potrzebują: bezpieczeństwa, stabilności, docenienia, aprobaty, stałości lub innych.
Z drugiej strony czy aby na pewno dla tych osób i firmy jest to pozytywne, być związanym z jednym miejscem pracy przez połowę swojego życia?
Myślę, że długodystansowość w jednej firmie może być dobra dla obu stron tylko wówczas, gdy jest to firma elastyczna i zmieniająca się wraz z rynkiem, dostosowująca swoją kulturę do swoich czasów. Owszem może zachowywać tradycję i stare wartości, ale dostosowując do tego co nowe na zewnątrz. Wtedy firma się zmienia i rozwija, a z nią i pracownik. Ale wymaga to również oddania ze strony pracownika, rozwija się on w tempie jaki nadaje firma..
Swoją refleksję wysnuwam pod wpływem pracy w budżetówce, obserwacji starych pracowników, którzy swoich zachowań nie zmienili wydaje się od czasów PRL-u, oraz młodych pracowników, którzy sami może nie widząc przesiąkają kulturą budżetówki i nabierają nawyków podobnych do starszych pracowników. To ostatnie mnie przeraża. To zupełnie nie łączy się z entuzjazmem, inicjatywą! odwagą do działania, poczuciem, że mogę zrobić coś sensownego, twórczego itp. Rozumiem, że są ludzie mrówki i ludzie twórczy, że potrzeba każdego, by firma dobrze funkcjonowała. I głęboko wierzę, że każdy pragnie dawać z siebie to co potrafi najlepiej i być godziwie nagradzany (pieniężnie i słownie). Ale przeraża mnie taki system zarządzania, skostniałe struktury pełne regulaminów, papierologia, spychologia i wszechogarniający niepokój, by.... podjąć jakąkolwiek samodzielną decyzję, irytacja na to co nieoczekiwane, zmienne, odmienne od ‘mojego’ sposobu myślenia, dziury w komunikacji wynikające z tysiąca poziomów struktur. I taka często występująca służalczość wręcz, wywodząca się od posłuszeństwa wobec przełożonych, zupełnie jak dziecko wobec rodzica, ale w taki dziwny niedobry sposób, nieprzystający dorosłej osobie. Może to wynika z tego, że brakuje dojrzałej kadry menedżerskiej, ale to już inna sprawa.
Od jakiegoś czasu już się nie wkurzam, bo wiem, że praca w budżetówce nauczyła mnie tego, że wiem jak się tu pracuje, czego wolałabym w przyszłości uniknąć, że to nie moje miejsce, i że jeśli chcę coś zmienić, to zależy tylko ode mnie. Szkoda mi tych, którzy wyjścia dla siebie nie widzą, przekładają 20 lat papiery z biurka na biurko, z poczuciem bezsensu, wewnętrznym smutkiem i pustką. A ja wierzę, że naprawdę można żyć inaczej...i mam nadzieję, że niedługo lub wkrótce zacznę...
Z drugiej strony czy aby na pewno dla tych osób i firmy jest to pozytywne, być związanym z jednym miejscem pracy przez połowę swojego życia?
Myślę, że długodystansowość w jednej firmie może być dobra dla obu stron tylko wówczas, gdy jest to firma elastyczna i zmieniająca się wraz z rynkiem, dostosowująca swoją kulturę do swoich czasów. Owszem może zachowywać tradycję i stare wartości, ale dostosowując do tego co nowe na zewnątrz. Wtedy firma się zmienia i rozwija, a z nią i pracownik. Ale wymaga to również oddania ze strony pracownika, rozwija się on w tempie jaki nadaje firma..
Swoją refleksję wysnuwam pod wpływem pracy w budżetówce, obserwacji starych pracowników, którzy swoich zachowań nie zmienili wydaje się od czasów PRL-u, oraz młodych pracowników, którzy sami może nie widząc przesiąkają kulturą budżetówki i nabierają nawyków podobnych do starszych pracowników. To ostatnie mnie przeraża. To zupełnie nie łączy się z entuzjazmem, inicjatywą! odwagą do działania, poczuciem, że mogę zrobić coś sensownego, twórczego itp. Rozumiem, że są ludzie mrówki i ludzie twórczy, że potrzeba każdego, by firma dobrze funkcjonowała. I głęboko wierzę, że każdy pragnie dawać z siebie to co potrafi najlepiej i być godziwie nagradzany (pieniężnie i słownie). Ale przeraża mnie taki system zarządzania, skostniałe struktury pełne regulaminów, papierologia, spychologia i wszechogarniający niepokój, by.... podjąć jakąkolwiek samodzielną decyzję, irytacja na to co nieoczekiwane, zmienne, odmienne od ‘mojego’ sposobu myślenia, dziury w komunikacji wynikające z tysiąca poziomów struktur. I taka często występująca służalczość wręcz, wywodząca się od posłuszeństwa wobec przełożonych, zupełnie jak dziecko wobec rodzica, ale w taki dziwny niedobry sposób, nieprzystający dorosłej osobie. Może to wynika z tego, że brakuje dojrzałej kadry menedżerskiej, ale to już inna sprawa.
Od jakiegoś czasu już się nie wkurzam, bo wiem, że praca w budżetówce nauczyła mnie tego, że wiem jak się tu pracuje, czego wolałabym w przyszłości uniknąć, że to nie moje miejsce, i że jeśli chcę coś zmienić, to zależy tylko ode mnie. Szkoda mi tych, którzy wyjścia dla siebie nie widzą, przekładają 20 lat papiery z biurka na biurko, z poczuciem bezsensu, wewnętrznym smutkiem i pustką. A ja wierzę, że naprawdę można żyć inaczej...i mam nadzieję, że niedługo lub wkrótce zacznę...
