
Nie wiem jak udało mi się w ciągu ostatnich tygodni przeczytać tę książkę. Z braku czasu i warunków czytałam ją np. po północy w łazience. W każdym razie książka miała to 'coś'.
'Miłość lwicy' to historia Niemki, która postanawia poślubić wojownika Samburu i zamieszkać z nim w kenijskiej wiosce. To inna historia od tej zekranizowanej niedawno - Białej Masajki.
Bo Christinie Hachfeld-Tapukai udaje się przetrwać konflikty i nieporozumienia i od 20 lat żyć z afrykańskim mężem.
Książka jest alternatywą dla przeciętnych wyobrażeń o tym, jak może wyglądać życie. Jest też historią o miłości, która żeby przetrwać musi być najprostsza, najszczersza, wręcz elementarna.
Akceptacją mega różnic ze świadomością, że one są i będą.
Wydaje się to być ideałem, dobrym kierunkiem na życie...
No i dużo ciekawostek o kulturze Kenii można znaleźć. I potem bezbłędnie odszukać Kenię na mapie. To jakoś też wydaje mi się istotne :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz