Dzisiaj naszła mnie refleksja o podróży komunikacją miejską w Warszawie, próbowałam obliczyć ile razy mogłam już jeździć tramwajem czy autobusie... Zdałam sobie sprawę, że mam sporo spostrzeżeń na ten temat ;)
Otóż starania o godne spędzenie podróży co najmniej pół godziny w jedną stronę jest istotnym elementem porannego lub popołudniowego działania dla wielu osób!
Okazuje się, że najlepiej celować prosto do drugiego wagonu (jeśli to tramwaj), gdzie jest zazwyczaj mniej osób i większa szansa, że znajdzie się jakiś niedobitek wolnego miejsca.
Zajmowanie wolnych miejsc odbywa się według niepisanej strategii, że najpierw zajmowane są miejsca najwygodniejsze (przodem do jazdy, pojedyńcze) i trudno dostępne! To bardzo istotne, bo przecież niewiele osób, którym trzeba ustąpić miejsca się tam nie dopcha...
Omija się też miejsca ze znaczkiem "dla matki z dzieckiem", bo wówczas chowanie nosa w książkę lub udawanie, że się śpi - nie pomoże – matki i staruszki w Warszawie otwarcie wyrażają swoją potrzebę siedzenia!:)
Dobre są też tyły pojazdu, bo w starych wersjach można oprzeć pupę, ale to dla 2-3 szczęśliwców na wagon. Oczywiście to jeszcze nie koniec walki o przetrwanie, choć miejsca siedzące są już zajęte- warto zająć dobre miejsce stojące.
W tramwaju dobra miejscówka stojąca (jak tył wagonu jest już zajęta) to miejsce przy rurze pionowej :) można się bowiem chwycić w tramku stabilnie. Uchwyt dla pozostałych stojących to oparcia krzesełek, które są na wysokości bioder... wówczas łatwo człowiekiem zarzuca na zakręcie, przeprasza się wówczas ludzi, a jak to ludzie, jedni wybaczają, inni się krzywią. To wszystko zależy... - od pory roku, nastrojów, zapachów... :)))
To chyba tyle na razie, pozdrowienia dla młodzieży szkolnej, które zasila szeregi pasażerów od dwóch dni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz