
Przy noworocznym stole dowiedziałam się, że pradziadek i prababcia mieli rower. Jeden wspólny, ale to i tak było 'na bogato'. System ich wspólnej jazdy np. ze wsi do miasta polegał na tym, że jedno jechało kawałek drogi, zostawiało rower oparty o drzewo i szło do przodu. Drugie dochodziło do pozostawionego roweru, wsiadało, wyprzedzało małżonka, zostawiało rower i tak dalej. Podobno tak było szybciej. Rodzinne umysły ścisłe szybko obliczyły o ile szybciej.
Ja jakoś nie potrafiłam obliczyć. Tylko myślę sobie... a wspólne rozmowy? a trzymanie się za ręce? ;))
1 komentarz:
Skoro to był taki luksus, to dziw, że ten rower zawsze tam przy drzewie był...
Prześlij komentarz