Odpowiedź na pytanie Pi.
Co to jest podcięte skrzydło? Mogą to być marzenia, plany, osoba, w
której pokładaliśmy nadzieję, a która tych nadziei nie spełniła...
Gdy to jest CUT /obcięte ostrym nożem lub wyszarpywane dzień po dniu/
- należy obiekt, który sprawia nam cierpienie odsunąć na bok, postarać się zająć czymś innym, nie patrzeć, nie rozmawiać chwilowo, odstawić na jakiś czas.
- trzeba koniecznie dać upust emocjom, niektórzy tego nie lubią, ale niestety sposobu, by zdrowo żyć, i np. nie nabawić się wrzodów żołądka, depresji czy nerwicy, nie ma. Dać upust emocjom tzn. w obliczu tego kryzysu wypłakać się, w poduszkę, pod prysznicem, w ramię przyjaciela, w kurtkę wiszącą w przedpokoju (tu wymyślam, bo tego nie praktykowałam:)) terapeuty, wyzłościć, wygniewać, wybiegać się itd..
- przegadać to z bliską zaufaną osobą. No i najlepiej, by nie była to tylko 1 osoba, bo wtedy mamy 2 perspektywy patrzenia na daną sprawę, a czasem to za mało, bo nasi przyjaciele patrzą na sprawę naszymi oczami... więc przegadać, opowiedzieć, wyżalić się, i poczuć się wysłuchanym-o! to jest ulga...to pomaga...
- potem spróbować UWIERZYĆ, że dobrze, że stało się to co się stało. Uwierzyć, że będzie na pewno DRUGA SZANSA, że gdy są zamykane jedne drzwi zabierana ta jedna możliwość, to otwierane jest OKNO, dane są nam inne możliwości. Zależy jeszcze, co to jest, ale ja np. sobie wówczas myślę, że czeka mnie coś LEPSZEGO widocznie, albo, że to jeszcze nie jest właściwy CZAS, albo muszę widocznie do czegoś DOJRZEĆ, albo, że gdyby stało się TO na co czekałam, nie byłabym tak naprawdę szczęśliwa, bo skąd mam to wiedzieć, czy bym była??? Wydaje się czasem, że do szczęścia potrzebne nam jest TO i TO, a jak już to mamy to wcale nie ma takiej dużej różnicy w naszym poczuciu szczęścia w życiu. Więc tak to sobie tłumaczę.
- następnie trzeba się sobą zająć jak najlepszym przyjacielem, bo tak naprawdę nikt tak dobrze nie zadba o ciebie, jak Ty sam! Bo skąd też inni mogą wiedzieć, czego potrzebujesz? Tak naprawdę nie mają zielonego pojęcia. Więc w obliczu kryzysu, obciętych skrzydeł, warto się sobą zaopiekować, dobrze jeść, starać się spać, nie stresować niepotrzebnie, kupić sobie prezent, lub nawet z 5! A co ;) Zatroszczyć się o siebie tak, jakbyś się zatroszczył/-ła najlepszym przyjacielem, który właśnie Cię odwiedza i już w progu stwierdza, że jest mu bardzo smutno... Można też ze sobą prowadzić dialogi wewnętrzne, czyli mówić do siebie w głowie miłe pocieszające rzeczy-to naprawdę działa. Dla celów eksperymentu możesz przez 15 min mówić sobie wewnątrz komplementy, a potem 15 min się ostro krytykować. No i..? Niby wiemy, że sprawcą tych myśli jesteśmy my sami, ale różnica w nastroju pojawia się szybko i jest jak gdyby od tej świadomości niezależna.
- no i to, co ostatnie przychodzi mi na myśl, to co sama ostatnio odkryłam, że praca nad dobrym samopoczuciem, czyli optymizmem, to bardzo ciężki, świadomy wysiłek!... niestety dla pesymistów.. ;) Optymizm nie jest wrodzony, chociaż są osoby bardziej i mniej pogodne. Optymizmu i pogody ducha można się nauczyć. Nastrojem można sterować, i warto nauczyć się wyłapywać symptomy nadchodzących złych, czarnych myśli, by je odpowiednio szybko wystopować. Jeśli damy się ponieść złym myślom np. krytycznym, dołującym i polecimy z nimi w dół, to więcej będzie nas kosztowało odbudowanie siebie do stanu optymalnego, niż wyłapanie zawczasu złych myśli i ochrona przed nimi. Koszt podnoszenia się z dołka jest o wiele wyższy, czasochłonny, niż codzienne żmudne dbanie o siebie.
- jak już raz czy dwa coś ostro wyszarpnie nam skrzydła, nabywa się pewnej odporności, w ślad za porzekadłem, co cię nie zabije to cię wzmocni. Może sprzyja temu cecha taka jak naiwność, bo wyjścia są zawsze 2: albo coś się kolejny raz przydarzy, albo się nie przydarzy. Więc tu pomaga pewna NAIWNOŚĆ życiowa i nadzieja, że jednak opcja - przydarzy się. A żeby tak bardzo nie oczekiwać tego wydarzenia i martwić się, że się nie przydarza, to można wyobrazić sobie najgorszą opcję, że coś czego pragniemy - nigdy się nie przydarza. I jeśli mamy wymyśloną
alternatywę na najgorsze wyjście i wiemy, że sobie poradzimy, to super! To jest taka szczepionka na przyszłość. A jeśli jest sytuacja, że nie mamy alternatywnego wyjścia i wydaje nam się, że będzie strasznie. To trzeba się zapytać siebie, dlaczego właśnie TO, co nie nadejdzie ma zaspokoić moje pragnienia, jakie to są pragnienia...? Jestem pewna, że taka analiza pomoże w znalezieniu wyjścia z sytuacji... Że znajdzie się alternatywa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz