niedziela, 7 marca 2010

Wygląda zupełnie jak mój wujek Oskar

Korzystając z okazji oskarowego zamieszania, cofnę się parę miesięcy wstecz do naszej wyprawy i przy okazji odświeżę wspomnienia...
Zeszłej jesieni byliśmy w LA i kupiliśmy bilet na wycieczkę po Kodak Theatre, co było w sumie najciekawszą rzeczą jaką zrobiliśmy w tym mieście (oprócz pobytu na plaży, ale ocean - to się rozumie samo przez się).
Kodak Theatre wybudowany przy Hollywood Boulveard znany jest właśnie z corocznych ceremonii wręczania Oskarów.







Marka Kodak nie jest sygnowana nazwiskiem wynalazcy filmu czy właściciela firmy Eastman Kodak Co. jak to najczęściej bywa.
Co do nazwy statuetki usłyszeliśmy podobną historię do tych zamieszczanych w internecie, jakoby oficjalnie figurka Academy Award of Merit, zyskała swą wdzięczną nazwę Oskar za sprawą jednej z pracownic akademii, która na jej widok stwierdziła, że wygląda on dokładnie jak jej wujek Oskar :) Przypuszczam, że w zależności od grupy tą osobą jest bibliotekarka, sprzątaczka itp. Dowiedzieliśmy się od dziewczyny przewodnik (która niezwykle przypominała Elizabeth Taylor), że po raz pierwszy nazwy Oskar użył publicznie Walt Disney, i że nie było lepszej osoby, która tę nazwę wprowadziłaby do obiegu ;)
Sam Teatr nie jest duży, ani scena, na ekranie zaś wydaje się przepastny. Najbardziej spodobał mi się tajny korytarz z boku sceny, w którym w czasie trwania gali około 200 statystów ubranych w galowe kreacje stoi w dwuszeregu :) I czeka...

Tłumaczono nam, że w czasie uroczystości żadne z miejsc na sali (a zwłaszcza tych na których siedzą gwiazdy) nie może być puste. Statyści są potrzebni w momencie, gdy np. Angelina J. zechce zrobić siku (ups, no to musiało być pomówienie, przecież wiadomo, że gwiazdy takich rzeczy nie robią...). W czasie tych kilku minut, nie może być żadnej luki, dlatego na tym miejscu natychmiast siada statystka. Być takim statystą nie jest tak prosto, podobno w Stanach są specjalne losowania kilka miesięcy wcześniej itp. Budynki wokół Kodaka są zasłonięte materiałami, tak, że żadna reklama nie jest widoczna, a celebryci szczegółowo sprawdzani w namiocie przed wejściem do Teatru. Pokazują ID, nie wierzy im się na słowo (ani na wygląd, tyle jest przecież na świecie sobowtórów), a ludzie stojący wokół Teatru to też nie przypadkowy tłum, oni również biorą wcześniej udział w jakichś losowaniach.

A poniżej zdjęcia z Venice Beach, zwanej plażą dziwaków. Ale sama już nie wiem kto jest bardziej dziwny, czy statyści polujący na wejściówki, i reżyserzy rozdmuchujący show do granic nieprzywoitości, czy kuglarze, malarze, i inni artyści, których spotkaliśmy na plaży :)




(Venice Beach)

Brak komentarzy: