Końcówka maja jest bardzo pracowita. Staram się nie przesadzać, czyli jeść, spać, ale im więcej się uczę i wiem, tym więcej widzę jak mało wiem, i ile jest do nauczenia. Opanowuję w pigułce dziedziny o których istnieniu nie miałam pojęcia, tj. marketing wirusowy, merchandising, rodzaje przedsiębiorstw. Przeglądam słowniki i marzę o tym, już żeby to się skończyło.
Za oknem deszcz nieprawdopodobny, dzisiaj 3 razy zmieniałam skarpetki, bo były brudne, bo wracałam w deszczu, bo kopnęłam kubek z białą herbatą, która nie posiada smaku, ale jest bardzo zdrowa i każda kobieta, która chce być piękna powinna ją pić :) Te same skarpetki posłużyły mi jako odsysacz herbaty z wykładziny, a odsysając herbatę czytałam jednocześnie jakiś tekst.
Kocham abstrakcje i nie potrafię wpasować się w klucz języka biznesu, co mnie dość martwi, bo co nieco zainwestowałam w tę zabawę, środków materialnych i niematerialnych.
Ciekawe jak mi pójdzie egzamin, jaki będzie jego rezultat? Czy wynik spełni moje oczekiwania? Czy kompleksowo wcześniej zaplanowane działania, podjęte środki, poniesione straty, wnikliwa organizacja czasu okażą się właściwe wobec oczekiwanego efektu?
:P
I am tired. Good night :)
2 komentarze:
Gosik, wydaje mi sie ze takie egzaminy to dobry zastrzyk adrenaliny i pocwiczenie szarych komorek! Zawsze warto w to inwestowac - chociazby po to zeby sprawdzic siebie!
Madzik, my się z adrenalinką nie bardzo lubimy, no ale jak trzeba to trzeba...!
Prześlij komentarz