piątek, 26 sierpnia 2011

Pierwszy dzień po urlopie...

8.00 - wchodzę do pracy, trochę mi się niedobrze robi, ale myślę... będzie dobrze!
8.05 - ludzie mnie witają, pytają jak tam było, mówię 'suuuper' :)
8.10 - koleżanka opowiada mi co się działo pod moją nieobecność, i co będzie się dziać!!! myślę sobie wolniej, o kurcze, a to masakra, zaraz zaraz, wolniej, ale o co chodzi...?.. no nie...!! :(
8.30 - dowiaduję się, że moja najlepsza koleżanka za kilka miesięcy nie będzie pracować... :(
8.45 - zakupiono jakieś narzędzie przez co moje, które robiłam pół roku może być bezużyteczne... :(
9.00 - dowiaduję się, że są kolejne kłopoty w moim projekcie i chce mi się płakać, bo nikt nic nie wie, nikt tego nie robił. Ściana niewiedzy.
9.15 - zastanawiam się czy nie złożyć wypowiedzenia, i kiedy upływa okres wypowiedzenia :-)... zastanawiam się równolegle jak się spakuję i gdzie się wyprowadzę
9.30 - zbieram się w sobie i zaczynam rozgryzać problemy... krok po kroku, każdy rozwiązany element przybliża przecież do rozwiązania... i nie ma rzeczy niemożliwych? są tylko emocje, które pozwalają o tym zapomnieć!
13.00 - lunch - bo najważniejsze to ZJEŚĆ OBIAD!!
13.30 - szefowa mnie olewa :-) znaczy nic się nie pali... :) ouuuuk.
14.00 - robi się sympatyczniej...
15.00 - większość spraw pod kontrolą, wiem już o co chodzi, coraz lepiej...
po 16.00 - to już prawie finish, jeszcze tylko piątek, jest dobrze :) może jednak nie złożę wypowiedzenia jutro....
Przeżyłam. Żyję, uffffffff

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

ufff, ale emocje, normalnie to poczułam...

Gosia pisze...

Nooo :) tak było :)

Anonimowy pisze...

scenariusz trzymający w napięciu!!! p.s.Coraz bardziej lubię tu zaglądać

Ann.