sobota, 13 marca 2010

tak

Nie mówiąc nie, i nie broniąc się przed, kiedy właśnie odruchowo chciało się powiedzieć nie, bo tak wygodniej i bezpieczniej - trafiłam w miejsce, wśród ludzi całkowicie nie znanych, w prywatnym domu, gdzieś na obrzeżach miasta.
I miałam okazję posłuchać i zobaczyć slajdy z wyprawy dwóch pozytywnie zwariowanych chłopaków, którzy postanowili spełnić niezrealizowane marzenie JP II i odwiedzić miejsca do których nie mógł pojechać jako Pielgrzym Pokoju - Moskwę i Pekin.
Jeden z chłopaków jechał na różowym rowerze swojej babci. Start w Rzymie, koniec na olimpiadzie w Pekinie.
Nie będę opisywać szczegółów, jeśli ktoś byłby zainteresowany znajdzie bloga, zdjęcia i relacje.
Proszę kliknijcie tutaj (i dalej w pod-link relacje) i zobaczcie trasę na mapie. Na mnie całokształt zrobił największe wrażenie.
I wyobraźcie sobie, że jedziecie przez pustynię Gobi, na rowerze :)

Brak komentarzy: