piątek, 23 kwietnia 2010


Miałam ostatnio okazję robić bardzo ciekawą rzecz.
Grałam małą rólkę - Dorotę, którą odgrywałam kilka razy w ciągu dnia w pewnym projekcie. Dorota była pracownikiem, a przełożonymi poważni ludzie ubiegający się o pewne stanowisko.
Było to fascynujące z wielu powodów.

Musiałam stworzyć dla tych ludzi mniej więcej taki sam, 'wystandaryzowany bodziec', czyli zachowywać się i używać podobnych argumentów (żeby każdy miał tę samą Dorotkę), jednocześnie wpasować się w ich tok myślenia i argumenty tak, aby rozmowa była w miarę naturalna. Dodatkowym utrudnieniem było to, że Dorotka nie mogła być za 'łatwa' :)
Najciekawsze było to, że na własnej skórze doświadczyłam wielu metod i sposobów, jakie przełożeni stosują wobec podwładnych, gdy chcą od nich coś uzyskać. Jak traktują za miękko, lub gdy liczy się dla nich tylko zysk, a Twoje zdanie, czy problemy osobiste mają w poważaniu ;) Zobaczyłam jak manipulują, wkładają w usta argumenty, których się nie użyło, lub gdy chcą nieba uchylić, pomóc, bo pracownika stawiają na pierwszym miejscu. Gdy chwalą choć niekoniecznie jest za co, oraz... jak to jest być zwalnianym! Chyba wszystkie opcje zostały wykorzystane. A instrukcja była ta sama!

Ludzie to się jednak różnią od siebie... ;)

Brak komentarzy: