piątek, 30 września 2011
Podwójny koncert
Udało mi się być na koncercie Idana i Sary w ciągu jednego wieczora (wieczoru) [obie formy są poprawne ;)]...
Wymęczona tygodniem w pracy, wysłuchałam znakomitych i bardzo ciekawych dźwięków, na początek weekendu, to się nazywa szczęście!
Biletów oczywiście dawno już nie było, ale P walczyła jak lew przed koncertem i ... gdy nagle bilety wyrosły przed nami w ręku wysokiego gościa - były nasze.
Nie ma to jak się znaleźć w odpowiednim miejscu, z odpowiednimi osobami! :]
Obie piosenki są o modlitwie, o medytacji, czymś poza nami, o głębi, za którą chyba każdy z nas tęskni.
Spodobały mi się muzycznie, dopiero później dowiedziałam się o czym są :)
środa, 28 września 2011
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ta muzyka to idealne podsumowanie dzisiejszego dnia
Jesień
Trochę chłodu trochę słońca
Tęsknota
Ciepła herbata w dużym kubku, szlafrok, ciepły laptop na kolanach, migotanie świec
Tak czasem trzeba wbić się w melancholię, wbić się w jesień
poniedziałek, 26 września 2011
czwartek, 15 września 2011
Music
Zagrać pod batutą Morricone...i...
umrzeć :P
Jeśli ktoś nie znalazł się w innym wymiarze po wysłuchaniu tegoż masterpieca, to ja z nim nie gadam.
wtorek, 13 września 2011
Lucky girl!
Bardzo polecam cały album Ladji Diallo :) Teraz na dłużej zafiksowałam się na kawałku 2 i 10... Dobre wspomnienia, dobry czas teraz. Lekkość, dobroć, normalność, radość... I wypełnione akumulatory emocjonalne po brzegi, a nawet z "górką". To po weekendzie, trzech tortach, życzeniach i radościach w takiej ilości, jakiej sama bym nawet nie wymarzyła... Dziękuję.
niedziela, 4 września 2011
Saturday fever
Były różne plany na tę sobotę. W pewnym momencie takie, by trafić na festiwal i koncert. Zamiast tego znalazłyśmy się w klubie. Moje przyjaciółki ostatnio naprawdę bardzo się rozbrykały :)
sobota, 3 września 2011
Luuuuuuubię i to bardzo
Ta piosenka ukołysała mnie do snu... Nocne smutki... Przesłuchałam z kilkadziesiąt razy...
John nie wie o tym, że chwilowo został moim muzykoterapetą.
LA... Kalifornia. I'll go there if...
She comes and she goes
Like no one can
She comes and she goes
She's slipping through my hands
piątek, 2 września 2011
Pola... :)
Pracuję bardzo blisko, więc czasem zdarza się, że tam trafiam. Cudnie. Bosko! jak to rzekła dziś dyrektor pijaru (tyle, że nie o parku). Jak widać jest już jesień, w końcu wrzesień... ciepło, słonecznie, sucho, kolorowo, pachnąco... Czy każdemu w piątek po pracy wszystko wydaje się najpiękniejsze na świecie? :)
Music
Ta piosenka pasuje w sam raz na after party, ... trzecia, czwarta rano, połowa ludzi już wyszła, a niedobitki bujają jeszcze na parkiecie. Oczyma wyobraźni widzę siebie jako jednego z niedobitków :))
This world aint't simple
But I'm strong, I know how to get out
And I'll find my way 'cause
'Cause it's love, real simple
And that's how it works
Strategia podróży
Dzisiaj naszła mnie refleksja o podróży komunikacją miejską w Warszawie, próbowałam obliczyć ile razy mogłam już jeździć tramwajem czy autobusie... Zdałam sobie sprawę, że mam sporo spostrzeżeń na ten temat ;)
Otóż starania o godne spędzenie podróży co najmniej pół godziny w jedną stronę jest istotnym elementem porannego lub popołudniowego działania dla wielu osób!
Okazuje się, że najlepiej celować prosto do drugiego wagonu (jeśli to tramwaj), gdzie jest zazwyczaj mniej osób i większa szansa, że znajdzie się jakiś niedobitek wolnego miejsca.
Zajmowanie wolnych miejsc odbywa się według niepisanej strategii, że najpierw zajmowane są miejsca najwygodniejsze (przodem do jazdy, pojedyńcze) i trudno dostępne! To bardzo istotne, bo przecież niewiele osób, którym trzeba ustąpić miejsca się tam nie dopcha...
Omija się też miejsca ze znaczkiem "dla matki z dzieckiem", bo wówczas chowanie nosa w książkę lub udawanie, że się śpi - nie pomoże – matki i staruszki w Warszawie otwarcie wyrażają swoją potrzebę siedzenia!:)
Dobre są też tyły pojazdu, bo w starych wersjach można oprzeć pupę, ale to dla 2-3 szczęśliwców na wagon. Oczywiście to jeszcze nie koniec walki o przetrwanie, choć miejsca siedzące są już zajęte- warto zająć dobre miejsce stojące.
W tramwaju dobra miejscówka stojąca (jak tył wagonu jest już zajęta) to miejsce przy rurze pionowej :) można się bowiem chwycić w tramku stabilnie. Uchwyt dla pozostałych stojących to oparcia krzesełek, które są na wysokości bioder... wówczas łatwo człowiekiem zarzuca na zakręcie, przeprasza się wówczas ludzi, a jak to ludzie, jedni wybaczają, inni się krzywią. To wszystko zależy... - od pory roku, nastrojów, zapachów... :)))
To chyba tyle na razie, pozdrowienia dla młodzieży szkolnej, które zasila szeregi pasażerów od dwóch dni.
Otóż starania o godne spędzenie podróży co najmniej pół godziny w jedną stronę jest istotnym elementem porannego lub popołudniowego działania dla wielu osób!
Okazuje się, że najlepiej celować prosto do drugiego wagonu (jeśli to tramwaj), gdzie jest zazwyczaj mniej osób i większa szansa, że znajdzie się jakiś niedobitek wolnego miejsca.
Zajmowanie wolnych miejsc odbywa się według niepisanej strategii, że najpierw zajmowane są miejsca najwygodniejsze (przodem do jazdy, pojedyńcze) i trudno dostępne! To bardzo istotne, bo przecież niewiele osób, którym trzeba ustąpić miejsca się tam nie dopcha...
Omija się też miejsca ze znaczkiem "dla matki z dzieckiem", bo wówczas chowanie nosa w książkę lub udawanie, że się śpi - nie pomoże – matki i staruszki w Warszawie otwarcie wyrażają swoją potrzebę siedzenia!:)
Dobre są też tyły pojazdu, bo w starych wersjach można oprzeć pupę, ale to dla 2-3 szczęśliwców na wagon. Oczywiście to jeszcze nie koniec walki o przetrwanie, choć miejsca siedzące są już zajęte- warto zająć dobre miejsce stojące.
W tramwaju dobra miejscówka stojąca (jak tył wagonu jest już zajęta) to miejsce przy rurze pionowej :) można się bowiem chwycić w tramku stabilnie. Uchwyt dla pozostałych stojących to oparcia krzesełek, które są na wysokości bioder... wówczas łatwo człowiekiem zarzuca na zakręcie, przeprasza się wówczas ludzi, a jak to ludzie, jedni wybaczają, inni się krzywią. To wszystko zależy... - od pory roku, nastrojów, zapachów... :)))
To chyba tyle na razie, pozdrowienia dla młodzieży szkolnej, które zasila szeregi pasażerów od dwóch dni.
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Paray le Monial
Ponieważ w tym roku lepiej poznałam moją patronkę, czuję się w obowiązku przekazać przesłanie, które otrzymała... również z racji moich wakacji w Paray le Monial :)
Jezus powiedział do Św. Małgorzaty Marii "Moje serce jest tak przepełnione miłością do każdego człowieka, iż dłużej nie może powstrzymać jego płomieni miłosierdzia..."
