poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Planowanie



Swego czasu planowanie mnie złościło, bo potrzebowałam więcej swobody niż kontroli. Ostatnio jednak ktoś bardzo mi zaimponował mówiąc, że planuje coś z miesięcznym wyprzedzeniem. Zaskoczyło mnie to, że można o tym powiedzieć i to jeszcze z dumą! Przecież to takie sztywne! Wyłączające spontaniczność, tak myślałam. Słowo planowanie wywoływało we mnie wysypkę. Ale zastanowiłam się chwilę i myślę, że planowanie jest jedynym sposobem, by do czegoś dojść, w sensie rozwoju, by życie się nie rozlazło. Nie jest to oczywiście konieczne i niezbędne dla wszystkich, można meandrować w życiu ciesząc się tym, co się ma, i czekać na to, co przyjdzie z zewnątrz. Ale nie ma to związku z karczowaniem dżungli życia, czy przedzieraniem się, co przynosi więcej satysfakcji. Planowanie i samokontrola... tak bardzo nie lubiłam tych słów i znaczeń, które się pod nimi kryły, teraz jednak odkryłam ich inny, bardzo pozytywny i wręcz potrzebny wydźwięk. M.L. Moeller, pisze, że podświadomość zrobi wszystko żeby w pewnym momencie uniknąć regularności, dalszej pracy, i tak np. zamiast wybrać się na trening, uczyć języka, regularnie modlić się, wynajdziemy 100 innych ważniejszych powodów, by tego wysiłku uniknąć. Umysł, psychika, czy jak inaczej nazwać.. dąży do lenistwa. A praca nad charakterem wymaga karczowania, czyli planowania i wielu innych czynników, ale post jest o planowaniu, więc w resztę się na razie nie wgłębiam.

Brak komentarzy: