poniedziałek, 15 listopada 2010

Come closer...

Po nieudanym interview, przed kolejną podróżą do... nie wymieniajmy nazwy tego miasta głośno, poszłam nad morze poukładać myśli. Bliskość zimnej wody i śliskich meduzek przyniosła chwilowe orzeźwienie :)
Po feedbacku na koniec, którego udzielił mi prezes firmy wczuwając się w coacha, zacznę myśleć czy nie lepiej byłoby pomyśleć nad zmianą branży. Wizyta u coacha to chyba koszt przejazu Intercity w jedną stronę. Powiedzmy, że się opłaciło ;P







3 komentarze:

aguś pisze...

Meduzy są śliczne :) A coaching bardzo polecam, choć sama dopiero stawiam pierwsze kroczki i na razie robię to non-profit :)

Gosia pisze...

Powodzenia :-) na pewno ludziom takie spotkania pomagają. Osobiście nie do końca wyczuwam co jest coachingiem, co terapią, co doradztwem, co wsparciem... To chyba ciężko oddzielić, prawda?

aguś pisze...

Hm, nie znam się w ogóle na terapii czy doradztwie, więc trudno mi określić dokładne różnice, ale na pewno coaching różni się sposobem prowadzenia dialogu z... klientem? pacjentem? hehe zwał jak zwał :)