poniedziałek, 13 września 2010

Poniedziałek

Kiedy życie daje w kość, a mimo wszystko ostatecznie trzeba coś zjeść, ratuje twój wynędzniały przez pracę organizm ;), budka z pracownikami o śniadej cerze.
Bierzesz jedzenie i schodzisz pod most :) Przemoknięte sosem ciasto powoli przestaje chrupać, a sos kapie na chodnik, o mały włos na buty na obcasach i płaszczyk. Trochę siorbiesz tym sosem, nie da rady inaczej. Na szczęście pod tym mostem nie ma nikogo. Idziesz dalej.



Wdrapujesz się na most i z satysfakcją uzmysławiasz sobie, że dzisiaj wyjątkowo nie doświadczasz skorkowania. Robisz fotkę biednym ludziom na dole. Oni nie lubią cię za to zdjęcie.



Idziesz dalej, szukasz przestrzeni i wolności, z dala od ludzi i ich szalonych pomysłów. Znajdujesz dwa gatunki jarzębiny rosnącej obok siebie.




A potem osiedle zielone pełne drzew, przestrzeni i wolności. Wdychasz jesienne powietrze i chwilę, dłuższą bardzo chwilę potem, decydujesz się wracać.
Do ludzi... i ich szalonych pomysłów.

Brak komentarzy: