niedziela, 31 sierpnia 2008

Dopadła mnie

grypa... :( Mam jeszcze dokładnie 16 godzin do wyzdrowienia -> do pobudki do pracy (niestety nie mam już lekarza, który by wypisał zwolnienie). Spożyłam 2 ząby czosnku, z 5 łyżek miodu z lipy, ok 9 rutinoskorbinów, 3 łyżeczki soku z jeżówki purpurowej, 3 polopiryny. Co godzinę wypijam jakieś płyny. Zakres działań leczniczych wydawał mi się szeroki, ale teraz jak czytam, to wydaje się niewiele. To idę jeszcze popić soku z jeżówki, hehe, od razu się humor poprawia, ona jest na procentach.

4 komentarze:

adh;oah pisze...

jezowka...jeju, przypominaja mi sie czasy studenckie...

Gosia pisze...

O tak :)jeżówka, brukselka, serek czosnkowy, od czasu do czasu hamburger z budki i pasztet. Więcej naszych specjałów zapomniałam :)

adh;oah pisze...

no jak to? a ser zoty smazony na patelni i tosty francuskie?!

Gosia pisze...

hahaha, co za czasy. teraz już tylko schab w winie ;D