Więcej można przeczytać TU i TU...
niedziela, 28 sierpnia 2011
Co Cię powstrzymuje?
piątek, 26 sierpnia 2011
Party Rock Anthem
Aerobik w Paray le Monial przebiegał właśnie wg takich oto rytmów :-) A potem katecheza. Ha ha :-)
Pierwszy dzień po urlopie...
8.00 - wchodzę do pracy, trochę mi się niedobrze robi, ale myślę... będzie dobrze!
8.05 - ludzie mnie witają, pytają jak tam było, mówię 'suuuper' :)
8.10 - koleżanka opowiada mi co się działo pod moją nieobecność, i co będzie się dziać!!! myślę sobie wolniej, o kurcze, a to masakra, zaraz zaraz, wolniej, ale o co chodzi...?.. no nie...!! :(
8.30 - dowiaduję się, że moja najlepsza koleżanka za kilka miesięcy nie będzie pracować... :(
8.45 - zakupiono jakieś narzędzie przez co moje, które robiłam pół roku może być bezużyteczne... :(
9.00 - dowiaduję się, że są kolejne kłopoty w moim projekcie i chce mi się płakać, bo nikt nic nie wie, nikt tego nie robił. Ściana niewiedzy.
9.15 - zastanawiam się czy nie złożyć wypowiedzenia, i kiedy upływa okres wypowiedzenia :-)... zastanawiam się równolegle jak się spakuję i gdzie się wyprowadzę
9.30 - zbieram się w sobie i zaczynam rozgryzać problemy... krok po kroku, każdy rozwiązany element przybliża przecież do rozwiązania... i nie ma rzeczy niemożliwych? są tylko emocje, które pozwalają o tym zapomnieć!
13.00 - lunch - bo najważniejsze to ZJEŚĆ OBIAD!!
13.30 - szefowa mnie olewa :-) znaczy nic się nie pali... :) ouuuuk.
14.00 - robi się sympatyczniej...
15.00 - większość spraw pod kontrolą, wiem już o co chodzi, coraz lepiej...
po 16.00 - to już prawie finish, jeszcze tylko piątek, jest dobrze :) może jednak nie złożę wypowiedzenia jutro....
Przeżyłam. Żyję, uffffffff
8.05 - ludzie mnie witają, pytają jak tam było, mówię 'suuuper' :)
8.10 - koleżanka opowiada mi co się działo pod moją nieobecność, i co będzie się dziać!!! myślę sobie wolniej, o kurcze, a to masakra, zaraz zaraz, wolniej, ale o co chodzi...?.. no nie...!! :(
8.30 - dowiaduję się, że moja najlepsza koleżanka za kilka miesięcy nie będzie pracować... :(
8.45 - zakupiono jakieś narzędzie przez co moje, które robiłam pół roku może być bezużyteczne... :(
9.00 - dowiaduję się, że są kolejne kłopoty w moim projekcie i chce mi się płakać, bo nikt nic nie wie, nikt tego nie robił. Ściana niewiedzy.
9.15 - zastanawiam się czy nie złożyć wypowiedzenia, i kiedy upływa okres wypowiedzenia :-)... zastanawiam się równolegle jak się spakuję i gdzie się wyprowadzę
9.30 - zbieram się w sobie i zaczynam rozgryzać problemy... krok po kroku, każdy rozwiązany element przybliża przecież do rozwiązania... i nie ma rzeczy niemożliwych? są tylko emocje, które pozwalają o tym zapomnieć!
13.00 - lunch - bo najważniejsze to ZJEŚĆ OBIAD!!
13.30 - szefowa mnie olewa :-) znaczy nic się nie pali... :) ouuuuk.
14.00 - robi się sympatyczniej...
15.00 - większość spraw pod kontrolą, wiem już o co chodzi, coraz lepiej...
po 16.00 - to już prawie finish, jeszcze tylko piątek, jest dobrze :) może jednak nie złożę wypowiedzenia jutro....
Przeżyłam. Żyję, uffffffff
niedziela, 7 sierpnia 2011
piątek, 5 sierpnia 2011
czwartek, 4 sierpnia 2011
środa, 3 sierpnia 2011
wtorek, 2 sierpnia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)















