Dziewczyna i chłopak jadą SKM w Trójmieście
Dziewczyna: Chcesz mandarynkę?
Chłopak: niee
Dziewczyna: A w pierdol??!!
sobota, 27 grudnia 2008
piątek, 19 grudnia 2008
niedziela, 14 grudnia 2008

Płytka nareszcie w sprzedaży. Wcześniej nie można jej było kupić (umowa ze sponsorem). Śpiewa na niej skład wybranych, no i gościnnie Grażyna Auguścik.
Wczoraj odbył się natomiast coroczny świąteczny koncert na Siennej. Przyszło ode mnie sporo znajomych. Strasznie się cieszę, że gospel gromadzi i przyciąga tylu ludzi. Podziękowania dla Was *)Buźka
Wczoraj odbył się natomiast coroczny świąteczny koncert na Siennej. Przyszło ode mnie sporo znajomych. Strasznie się cieszę, że gospel gromadzi i przyciąga tylu ludzi. Podziękowania dla Was *)Buźka
piątek, 12 grudnia 2008
Nawet rzeczy martwe można ujarzmić odpowiednim podejściem. Dzisiaj mam na myśli faks.. Tylko raz przeklęłam, po czym przywołałam się do porządku. Około godziny przesyłałam innej osobie super mega pilnie potrzebne materiały. Brzydkie to słowo przeze mnie wypowiedziane, pomimo dobra, które wykonałam, spowodowało zgorszenie u koleżanki. Powinnam uciąć sobie organ powodujący zgorszenie. Niemniej jednak jutro i pojutrze mamy koncerty w duchu gospel... Język mi się przyda do artykulacji spółgłosek.
(nie no świruję... ale to piątek)
(nie no świruję... ale to piątek)
wtorek, 9 grudnia 2008
piątek, 5 grudnia 2008
czwartek, 4 grudnia 2008
środa, 3 grudnia 2008
Redukcja kosztów

Dzisiaj rano dostaliśmy maila od dyrekcji 'proszę o burzę mózgów, jak możemy zredukować koszty w naszym pionie'. Generalnie pytanie zabrzmiało dla mnie jak z serii 'proszę wymienić tańsze sklepy niż Biedronka'...
W przypływie porannej świeżości umysłu wystosowałam takiego oto maila do mojej szefowej, która żart mój rozumie...
Jeśli burza mózgów i wszystkie odpowiedzi są dobre, to:
:)
- usadawianie pracowników po 2-óch przy jednym biurku - resztę biurek można sprzedać, kiedyś też radziłyśmy sobie we 4 osoby z 1 komputerem...., resztę komputerów można by oddać do biur X, tam podobno jest ciężko ze sprzętem, moglibyśmy telefonować do kandydatów tylko na numery stacjonarne? (najtaniej to jest chyba po 18.00, lub przed 6.00), jak ktoś podgrzewa wodę na herbatę to tylko 250 ml, a jak grzeje cały czajnik to robi reszcie herbatę lub kawę, moglibyśmy również robić dyżury sprzątacze (i nie trzeba byłoby płacić pani, która sprząta), rolkę papieru, każdy przynosi z domu.
Mail jednak poszedł dalej, a my dostaliśmy odpowiedź...
hahaha
Obsesja światła

Ostatnio mam taką potrzebę światła, że w moim pokoju mam 2 lampy podłogowe, 1 biurkową i żyrandol. No i mam chęć kupić jedną z powyżej załączonych lamp. Nie wiem, ale to chyba spowodowane jest tym, że rano wstaję - ciemno, wracam z pracy - jeszcze ciemniej... nie można tak żyć zbyt długo i czuć się optymalnie. Czy dlatego Finowie piją tyle wódki?
wtorek, 2 grudnia 2008
Recepta na odrost skrzydeł
Odpowiedź na pytanie Pi.
Co to jest podcięte skrzydło? Mogą to być marzenia, plany, osoba, w
której pokładaliśmy nadzieję, a która tych nadziei nie spełniła...
Gdy to jest CUT /obcięte ostrym nożem lub wyszarpywane dzień po dniu/
- należy obiekt, który sprawia nam cierpienie odsunąć na bok, postarać się zająć czymś innym, nie patrzeć, nie rozmawiać chwilowo, odstawić na jakiś czas.
- trzeba koniecznie dać upust emocjom, niektórzy tego nie lubią, ale niestety sposobu, by zdrowo żyć, i np. nie nabawić się wrzodów żołądka, depresji czy nerwicy, nie ma. Dać upust emocjom tzn. w obliczu tego kryzysu wypłakać się, w poduszkę, pod prysznicem, w ramię przyjaciela, w kurtkę wiszącą w przedpokoju (tu wymyślam, bo tego nie praktykowałam:)) terapeuty, wyzłościć, wygniewać, wybiegać się itd..
- przegadać to z bliską zaufaną osobą. No i najlepiej, by nie była to tylko 1 osoba, bo wtedy mamy 2 perspektywy patrzenia na daną sprawę, a czasem to za mało, bo nasi przyjaciele patrzą na sprawę naszymi oczami... więc przegadać, opowiedzieć, wyżalić się, i poczuć się wysłuchanym-o! to jest ulga...to pomaga...
- potem spróbować UWIERZYĆ, że dobrze, że stało się to co się stało. Uwierzyć, że będzie na pewno DRUGA SZANSA, że gdy są zamykane jedne drzwi zabierana ta jedna możliwość, to otwierane jest OKNO, dane są nam inne możliwości. Zależy jeszcze, co to jest, ale ja np. sobie wówczas myślę, że czeka mnie coś LEPSZEGO widocznie, albo, że to jeszcze nie jest właściwy CZAS, albo muszę widocznie do czegoś DOJRZEĆ, albo, że gdyby stało się TO na co czekałam, nie byłabym tak naprawdę szczęśliwa, bo skąd mam to wiedzieć, czy bym była??? Wydaje się czasem, że do szczęścia potrzebne nam jest TO i TO, a jak już to mamy to wcale nie ma takiej dużej różnicy w naszym poczuciu szczęścia w życiu. Więc tak to sobie tłumaczę.
- następnie trzeba się sobą zająć jak najlepszym przyjacielem, bo tak naprawdę nikt tak dobrze nie zadba o ciebie, jak Ty sam! Bo skąd też inni mogą wiedzieć, czego potrzebujesz? Tak naprawdę nie mają zielonego pojęcia. Więc w obliczu kryzysu, obciętych skrzydeł, warto się sobą zaopiekować, dobrze jeść, starać się spać, nie stresować niepotrzebnie, kupić sobie prezent, lub nawet z 5! A co ;) Zatroszczyć się o siebie tak, jakbyś się zatroszczył/-ła najlepszym przyjacielem, który właśnie Cię odwiedza i już w progu stwierdza, że jest mu bardzo smutno... Można też ze sobą prowadzić dialogi wewnętrzne, czyli mówić do siebie w głowie miłe pocieszające rzeczy-to naprawdę działa. Dla celów eksperymentu możesz przez 15 min mówić sobie wewnątrz komplementy, a potem 15 min się ostro krytykować. No i..? Niby wiemy, że sprawcą tych myśli jesteśmy my sami, ale różnica w nastroju pojawia się szybko i jest jak gdyby od tej świadomości niezależna.
- no i to, co ostatnie przychodzi mi na myśl, to co sama ostatnio odkryłam, że praca nad dobrym samopoczuciem, czyli optymizmem, to bardzo ciężki, świadomy wysiłek!... niestety dla pesymistów.. ;) Optymizm nie jest wrodzony, chociaż są osoby bardziej i mniej pogodne. Optymizmu i pogody ducha można się nauczyć. Nastrojem można sterować, i warto nauczyć się wyłapywać symptomy nadchodzących złych, czarnych myśli, by je odpowiednio szybko wystopować. Jeśli damy się ponieść złym myślom np. krytycznym, dołującym i polecimy z nimi w dół, to więcej będzie nas kosztowało odbudowanie siebie do stanu optymalnego, niż wyłapanie zawczasu złych myśli i ochrona przed nimi. Koszt podnoszenia się z dołka jest o wiele wyższy, czasochłonny, niż codzienne żmudne dbanie o siebie.
- jak już raz czy dwa coś ostro wyszarpnie nam skrzydła, nabywa się pewnej odporności, w ślad za porzekadłem, co cię nie zabije to cię wzmocni. Może sprzyja temu cecha taka jak naiwność, bo wyjścia są zawsze 2: albo coś się kolejny raz przydarzy, albo się nie przydarzy. Więc tu pomaga pewna NAIWNOŚĆ życiowa i nadzieja, że jednak opcja - przydarzy się. A żeby tak bardzo nie oczekiwać tego wydarzenia i martwić się, że się nie przydarza, to można wyobrazić sobie najgorszą opcję, że coś czego pragniemy - nigdy się nie przydarza. I jeśli mamy wymyśloną
alternatywę na najgorsze wyjście i wiemy, że sobie poradzimy, to super! To jest taka szczepionka na przyszłość. A jeśli jest sytuacja, że nie mamy alternatywnego wyjścia i wydaje nam się, że będzie strasznie. To trzeba się zapytać siebie, dlaczego właśnie TO, co nie nadejdzie ma zaspokoić moje pragnienia, jakie to są pragnienia...? Jestem pewna, że taka analiza pomoże w znalezieniu wyjścia z sytuacji... Że znajdzie się alternatywa!
Co to jest podcięte skrzydło? Mogą to być marzenia, plany, osoba, w
której pokładaliśmy nadzieję, a która tych nadziei nie spełniła...
Gdy to jest CUT /obcięte ostrym nożem lub wyszarpywane dzień po dniu/
- należy obiekt, który sprawia nam cierpienie odsunąć na bok, postarać się zająć czymś innym, nie patrzeć, nie rozmawiać chwilowo, odstawić na jakiś czas.
- trzeba koniecznie dać upust emocjom, niektórzy tego nie lubią, ale niestety sposobu, by zdrowo żyć, i np. nie nabawić się wrzodów żołądka, depresji czy nerwicy, nie ma. Dać upust emocjom tzn. w obliczu tego kryzysu wypłakać się, w poduszkę, pod prysznicem, w ramię przyjaciela, w kurtkę wiszącą w przedpokoju (tu wymyślam, bo tego nie praktykowałam:)) terapeuty, wyzłościć, wygniewać, wybiegać się itd..
- przegadać to z bliską zaufaną osobą. No i najlepiej, by nie była to tylko 1 osoba, bo wtedy mamy 2 perspektywy patrzenia na daną sprawę, a czasem to za mało, bo nasi przyjaciele patrzą na sprawę naszymi oczami... więc przegadać, opowiedzieć, wyżalić się, i poczuć się wysłuchanym-o! to jest ulga...to pomaga...
- potem spróbować UWIERZYĆ, że dobrze, że stało się to co się stało. Uwierzyć, że będzie na pewno DRUGA SZANSA, że gdy są zamykane jedne drzwi zabierana ta jedna możliwość, to otwierane jest OKNO, dane są nam inne możliwości. Zależy jeszcze, co to jest, ale ja np. sobie wówczas myślę, że czeka mnie coś LEPSZEGO widocznie, albo, że to jeszcze nie jest właściwy CZAS, albo muszę widocznie do czegoś DOJRZEĆ, albo, że gdyby stało się TO na co czekałam, nie byłabym tak naprawdę szczęśliwa, bo skąd mam to wiedzieć, czy bym była??? Wydaje się czasem, że do szczęścia potrzebne nam jest TO i TO, a jak już to mamy to wcale nie ma takiej dużej różnicy w naszym poczuciu szczęścia w życiu. Więc tak to sobie tłumaczę.
- następnie trzeba się sobą zająć jak najlepszym przyjacielem, bo tak naprawdę nikt tak dobrze nie zadba o ciebie, jak Ty sam! Bo skąd też inni mogą wiedzieć, czego potrzebujesz? Tak naprawdę nie mają zielonego pojęcia. Więc w obliczu kryzysu, obciętych skrzydeł, warto się sobą zaopiekować, dobrze jeść, starać się spać, nie stresować niepotrzebnie, kupić sobie prezent, lub nawet z 5! A co ;) Zatroszczyć się o siebie tak, jakbyś się zatroszczył/-ła najlepszym przyjacielem, który właśnie Cię odwiedza i już w progu stwierdza, że jest mu bardzo smutno... Można też ze sobą prowadzić dialogi wewnętrzne, czyli mówić do siebie w głowie miłe pocieszające rzeczy-to naprawdę działa. Dla celów eksperymentu możesz przez 15 min mówić sobie wewnątrz komplementy, a potem 15 min się ostro krytykować. No i..? Niby wiemy, że sprawcą tych myśli jesteśmy my sami, ale różnica w nastroju pojawia się szybko i jest jak gdyby od tej świadomości niezależna.
- no i to, co ostatnie przychodzi mi na myśl, to co sama ostatnio odkryłam, że praca nad dobrym samopoczuciem, czyli optymizmem, to bardzo ciężki, świadomy wysiłek!... niestety dla pesymistów.. ;) Optymizm nie jest wrodzony, chociaż są osoby bardziej i mniej pogodne. Optymizmu i pogody ducha można się nauczyć. Nastrojem można sterować, i warto nauczyć się wyłapywać symptomy nadchodzących złych, czarnych myśli, by je odpowiednio szybko wystopować. Jeśli damy się ponieść złym myślom np. krytycznym, dołującym i polecimy z nimi w dół, to więcej będzie nas kosztowało odbudowanie siebie do stanu optymalnego, niż wyłapanie zawczasu złych myśli i ochrona przed nimi. Koszt podnoszenia się z dołka jest o wiele wyższy, czasochłonny, niż codzienne żmudne dbanie o siebie.
- jak już raz czy dwa coś ostro wyszarpnie nam skrzydła, nabywa się pewnej odporności, w ślad za porzekadłem, co cię nie zabije to cię wzmocni. Może sprzyja temu cecha taka jak naiwność, bo wyjścia są zawsze 2: albo coś się kolejny raz przydarzy, albo się nie przydarzy. Więc tu pomaga pewna NAIWNOŚĆ życiowa i nadzieja, że jednak opcja - przydarzy się. A żeby tak bardzo nie oczekiwać tego wydarzenia i martwić się, że się nie przydarza, to można wyobrazić sobie najgorszą opcję, że coś czego pragniemy - nigdy się nie przydarza. I jeśli mamy wymyśloną
alternatywę na najgorsze wyjście i wiemy, że sobie poradzimy, to super! To jest taka szczepionka na przyszłość. A jeśli jest sytuacja, że nie mamy alternatywnego wyjścia i wydaje nam się, że będzie strasznie. To trzeba się zapytać siebie, dlaczego właśnie TO, co nie nadejdzie ma zaspokoić moje pragnienia, jakie to są pragnienia...? Jestem pewna, że taka analiza pomoże w znalezieniu wyjścia z sytuacji... Że znajdzie się alternatywa!
niedziela, 30 listopada 2008
Piosenka dnia, nawet tygodnia.
Zamówiłam album...!
Byłam na nagraniach, teledysk jest właśnie z nagrań!!
Cannot wait to hear :)))
Zamówiłam album...!
Byłam na nagraniach, teledysk jest właśnie z nagrań!!
Cannot wait to hear :)))
sobota, 29 listopada 2008
piątek, 28 listopada 2008

Relacje międzyludzkie są skomplikowane jak pobyt w dżungli (chociaż w niej nie byłam, domyślam się, że lekko nie jest, i nie łatwo jest przeżyć).
Weźmy pod uwagę kwestię nawiązania kontaktu.
Ktoś mnie zaczepia...
Kto?
Nieznajomy, znajomy, średnio znajomy. Bliski, bardzo bliski, lubiany, nielubiany, gruby, chudy, biały, żółty...
W jaki sposób?
Dzwoniąc, mailowo, sms-owo, przy bezpośrednim spotkaniu. Kontaktuje się rzadko lub często, Za często lub za rzadko. Dzwoni zamiast pisać, odwiedza zamiast sms-ować :)
Po co to robi? Jakie są intencje?
Czy ten ktoś zna swoje intencje, czy ja znam tej osoby? bo bywa, że nie i ... ktoś zagaduje, bo się nudzi, albo tak sobie poprawia nastrój... albo nieświadomie chce do czegoś nakłonić...
Następnie w jaki sposób przekazuje to co ma do powiedzenia? (ton wypowiedzi)
Ważne jest to, bo ten sposób działa na tego, kto odbiera. Jak to na mnie wpływa? (powiedzmy, że taki i taki ton mnie odstrasza, lub odwrotnie - przyciąga, a ktoś miał zupełnie inne intencje). Albo rozmawia z nami w jakimś określonym dla siebie stanie ducha, rozmowę poprzedziły jakieś ważne doświadczenia.
Co ktoś mówi?
Niektórzy w zadziwiający sposób nie potrafią przekazać o co im tak naprawdę chodzi. Mówią 1000 słów (jak w amerykańskich podręcznikach), które można byłoby zmniejszyć do 50, albo też używają skrótów myślowych, które trudno rozszyfrować. Nikt przecież nie siedzi w czyjejś głowie.
I tak powstają nieporozumienia.
Czasem mam wrażenie, że nawet rozmawiając ze sobą, niby się rozumiejąc, odbieramy świat i tak inaczej. Dobre komunikowanie się to jest sztuka, umiejętność na wagę złota. W szkole powinien być z tego przedmiot obowiązkowy :)
Trochę zakręcony temat, prawda?...:)
środa, 26 listopada 2008
poniedziałek, 24 listopada 2008
niedziela, 23 listopada 2008
Słuchałam dziś piosenki, której tekst brzmiał:
'and today was a day just like any other'
Pomyślałam, że jeszcze nigdy tak nie pomyślałam w swoim życiu
Zajrzałam do imienika www.imiennik.pl
"Małgorzata: To urocze kobiety, pełne magnetyzmu. Niełatwo w całej rozciągłości poznać ich psychikę, gdyż wszystko u nich tak szybko się zmienia!"
I to jest prawda. U mnie wszystko tak szybko się zmienia, że czasem sama za sobą nie nadążam.
Od paru dni myślę nad tym, w jaki sposób imię wpływa i kształtuje osobowość człowieka. Czy ma to znaczenie tylko wtedy, gdy dziecko pozna znaczenie swojego imienia? Czy inni ludzie podświadomie traktują odmiennie: Ewki, Zosie czy Klaudynki, i dlatego można nadać jakieś cechy poszczególnym imionom?
'and today was a day just like any other'
Pomyślałam, że jeszcze nigdy tak nie pomyślałam w swoim życiu
Zajrzałam do imienika www.imiennik.pl
"Małgorzata: To urocze kobiety, pełne magnetyzmu. Niełatwo w całej rozciągłości poznać ich psychikę, gdyż wszystko u nich tak szybko się zmienia!"
I to jest prawda. U mnie wszystko tak szybko się zmienia, że czasem sama za sobą nie nadążam.
Od paru dni myślę nad tym, w jaki sposób imię wpływa i kształtuje osobowość człowieka. Czy ma to znaczenie tylko wtedy, gdy dziecko pozna znaczenie swojego imienia? Czy inni ludzie podświadomie traktują odmiennie: Ewki, Zosie czy Klaudynki, i dlatego można nadać jakieś cechy poszczególnym imionom?
Subskrybuj:
Posty (Atom)