C.S. Lewis 'Cztery miłości'
Kochać w ogóle znaczy wystawić sie na zranienie. Pokochaj cokolwiek, a twoje serce z pewnością odczuje ból, a może nawet zostanie złamane. Jeśli chcesz mieć pewność utrzymania serca w stanie nienaruszonym, nie wolno ci go ofiarować nikomu, nawet zwierzęciu. Otul je ostrożnie swoimi hobby i odrobiną luksusu, unikaj wszelkich komplikacji, zamknij je bezpiecznie w szkatule lub trumnie własnego egoizmu. Ale w tej szkatule -bezpiecznie, w ciemności, w bezruchu, bez powietrza- ono sie zmieni. Nie będzie złamane, nie, ono stanie się nie do złamania, nieprzystępne, zatwardziałe... Jedynym miejscem poza Niebem, gdzie możesz być doskonale zabezpieczony przed wszystkimi niebezpieczeństwami...miłości, jest Piekło
wtorek, 5 maja 2009
Nauka języka
Potrafię już zapytać po hiszpańsku: "po ile jest szynka i gdzie mogę znaleźć jajka kur grzebiących". Z głodu w Hiszpanii nie zginę ;)
niedziela, 3 maja 2009
3 maja
Znajduję się w samym centrum przedstawicieli singli dużego miasta i obserwuję wokół dużą potrzebę bycia w związku zarówno u kobiet, jak i kolegów... Problem jest faktyczny, rzeczywisty i dość poważny. Zwłaszcza około 30-stki, kiedy zegar biologiczny kobiet tyka, a koledzy mówią, że czują się jakby odjechał im ostatni pociąg. Po 30-stce kiedy charaktery i osobowości kostnieją i ludzie stają się co raz mniej podatni na zmiany, chęci i odwaga do dopasowywania są odwrotnie proporcjonalne do pragnienia bycia w związku.
Nie zdają sobie sprawy jednak ci, którzy są sfrustrowani, że bycie w związku też bywa powodem frustracji i wielu trudności. Niektórzy znalezienie partnera traktują jak zadanie (bo nigdy nie byli w związku i chcą udowodnić coś sobie lub innym-że potrafią), inni jako wyśnione i wymarzone źródło szczęśliwości, inni jako obiekt do opiekowania się, bo nie lubią być sami... A przecież źródłem szczęścia powinniśmy być przede wszystkim sami dla siebie. Bo każdy z motywów wymienionych, a jest ich więcej, służy do świadomego lub nie-, ale przedmiotowego traktowania drugiego. Zastanawiam się czy uwolnienie się od tego jest w ogóle możliwe? A może życie polega właśnie na tym, że jesteśmy sobie potrzebni i zaspakajamy świadome lub nie- potrzeby? (opieki, afiliacji, społecznej akceptacji itp.)? A jeśli ktoś po latach w związku dojrzeje i potrzeba pierwotna ulegnie zmianie? (co z partnerem, on zmieni sposób zachowania, czy związek ulegnie rozpadowi?)
Nie zdają sobie sprawy jednak ci, którzy są sfrustrowani, że bycie w związku też bywa powodem frustracji i wielu trudności. Niektórzy znalezienie partnera traktują jak zadanie (bo nigdy nie byli w związku i chcą udowodnić coś sobie lub innym-że potrafią), inni jako wyśnione i wymarzone źródło szczęśliwości, inni jako obiekt do opiekowania się, bo nie lubią być sami... A przecież źródłem szczęścia powinniśmy być przede wszystkim sami dla siebie. Bo każdy z motywów wymienionych, a jest ich więcej, służy do świadomego lub nie-, ale przedmiotowego traktowania drugiego. Zastanawiam się czy uwolnienie się od tego jest w ogóle możliwe? A może życie polega właśnie na tym, że jesteśmy sobie potrzebni i zaspakajamy świadome lub nie- potrzeby? (opieki, afiliacji, społecznej akceptacji itp.)? A jeśli ktoś po latach w związku dojrzeje i potrzeba pierwotna ulegnie zmianie? (co z partnerem, on zmieni sposób zachowania, czy związek ulegnie rozpadowi?)
piątek, 1 maja 2009
Wiosna i...
Wreszcie się coś urodziło...
Po miesiącach lub nawet latach rozmyślań, rozmów, czytania, wpadły mi do głowy nowe pomysły na życie, nowe idee, nowe świeżutkie jak wiosenne listki w parku lub poranne pączusie prosto z piekarni ...
Chcę spróbować
Potrzebny jest jeszcze plan i szczypta odwagi.
Po pragnienia można sięgać nawet wtedy, gdy w danej dziedzinie nie jest się najlepszym :) Uff, co za ulga.
Wreszcie się coś urodziło...
Po miesiącach lub nawet latach rozmyślań, rozmów, czytania, wpadły mi do głowy nowe pomysły na życie, nowe idee, nowe świeżutkie jak wiosenne listki w parku lub poranne pączusie prosto z piekarni ...
Chcę spróbować
Potrzebny jest jeszcze plan i szczypta odwagi.
Po pragnienia można sięgać nawet wtedy, gdy w danej dziedzinie nie jest się najlepszym :) Uff, co za ulga.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





