sobota, 8 maja 2010

Mężczyźni i barwy

(fot. z internetu)
Byłam w bardzo dużym sklepie, w takim w którym milion osób depcze sobie po piętach, żony biegają i ściągają z półek co raz to inne 'bardzo potrzebne przecież rzeczy', mężowie się wkurzają i boją o swoją wypłacalność, a dzieci płaczą i piszczą z nudów, po czym i tak dostają lanie.
Postanowiłam w pewnym momencie przestać się stresować i cieszyć z tego, że oto zamierzam wyszukać i kupić nowe, ładne rzeczy. I tak się skutecznie zrelaksowałam, że zgubiłam marynarkę. Ostatecznie zakupy zakończyłam w punkcie obsługi klienta, w którym zastałam dwóch panów.

Pan pierwszy - 'co pani zgubiła?'
ja - 'marynarkę, brązową'
Pan po chwili ją przyniósł, 'to ta marynarka? to jest przecież śliwka! jaki brąz!', i odchodząc na zaplecze skomentował ten 'brąz' w stronę innego Pana z obsługi
Pan drugi - 'no faktycznie, haha, to nie żaden brąz, to śliwka, albo może bardziej..., hmmm, zgaszony fiolet'

!!! :))

Brak komentarzy: