poniedziałek, 10 listopada 2008

Po intenswnym weekendzie, w stylu wino-kobiety-śpiew i taniec (czynniki rozłożone mniej więcej po równo przez sobotę i niedzielę, jednej w bardziej, a inne mniej pobożnym wydaniu..), znalazłam się w nielicznej garstce niedobitków, którzy przyszli do pracy. Ulice rano wyglądały jak w 'I am a legend'...
Moje plecy teraz znowu zginają się w pałąk, oczy wlepione w monitor pomagają skleić tabelki, brzuch wyskakuje ze spodni, i dopijam poranną kawę... mam tylko nadzieję, że 'interesanci' też powyjeżdżali na długi weekend.
na szczęście jutro wolne i kolejnych sto pomysłów jak spędzić dzień, w Warszawie dużo się dzieje, jak zwykle, i aż grzech byłoby nie skorzystać z tych propozycji...:) będzie Możdżer&Danielsson&Fresco, ale kochanego trio nie posłucham, gdyż wybieram się na spektakl Leszka Mądzika Wrota w Centralnym Basenie Artystycznym.

Brak komentarzy: